📖 W tym dziale — 16 sekcji
Trzeba zacząć od uczciwego zastrzeżenia, bo stawiają je sami autorzy. Wszystko, co dotyczy narodzin, wesela i pogrzebu w tej okolicy, opisał Oskar Kolberg w tomie Kaliskie — i, jak pisze Andrzej Głaz, „ze względu na niemal zupełny brak innych publikacji źródłowych jest to w zasadzie jedyny tekst"¹. Region koniński, dodaje w drugim komunikacie, „nie miał szczęścia do badaczy kultury ludowej": szerzej zakrojonych badań terenowych nigdy tu nie prowadzono, a Muzeum w Koninie-Gosławicach, mimo istnienia działu etnograficznego, od swojego powstania nigdy nie prowadziło szerszych badań terenowych — prace penetracyjne służyły głównie pozyskiwaniu zabytkowych przedmiotów².
⇒ Dlatego w tym rozdziale konsekwentnie odróżniamy trzy warstwy: to, co zapisał Kolberg w XIX wieku, to, co zebrano w badaniach terenowych 2012 roku, i to, co autorzy przyjmują z literatury ogólnopolskiej. Gdzie nie ma źródła lokalnego, mówimy o tym wprost.
41.1. Wigilia i Boże Narodzenie
Post przez cały dzień Wigilii praktykowany jest w okolicach Ślesina do dziś³. Zwyczaj ten ma tu poświadczenie sprzed dwustu lat — Sztamblewska przytacza opis z roku 1821:
„W wiliją Bożego Narodzenia nie jedzą przez dzień cały, dopiero za ukazaniem się gwiazdy, która gdy zaświeci, przynosi dziewka siano, [kładzie] na stole i rozpostarte przykrywa prześcieradłem"³
⚠️ Autorka cytuje to za pośrednictwem innego opracowania i nie podaje pełnego opisu bibliograficznego. Źródło warto zidentyfikować — byłby to najstarszy znany nam opis obyczaju dorocznego z tej okolicy, starszy od Kolberga o pół wieku.
⭐ Dziewięć potraw, nie dwanaście. W XIX wieku stawiano tu na wigilijnym stole dziewięć potraw — tyle, ile zbóż zasiewano, i po to, żeby wszystkie dobrze obrodziły. Dopiero z czasem rozwinął się zwyczaj dwunastu potraw, symbolizujących apostołów³. To jest przejście od magii agrarnej do symboliki kościelnej, dokonane w obrębie jednego stołu.
Menu ślesińskiej Wigilii: śledź, zupa grzybowa, zupa ze śledzia, kapusta z grochem, kluski, pierogi. ⚠️ Kutia jest tutaj importem powojennym — przyszła z przesiedleńcami i z mediami, nie z miejscowej tradycji³.
Przed choinką, która przyszła z Niemiec dopiero w XIX wieku, wieszano u powały podłaźnik — gałązkę świerkową ze wstążkami i łańcuchami ze słomy albo papieru — a w narożu chałupy stawiano snop³.
⭐⭐ Kolędnicy nazywają się tutaj „wiljorzami". Obok ogólnopolskiego słowa „kolędnicy" w gminie Ślesin żywa jest własna nazwa — wiljorze. Postaci w grupie: Diabeł, Żyd, Królowie, Herod, Śmierć. Dawniej chodziło wiele grup naraz i, jak wspominają informatorki, „często nabrudzili, narozrabiali", smarowali sadzą; jeśli panna nie chciała wyjść — odpowiadali drobnymi żartami. Wymieniani są zwłaszcza kolędnicy z Ostrowąża⁴.
41.2. ⭐⭐ Św. Szczepan: obsypywanie zbożem
To jest najmocniejszy punkt lokalny całego roku obrzędowego — i jeden z tych, które przetrwały do naszych czasów.
