ŚLESZYNOŚlesin — wersja robocza·····
Rozdział 39 · Śleszyno
📖 W tym dziale — 10 sekcji

Karczma nie była szynkiem. Była domem kultury, salą weselną, biurem matrymonialnym, stypą, giełdą i miejscem, w którym wieś załatwiała wszystko, czego nie dało się załatwić w kościele ani we dworze. W miasteczku żyjącym z handlu bydłem — a takim był Ślesin przez cały wiek XIX — była ponadto miejscem, gdzie przypieczętowywano transakcję.

Ten rozdział opowiada, ile ich tu było, kto na nich zarabiał, co w nich pito i co się w nich odprawiało przez cały rok obrzędowy.

⚠️ Uczciwa uwaga o podstawie. Rozdział opiera się na artykule Jacka Biskupskiego z 2012 roku, a ten artykuł jest w znacznej mierze kompilacją literatury przedmiotu — Bohdana Baranowskiego, Mariana Szczepaniaka, Oskara Kolberga, Andrzeja Brencza, Jadwigi Dydowiczowej — z wplecionymi punktami ślesińskimi. Sam autor przyznaje to od razu: pisze, że ma świadomość, iż „wobec istnienia niezwykle skromnych źródeł pisanych niniejszy tekst nie odpowiada wyczerpująco na wszystkie postawione wyżej pytania", i wyraża jedynie nadzieję, że „choć częściowo wypełni lukę"¹.

Czyli: o karczmach w samym Ślesinie wiemy naprawdę niewiele, a to, co wiemy, sprowadza się do kilku zdań u Dorywalskiego i Wieniawskiego. Reszta to kontekst regionalny — cenny, ale to kontekst.

39.1. Ile ich było

⭐⭐ Jedyna liczba, jaką mamy dla samego miasteczka, pochodzi od Kazimierza Dorywalskiego, autora pierwszej monografii Ślesina. Biskupski relacjonuje ją tak: w początkowych latach XX wieku istniały w Ślesinie dwie karczmy, jeden sklep monopolowy oraz dwie piwiarnie².

⚠️ Tu jednak trzeba odnotować rozbieżność, i to w obrębie jednej książki. Piotr Gołdyn, powołując się na to samo źródło, podaje w tym samym tomie „dwie karczmy, trzy piwiarnie i jeden [sklep monopolowy]"². Liczba karczm i sklepu monopolowego zgadza się, liczba piwiarni — nie: dwie u Biskupskiego, trzy u Gołdyna. Rozstrzygnąć to może tylko lektura Dorywalskiego z druku.

O jednej z tych karczm pisze w swoich wspomnieniach Julian Wieniawski, odnosząc się do roku 1863². To najstarsza znana nam wzmianka o konkretnym ślesińskim lokalu.

Jak gęsto stały karczmy w okolicy, wiadomo tylko dla wieku XVIII. Wedle ustaleń Mariana Szczepaniaka pod koniec XVIII stulecia w powiecie konińskim jedna karczma przypadała na 1,8 wsi³.

Czyli mniej więcej co druga wieś miała własną karczmę. Biskupski dodaje, że Ślesin — od wieków leżący na szlakach handlowych, a jednocześnie rolniczy w swoim charakterze, bo większość mieszkańców miała pola uprawne — „idealnie spełniał warunki gwarantujące powodzenie karczmom"³.

39.2. Jak wyglądała

Karczma nie różniła się zbytnio od chałupy wiejskiej — była tylko większa, miała izby noclegowe oraz stajnię z wozownią dla koni i zaprzęgów⁴.

⚠️ Czego podróżny mógł się po niej spodziewać, opisał śląski lekarz Jan Jakub Kausch, a Biskupski przytacza ten opis jako miarę realiów⁴:

„Podróżny nie ma co marzyć o gościnnym pokoju, o łóżku, nie może nawet liczyć, że zaspokoi głód. Zajazd w mieście czy na wsi tym tylko różni się od zwykłego domu, że składa się z jednej wielkiej izby z kominem i ma wielką stajnię dla koni podróżnych. […] Dlatego też Polak nie podróżuje bez pościeli i bez służącego, który by potrafił przyrządzić mu jakąś strawę z przywiezionych [zapasów]."