26 grudnia w kościołach okolicy obsypywano wiernych owsem lub grochem — z chóru albo pod kościołem. Jak podkreśla autorka, każda z osób będących w świątyni musiała zostać obowiązkowo obsypana⁵. Kolberg zapisał ten zwyczaj dla tej właśnie okolicy w XIX wieku:
„gospodarze wysyłają swych średniaków z owsem, grochem i jęczmieniem, które w ten dzień ksiądz przede mszą poświęca, po czym motłoch ten, nie zważając na świętość miejsca i sakramentów, które ksiądz trzyma, ani na jego wiek, rzuca mu go na twarz, na oczy i obsypuje zewsząd. W tym momencie kościół staje się miejscem krzyków, śmiechu i wrzawy. Potem z torbami i miechami (workami) idą na chór i stąd każdego wchodzącego do kościoła rażą, a nawet często i kaleczą, gdyż dla jakiejś większej igraszki do zboża mięszają kamyki, bób lub małe kartofelki. Na wieczór schodzą się kobiety do kościoła i każda jakąś część tego rozrzuconego zboża stara się dostać dla drobiazgu (drobiu), gdyż to ma być lekarstwem skutecznym na plenne niesienie się jaj."⁵
⭐ I rzecz najciekawsza: zwyczaj był do niedawna bardzo żywy i pieczołowicie podtrzymywany — często na prośbę miejscowego proboszcza, jak we wsi Wąsosze⁵. Obrzęd, który Kolberg opisywał z wyraźną dezaprobatą („motłoch ten, nie zważając na świętość miejsca"), półtora wieku później trwa dzięki księdzu, który o niego prosi.
W polskiej tradycji obsypywanie tłumaczono jako pamiątkę ukamienowania św. Szczepana — ale rodowód obrzędu na znak pomyślności jest starszy i sięga czasów przedchrześcijańskich⁵. Widać to zresztą w samym zapisie Kolberga: zboże zbierane wieczorem przez kobiety idzie nie na pamiątkę męczeństwa, tylko dla kur.
41.3. Trzech Króli, Nowy Rok, prima aprilis
Trzech Króli. Chodzili tu przebierańcy zwani „herodami" — zwyczaj dziś już niepraktykowany. Kreda jest nadal święcona, ale do zabiegów magicznych już się jej nie używa, choć jeszcze na przełomie XIX i XX wieku używano⁶.
Psoty noworoczne i kwietniowe. Wystawiano furtki i bramy z zawiasów albo zatykano kominy, wykradano wozy. ⭐ Sztamblewska notuje, że 1 kwietnia we wsiach wokół Ślesina młodzi chłopcy stawali się tak zwanym „zwoćcem": wystawiali furtki i bramy z ogrodzeń i chowali je, wyprowadzali wozy, rozbierali je i składali na dachu stodoły, a dyszle wkładali do komina⁶. ⚠️ Nazwa jest zasłyszana w Wąsoszach i jej pisownia w naszym egzemplarzu nie jest pewna.
41.4. Podkoziołek i Popielec
Podkoziołek to w tej okolicy obrzęd karczemny i Kolberg opisał go szczegółowo⁷. Na środku karczmy stawiano beczkę, na niej talerz (albo dwa talerze), a przy nich chłopak z pupką — lalką ubraną po niemiecku — albo z małym koziołkiem ze szmat. Śpiewano: „Podkoziołka trzeba dać, trzeba dać…". Zebrane pieniądze dzielono między muzykę i karczmarza. Do karczmy wpuszczano tylko młodych mężczyzn, a zabawa trwała do północy.
Obrzęd w dawnej formie dotrwał do końca lat trzydziestych XX wieku, a po wojnie utrzymał się jeszcze między innymi w Ostrowążu (a także w Rudzie pod Kaliszem i w Sławsku w gminie Rzgów)⁷. W okolicach Ślesina forma zanikła, ale — co autorzy podkreślają — sama nazwa jest wciąż żywa, także wśród młodych.
⭐ Co z niego zostało. Sztamblewska notuje formę współczesną: „jeszcze kilka lat temu na 10 minut przed północą [grano] ostatni utwór, który kończył zabawę, a na odchodne uczestnicy zabawy obsypywali się przyniesionym przez siebie popiołem"⁸. Z całego obrzędu — beczki, lalki, śpiewki, wykupu — została jedna czynność: popiół.
Popielec. Nazajutrz po ostatkach gospodynie zabierały pokarmy i szły do karczmy. Kolberg zapisał dla terenu Kleczewa i Ślesina, że „do takiej uczty same tylko mężatki należą"; tańczono wtedy „na wysoki len" i „na wielki owies", a na środku izby ustawiano pień, przez który skakano⁷. Kto chciał dołączyć, musiał się liczyć z tym, że przy wejściu zostanie obsypany popiołem⁸.
41.5. ⭐⭐ Wykup młodej mężatki
Ten obrzęd zasługuje na osobne miejsce, bo jest dobrze poświadczony dla tej właśnie okolicy i bo mówi o strukturze społecznej wsi więcej niż niejeden opis.
W Popielec wywożono z karczmy na specjalnym wózku nowo zaślubione mężatki, które musiały się wykupić alkoholem⁹. Nie była to psota: to obrzęd przejścia — przyjęcie młodej kobiety do grona gospodyń, do tej samej uczty, na którą „same tylko mężatki należą".
Kolberg zapisał go zwięźle:
„W Popielec przyjeżdżają baby po młodą mężatkę [...] obwożą ją po wsi na półwoziu, aż do karczmy zawiozą, gdzie im się wykupić musi. Od Konina, Pyzdr."⁹
Dla okolic Ślesina potwierdza go niezależnie Aniela Milewska, właścicielka Mikorzyna, w cyklu opowiadań drukowanym w „Kaliszaninie" w 1889 roku⁹.
⭐ I detal, dla którego warto było ten zwyczaj wyodrębnić. Wykupić się musiała także dziedziczka — ale mogła to zrobić inaczej: stawiając alkohol na dziedzińcu i nie idąc do karczmy⁹. Obrzęd obejmował więc wszystkie zamężne kobiety we wsi, łącznie z panią dworu; różnica stanu przejawiała się nie w zwolnieniu z obowiązku, tylko w miejscu, w którym się go dopełniało. Zob. rozdział 6.
41.6. Wielki Tydzień: „wybij żur" i Turcy
⭐⭐ „Wybij żur" — i to w Wielki Czwartek. Sztamblewska wyraźnie zaznacza, że to termin nietypowy: na przeważającej części obszaru Polski „wybijanie żuru" przypadało na połowę postu, a do psot używano głównie popiołu¹⁰. Kolberg dla okolic Ślesina podaje z kolei Wielki Piątek — wtedy młodzi chłopcy przygotowywali „brzydką mieszankę", której część zakopywali w polu, a resztą mazali drzwi i domy na wsi. Informatorzy z 2012 roku potwierdzają jednak wersję czwartkową: jeszcze do niedawna w Wielki Czwartek rozbijano o drzwi, bramy i domy garnek z żurem¹⁰.
⭐ Kiedy i dlaczego się skończył — to jest jedno z lepszych zdań w całej książce. Zwyczaj, notuje autorka za informatorami, dobiegł końca w chwili, „kiedy młodzież zamiast glinianego [garnka] pełnionego żurem zaczęła używać plastikowych pojemników z farbą"¹⁰.
⇒ Nie zabiła go ani wojna, ani urząd, ani Kościół. Zabiła go zamiana materiału: gliniany garnek z żurem rozbija się i znika, plastik z farbą zostaje na drzwiach.
Wielki Piątek — straż grobowa zwana „Turkami". Warta przy Grobie Pańskim pełniona przez mężczyzn w mundurach o charakterze orientalnym: lampasy, strojne nakrycia głowy, czasem rogatywki; warta trwała całą noc. ⭐ Dziś Turków zastąpili strażacy — czasem młodzi chłopcy albo dziewczynki — a warta trwa już tylko do późnego wieczora¹¹.
Wielka Sobota. ⭐ W okolicach Ślesina istnieje zwyczaj święcenia pokarmów w domach prywatnych, do których przyjeżdża ksiądz — na przykład w Wąsoszach i w Półwiosku¹¹. Zob. rozdział 9.