Karczma dawała dach i miejsce dla koni. Wszystko inne trzeba było mieć ze sobą.

39.3. Co się piło: kalteszon i durletka

Najciekawszą partią całego artykułu jest krótki wypis z Oskara Kolberga, bo zawiera dwie lokalne nazwy napojów⁵:

„[…] ulubionym napojem, osobliwie mieszczan, było zawsze piwo (z browarów krajowych) […]. Po ogródkach miejskich podawany nierzadko bywa tak zwany kalteszon (kalte Schale, krajanki cytryny w piwie ocukrzonym). Piwo grzane ma nazwę durletka (w Konińskiem). Włościanie wszakże używają i tu, jak w całym kraju, przeważnie gorzałki, lubo i u nich dość często pojawia się piwo, mianowicie w dni uroczyste i weselne."

„Durletka" jest przy tym nazwą zlokalizowaną wprost — Kolberg pisze „w Konińskiem". To znaczy: grzane piwo miało w tej okolicy własne słowo. Zob. rozdział 40, gdzie zbieramy leksykę gwarową.

„Kalteszon" to spolszczone niemieckie kalte Schale — zimny poncz piwny z cytryną i cukrem, podawany w miejskich ogródkach. Napój mieszczański, nie chłopski, i sama jego obecność mówi, że miasteczka tej okolicy miały ogródki, w których się siadywało.

Kolberg rozdziela tu wyraźnie dwa światy: mieszczanin pił piwo, włościanin gorzałkę — a piwo trafiało na wieś tylko w dni uroczyste i weselne.

39.4. Kto na tym zarabiał: gorzelnie, browar i kredyt

W połowie XIX wieku i na początku XX produkcja alkoholu w Królestwie Polskim była bardzo opłacalna — i widać to w okolicy Ślesina gołym okiem⁶.

⚠️ Losy ślesińskiego browaru dopowiada inny tekst z tego samego tomu: w czasie okupacji Niemcy wyburzyli stojące tam ruiny, a na tym miejscu żydowscy robotnicy przymusowi zbudowali altanę i stoły — to jest dzisiejszy park⁷.

⭐⭐ A teraz mechanizm, który tłumaczy wszystko. Właściciele dóbr, do których należały zarazem własne gorzelnie i własne karczmy, byli bezpośrednio zainteresowani tym, żeby pito więcej. Dlatego w karczmach dawano okolicznym chłopom gorzałkę na kredyt⁸.

Ograniczano jednak jego wysokość — i formuły tych ograniczeń warto przytoczyć, bo są zaskakująco ostrożne⁸:

„nie [...] więcej nad złote 4 jednemu gospodarzowi lub parobkowi"

„tylko to, co który gospodarz lub czeladnik punktualnie wypłacić może bez utraty fortunki jego"

Dwór chciał, żeby chłop pił — ale nie chciał, żeby się przez to zrujnował. Nie z dobroci: zrujnowany gospodarz przestawał być klientem i przestawał płacić czynsz.

39.5. Karczma a handel

To jest punkt, w którym temat rozdziału styka się z tym, z czego Ślesin naprawdę żył.

Biskupski podkreśla, że społeczność Ślesina przez cały wiek XIX utrzymywała się z handlu bydłem, a w takim środowisku karczma nie była rozrywką, lecz częścią transakcji. Cytuje publicystykę z 1906 roku⁹:

sprzedający życzy kupującemu, by z jego towarem zyskał szczęście. Droga do karczmy dobrze jest wydeptaną."

Przybicie rąk wymagało przypieczętowania, a pieczęcią był kieliszek. Zob. rozdział 3, gdzie opisujemy ślesiński targ i rytuał zamykania transakcji.