41.7. Wielkanoc, kurasa i dyngus
⭐ Kurasa — wielkanocne chodzenie z kogutkiem. Koguta z gliny albo z drewna wożono na dwukolnym wózku, w towarzystwie sikawek, koszy na datki i skrzypka; przy tej okazji urządzano „mokry dyngus"¹². Nazwa jest lokalna i warto ją zapamiętać obok wiljorzy i zwoćca.
Śmigus-dyngus. Relacja z 2012 roku: „Robiło się zasadzki, lano tak, że człowiek cały był mokry, nie zwracano uwagi, czy szedł z kościoła czy do kościoła"¹². ⭐ W poniedziałek oblewali mężczyźni, we wtorek kobiety musiały oddać — obrzęd był dwudniowy i wzajemny.
Kolberg opisuje pełny korowód „dyngowników": skrzypek, parobek z czerwoną chustką na kiju zamiast chorągwi, rożen na słoninę i koszyk z sieczką na jaja — a świętowanie kończyło się poczęstunkiem w karczmie¹². To jest ten sam schemat, co przy podkoziołku, wilku i wieńcu: obrzęd zaczyna się we wsi, a kończy w szynku (zob. rozdział 39).
41.8. Wiosna i lato
Zielone Świątki — majenie domów i płotów gałązkami brzozowymi, a podwórka i podłogi tatarakiem, zwanym tu „kalmusowym zielem"¹³.
Boże Ciało — z trasy procesji zabierano gałązki brzozy; w oktawę wito wianki z ziół (lipa, krwawnik, macierzanka, róża), trzy, pięć albo dziewięć — przeciw burzy, piorunowi i pożarowi¹³. Poświęcona gałązka nie jest wyrzucana: zostaje za obrazem albo w widocznym miejscu, bo „od zawsze wierzono w magiczną, zdrowotną moc zielonej poświęconej gałązki"¹³.
Noc świętojańska — dziś zabawa taneczna i duże ognisko; wianki puszczają nie tylko panny, „ale wszystkie chętne kobiety", i ma to już wymiar czysto symboliczny¹³.
15 sierpnia — pielgrzymka do Matki Bożej Licheńskiej¹³. To jedyny punkt roku obrzędowego, w którym Ślesin wychodzi poza własną parafię.
41.9. Jesień i adwent
⭐ „Pierzoki". Jesienią kobiety spotykały się na darciu pierza — a „pirzok" to w gwarze ślesińskiej nazwa uroczystej kolacji kończącej darcie¹⁴. To ta sama instytucja, którą od strony handlowej opisuje rozdział 3 (tam nosi nazwę jorafki), a od strony językowej rozdział 40. W Ślesinie darcie pierza nie było tylko pracą: było sezonem towarzyskim.
Andrzejki — lanie wosku albo ołowiu, stawianie butów wokół izby¹⁴.
⭐ Katarzynki — a właściwie ich brak. Męski odpowiednik andrzejek był w XIX wieku już mało popularny, a w Ślesinie nie ma śladów jego obchodzenia¹⁴. To wynik negatywny, ale wart odnotowania: obrzęd ogólnopolski, którego tutaj po prostu nie było.
Adwent — roraty z lampionami roratnimi; autorka notuje, że „w Ślesinie były one bardzo popularne w okresie dwudziestolecia międzywojennego", a dziś robią je głównie dzieci¹⁴.
41.10. Narodziny
Tu wchodzimy w materiał zebrany w 2012 roku przez Andrzeja Głaza — garść praktyk szczątkowych, przy czym część informatorów już nie pamięta ich uzasadnienia¹⁵.
⭐⭐ Do dziś wiesza się w wózku albo nad łóżeczkiem nieochrzczonego dziecka medalik z czerwoną kokardką. Ma chronić przed „obszyroczeniem", inaczej „ociotowaniem"¹⁵. Oba te słowa to gwarowe nazwy uroku i rzucania uroku; w całej książce są poświadczone tylko w tym jednym miejscu — do słownika (zob. rozdział 40).
Niepokazywanie noworodka. Żywy jeszcze w czasach powojennych był zwyczaj, żeby dziecka nie pokazywać w ogóle albo pokazywać je dopiero wtedy, gdy oglądający najpierw spojrzał na własne ręce. ⚠️ Informatorzy nie pamiętają już, czemu to miało służyć¹⁵ — pozostał gest bez wyjaśnienia.
41.11. Wesele
Pamięta się oczepiny i śpiewaną przy nich pieśń o chmielu, a po obrzędzie przyśpiewki „na pannę młodą", „na pana młodego", „na świekrę", „na orkiestrę". ⚠️ Treści przyśpiewek nie udało się zebrać — to strata nie do odrobienia¹⁵.
Wesele zaczynano „marszówkami", a kończono pieśnią „Kiedy ranne wstają zorze"; „marszówkami" żegnano też gości¹⁵.
⭐ Kto kogo okręci. Żywe jest przekonanie, że ważne, które z młodych „okręci" współmałżonka przy schodzeniu ze stopni ołtarza — osoba okręcająca będzie w małżeństwie dominować¹⁵. Z całego bogatego obrzędu weselnego to właśnie ten drobiazg przetrwał najlepiej, bo nie wymaga ani rekwizytu, ani muzyki, ani świadków.
41.12. Pogrzeb
Dawniej przy zmarłym leżącym „na marach" czuwano całą noc ze śpiewami — przez trzy noce¹⁵.
⭐ Zamiatanie izby po wyniesieniu trumny, wykonywane przez osobę niezwiązaną ze zmarłym, „żeby śmierć się nie zasiedziała" — miało zapobiec kolejnej śmierci w rodzinie¹⁵.
Starano się, by pogrzeb odbył się przed niedzielą, żeby „zmarły nie pociągnął za sobą" następnej osoby. Zasłaniano lustra — i tu znów informatorzy nie umieją podać powodu¹⁵.
Zmarłemu wkładano do ręki różaniec, obrazek Matki Boskiej albo świętych, książeczkę do nabożeństwa, a do trumny przedmioty osobiste: laskę, okulary — bo „na drugim świecie mogą być potrzebne"¹⁵.
⭐ Uwaga autora, która jest tu najważniejsza: dziś niechętnie się o tym mówi, określając te praktyki mianem zabobonów — i to także wśród starszego pokolenia informatorów¹⁵. Etnograf w 2012 roku zastał nie tyle zanik obrzędu, ile wstyd przed nim.
41.13. Co zostało z rzemiosła i plastyki obrzędowej
Drugi komunikat Głaza jest krótki i pesymistyczny².
Rzemieślnicy „z przepisową nauką" w Ślesinie: kołodzieje, bednarze, kowale, rymarze, garncarze, zdunowie, szewcy, krawcy, stolarze — a obok nich rzesze wytwórców bez przyuczenia (wikliniarstwo, plecionkarstwo, wyrób mioteł, trepów).
⭐ Datowanie zaniku jest zaskakująco późne. Większość warsztatów działała jeszcze w latach sześćdziesiątych XX wieku, a szewc, krawiec i stolarz do lat osiemdziesiątych². Przyczyną nie była wojna ani kolektywizacja, tylko rozwój przemysłu energetycznego i wydobywczego w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych plus bliskość Konina — ludzie po prostu poszli do kopalni i do elektrowni.
Co było żywe w 2012 roku: palmy wielkanocne z bazi i bukszpanu; jaja barwione przez gotowanie w tradycyjnych barwnikach, głównie w łupinach cebuli; zabawki na choinkę, przede wszystkim z papieru; wieńce dożynkowe, przy których dba się o wplecenie czterech gatunków zbóż. ⚠️ Robią to jednak głównie osoby starsze².
⇒ Wniosek autora jest ostry i trafny: zanikła cała kategoria wytworów magii wegetatywnej i ochronnej; przetrwały wyłącznie te, które są związane z obrzędem kościelnym². Palma i pisanka mają swoje miejsce w liturgii — i dlatego są. Przedmioty, które chroniły dom i pole same z siebie, zniknęły razem z wiarą w ich moc. Ten sam mechanizm widać w pogrzebie: został różaniec i obrazek, a zamiatanie izby przeszło w kategorię zabobonu.
41.14. Diagnoza
Sztamblewska kończy swój przegląd zdaniem, które warto zacytować dosłownie, bo jest w nim więcej socjologii niż w niejednym opracowaniu:
„Każdy woli spędzać swój wolny czas w domu, w gronie rodzinnym. Rzadko już bierze się udział we wspólnych przedsięwzięciach podtrzymujących dawne obyczaje."¹⁶
⇒ Nie chodzi o to, że ludzie przestali wierzyć. Chodzi o to, że obrzędy tej okolicy były zbiorowe i odbywały się poza domem — w karczmie, w kościele, na drodze, przy grobie, przy beczce z podkoziołkiem, przy darciu pierza u sąsiadki. Gdy życie przeniosło się do domu, obrzęd stracił miejsce, w którym mógł się odbywać. Przetrwało to, co da się zrobić w pojedynkę albo w czasie mszy.
Co pozostaje do zrobienia
1. Zidentyfikować źródło z 1821 roku (opis wigilii cytowany przez Sztamblewską za pośrednictwem) — byłby to najstarszy znany nam zapis obyczaju dorocznego z tej okolicy.
2. O. Kolberg, Lud… Serya XXIII: Kaliskie, Kraków 1890 — odczyt całości partii obrzędowych pod kątem lokalizacji „około Kleczewa, Ślesina"; wszystkie zwyczaje tego rozdziału mają tam swoje miejsce.
3. A. Milewska, Opowiadanie starej wieśniaczki, „Kaliszanin" 1889, nr 21 i nr 26 — dwa odcinki, oba dotyczą tej okolicy.
4. Przyśpiewki weselne — treści nie udało się zebrać w 2012 roku. To jest zadanie pilne, nie odległe.
5. Ustalić poprawną postać nazwy „zwoćce" (prima aprilis) i jej zasięg.
Przypisy
1. Andrzej Głaz, Zwyczaje i obrzędy rodzinne w Ślesinie i okolicy — komunikat, w: Z problematyki etnograficznej Ślesina i okolic, red. Elwira Jeglińska, Towarzystwo Społeczno-Gospodarcze „Dwa Mosty", Ślesin 2012, s. 111–113 — stwierdzenie, że obrzędowość rodzinną tej okolicy opisał Oskar Kolberg w tomie Kaliskie i że „ze względu na niemal zupełny brak innych publikacji źródłowych jest to w zasadzie jedyny tekst"; deklaracja, że autor dorzuca wyłącznie to, co udało się zebrać w badaniach terenowych 2012 r. Tytuł „komunikat" jest w tym tomie znakiem, że temat nie był dotąd badany — zob. deklarację metody we wstępie redaktorki.
2. Andrzej Głaz, Sztuka ludowa, rzemiosło, plastyka obrzędowa w Ślesinie i jego okolicy w świetle badań 2012 r. — komunikat, w: tamże, s. [107]–110 — ocena stanu badań („region koniński nie miał szczęścia do badaczy kultury ludowej"; brak szerzej zakrojonych badań terenowych; Muzeum w Koninie-Gosławicach mimo działu etnograficznego nigdy nie prowadziło szerszych badań terenowych, a prace penetracyjne służyły pozyskiwaniu przedmiotów); wykaz rzemiosł ślesińskich; datowanie zaniku warsztatów (większość do lat 60., szewc, krawiec i stolarz do lat 80.) i jego przyczyna; wykaz form plastyki obrzędowej żywych w 2012 r.; wniosek o zaniku wytworów magii wegetatywnej i ochronnej przy przetrwaniu form związanych z obrzędem kościelnym. ⚠️ Numer strony początkowej w naszym egzemplarzu nieczytelny.
3. Elżbieta Sztamblewska, Rok obrzędowy — tradycje i zwyczaje mieszkańców Ślesina i okolic, w: tamże, s. 114–127 — całodzienny post wigilijny praktykowany do dziś; cytat z 1821 r. (autorka podaje go za pośrednictwem, bez pełnego opisu bibliograficznego); dziewięć potraw w XIX w. jako odpowiednik dziewięciu zasiewanych zbóż i późniejsze przejście do dwunastu; menu wigilijne Ślesina; kutia jako import powojenny; podłaźnik i snop w narożu chałupy; choinka jako nowość XIX-wieczna.
4. Tamże — nazwa „wiljorze" na kolędników w gminie Ślesin i wykaz postaci (Diabeł, Żyd, Królowie, Herod, Śmierć); relacje o zachowaniu kolędników, zebrane od informatorek z koła gospodyń w Wąsoszach oraz od mieszkańców Ostrowąża. Nazwisk informatorek nie podajemy.
5. Tamże — obsypywanie wiernych owsem i grochem w dzień św. Szczepana, z obowiązkiem obsypania każdej osoby obecnej w świątyni; cytat Oskara Kolberga odnoszony przez autorkę wprost do tej okolicy; informacja, że zwyczaj był do niedawna bardzo żywy i podtrzymywany na prośbę miejscowego proboszcza, na przykład we wsi Wąsosze; uwaga o dwóch warstwach objaśnienia obrzędu (pamiątka ukamienowania św. Szczepana i starszy, przedchrześcijański rodowód obsypywania na znak pomyślności). Cytat sprawdzony w egzemplarzu, ⚠️ przed publikacją zestawić z drukiem Kolberga.
6. Tamże — przebierańcy zwani „herodami" i zanik tego zwyczaju; kreda święcona nadal, ale bez zastosowań magicznych; psoty noworoczne i kwietniowe oraz nazwa „zwoćce" zasłyszana w Wąsoszach. ⚠️ Pisownia tej nazwy w naszym egzemplarzu niepewna.
7. Jacek Biskupski, Karczma i alkohol w kulturze chłopskiej w Ślesinie i jego okolicach (od początku XIX w. do lat 30. XX w.), w: tamże, s. 39–52, za: O. Kolberg, Lud… Serya XXIII: Kaliskie, s. 48–50 — pełny opis podkoziołka (beczka, talerz, pupka ubrana po niemiecku albo koziołek ze szmat, śpiewka „Podkoziołka trzeba dać, trzeba dać…", podział pieniędzy między muzykę i karczmarza, wstęp tylko dla młodych mężczyzn, koniec o północy); trwanie obrzędu do końca lat 30. XX w. i po wojnie m.in. w Ostrowążu, Rudzie w pow. kaliskim i Sławsku w gm. Rzgów; zanik formy przy zachowaniu nazwy; opis uczty popielcowej mężatek z tańcami „na wysoki len" i „na wielki owies" oraz skakaniem przez pień, odniesiony przez Kolberga do terenu Kleczewa i Ślesina.
8. E. Sztamblewska, dz. cyt. — współczesna forma podkoziołka (ostatni utwór na dziesięć minut przed północą i obsypywanie się popiołem na odchodne) oraz obsypywanie popiołem wchodzących na ucztę popielcową.
9. J. Biskupski, dz. cyt., s. 47–50 — „przyjęcie młodożeńcowej": wywożenie z karczmy na specjalnym wózku nowo zaślubionych mężatek, które musiały się wykupić alkoholem; cytat Kolberga („W Popielec przyjeżdżają baby po młodą mężatkę […] Od Konina, Pyzdr"); poświadczenie zwyczaju dla okolic Ślesina przez Anielę Milewską, właścicielkę Mikorzyna, Opowiadanie starej wieśniaczki, „Kaliszanin" 1889, nr 26; informacja, że dziedziczka mogła się wykupić, stawiając alkohol na dziedzińcu i nie idąc do karczmy. Zob. rozdział 6.
10. E. Sztamblewska, dz. cyt. — „wybij żur" w Wielki Czwartek jako termin nietypowy wobec ogólnopolskiej połowy postu i użycia popiołu; przekaz Kolberga lokujący zwyczaj w Wielki Piątek (mieszanka zakopywana w polu, mazanie drzwi i domów), za: O. Kolberg, dz. cyt., s. 81; potwierdzenie wersji czwartkowej przez informatorów z Ostrowąża i Wąsosz; zdanie o końcu zwyczaju w chwili, gdy młodzież zamiast glinianego garnka z żurem zaczęła używać plastikowych pojemników z farbą. ⚠️ Cytat odczytany z uszkodzonego miejsca w naszym egzemplarzu (opuszczenia zaznaczone nawiasami kwadratowymi); przed publikacją sprawdzić na druku.
11. Tamże — straż grobowa zwana „Turkami" (mundury o charakterze orientalnym, lampasy, strojne nakrycia głowy, czasem rogatywki, warta całonocna) i jej dzisiejsza postać (strażacy, warta do późnego wieczora); zwyczaj święcenia pokarmów w domach prywatnych, do których przyjeżdża ksiądz — wymienione Wąsosze i Półwiosek.
12. Tamże oraz J. Biskupski, dz. cyt., za: O. Kolberg, Kaliskie, s. 87 — kurasa, czyli wielkanocne obwożenie koguta z gliny lub drewna na dwukolnym wózku, z sikawkami, koszami na datki i skrzypkiem, połączone z „mokrym dyngusem"; korowód „dyngowników" (skrzypek, parobek z czerwoną chustką na kiju jako chorągwią, rożen na słoninę, koszyk z sieczką na jaja) i zakończenie poczęstunkiem w karczmie. Cytat o zasadzkach i lanych przechodniach — wypowiedź informatorki z koła gospodyń, przytoczona przez E. Sztamblewską; nazwiska nie podajemy.
13. E. Sztamblewska, dz. cyt. — Zielone Świątki (majenie brzozą, tatarak zwany „kalmusowym zielem"); Boże Ciało (gałązki brzozy z trasy procesji, wianki z trzech, pięciu albo dziewięciu ziół — lipa, krwawnik, macierzanka, róża — przeciw burzy, piorunowi i pożarowi; poświęcona gałązka zatykana za obrazem); noc świętojańska; pielgrzymka do Matki Bożej Licheńskiej 15 sierpnia.
14. Tamże — jesienne „pierzoki" i gwarowe pirzok jako nazwa uroczystej kolacji kończącej darcie pierza (zob. rozdziały 3 i 40); andrzejki (lanie wosku lub ołowiu, stawianie butów wokół izby); katarzynki jako zwyczaj mało popularny już w XIX w. i nieobecny w Ślesinie; roraty z lampionami roratnimi, bardzo popularne w dwudziestoleciu międzywojennym.
15. A. Głaz, Zwyczaje i obrzędy rodzinne…, dz. cyt., s. 111–113 — narodziny (medalik z czerwoną kokardką przeciw „obszyroczeniu"/„ociotowaniu"; niepokazywanie noworodka albo pokazywanie go dopiero po spojrzeniu na własne ręce, bez zachowanego uzasadnienia); wesele (oczepiny z pieśnią o chmielu, przyśpiewki, których treści nie udało się zebrać; „marszówki" na początek i na pożegnanie gości, „Kiedy ranne wstają zorze" na koniec; przekonanie o „okręceniu" współmałżonka na stopniach ołtarza); pogrzeb (trzy noce czuwania przy zmarłym „na marach"; zamiatanie izby przez osobę niezwiązaną ze zmarłym, „żeby śmierć się nie zasiedziała"; pogrzeb przed niedzielą; zasłanianie luster; różaniec, obrazek i książeczka do ręki, laska i okulary do trumny); uwaga autora o dzisiejszej niechęci do mówienia o tych praktykach i określaniu ich mianem zabobonów. Informatorzy wymienieni w artykule imiennie — tutaj pominięci.
16. E. Sztamblewska, dz. cyt., zdanie zamykające artykuł. ⚠️ Numer strony w naszym egzemplarzu nieczytelny; cytat lokalizujemy artykułem.