⭐⭐ Najciekawsza w tym miejscu jest jednak własna obserwacja autora, której nie ma u Dorywalskiego. Biskupski zwraca uwagę, że w dwudziestoleciu międzywojennym okoliczne sklepy mięsne po części spełniały rolę karczem. Żywy był zwyczaj chodzenia „do zaprzyjaźnionych rzeźników w celu wypicia wódki i zagryzienia jej smakowitym kąskiem", a w niedziele i święta po mszy zajeżdżano do wybranych sklepów, „gdzie raczono się gorzałką i przygryzano"¹⁰.

Czyli po formalnym zaniku dawnej karczmy jej funkcja towarzyska nie zniknęła — przeniosła się na zaplecze jatki. To jest ustalenie oparte na relacjach dwóch ślesińskich świadków i nie znamy go z żadnego innego źródła.

39.6. Rok obrzędowy w karczmie

Karczma była miejscem, w którym odprawiała się większość obrzędów przejścia. Poniżej to, co Biskupski wiąże wprost z Ślesinem i najbliższą okolicą — szerzej o samym roku obrzędowym zob. rozdział 41.

Chrzciny. Kolberg opisuje zwyczaj dla okolic, które wymienia po imieniu — Skulska, Kleczewa i Konina: po chrzcie podawano w izbie położnicy czerninę i kapustę z grochem, obficie zakrapiane wódką, a w karczmie „dziecię gorzałki koniecznie skosztować musi"¹¹.

Wesele i stypa. Do karczmy szło się „na trzy tańce" albo do czasu, kiedy w domu zabrakło miejsca; po pogrzebie rodzina zmarłego raczyła tam poczęstunkiem uczestników — a także ubogich¹².

⭐⭐ Przyjęcie młodożeńcowej. Zwyczaj znany szczególnie w środkowej i wschodniej Wielkopolsce oraz na Kujawach, a dla okolic Ślesina poświadczony przez Anielę Milewską, pod koniec XIX wieku właścicielkę majątku Mikorzyn: w Popielec wywożono z karczmy na specjalnie przygotowanym wózku nowo zaślubione mężatki, które musiały się wykupić alkoholem. Kolberg opisuje to samo, lokalizując „od Konina, Pyzdr": „W Popielec przyjeżdżają baby po młodą mężatkę […]. Zabierają i mimo oporu obwożą ją po wsi na półwoziu, aż do karczmy zawiozą, gdzie im się wykupić musi"¹³.

I detal społeczny, który jest w tym najsmakowitszy: los ten mógł spotkać także dziedziczkę — ale ta stawiała alkohol na dziedzińcu i do karczmy nie wychodziła¹³.

Obrzęd obowiązywał wszystkie mężatki. Tylko miejsce wykupu było kwestią stanu.

Nazajutrz po Popielcu kobiety zabierały pokarmy i szły do karczmy — „do takiej uczty same tylko mężatki należą". Tańczyły wtedy obrzędowe tańce „na wysoki len" i „na wielki owies", i skakały przez pień ustawiony na środku izby, żeby im się len i owies udały¹⁴.

Podkoziołek. Uroczystość dobrze znana w Wielkopolsce i części Kujaw, w tym w Ślesinie. Kolberg opisuje mechanikę: we wtorek mięsopustny w karczmie przed graczami ustawiano beczkę, a na niej talerz do zbierania pieniędzy; płaciły dziewczyny wybrane „do przodku", czyli do pierwszej pary¹⁵. ⭐ Sam taniec — dodaje Kolberg — był zwyczajnym obertasem; nazwa brała się od obrzędu, nie od kroków.

Dyngus. Przy okazji wielkanocnego obchodu „odbywa się tak zwany mokry dyngus ze strony dziewcząt i parobczaków, którzy się wzajem, nie szczędząc wody, zlewają bez litości"¹⁵.

Żniwa — początek i koniec. Na początku żniw w karczmie wkupywał się w grono kosiarzy „wilk" — parobek uczący się kosić. Koniec żniw, czyli wieniec, był uroczystością całej gromady: zaczynała się zwykle przed dworem, po czym przenosiła do karczmy, gdzie trwała niejednokrotnie do rana¹⁶.

⚠️ Jeden zakaz obowiązywał bezwzględnie: zabawy odbywały się przez cały rok z wyjątkiem Adwentu i Wielkiego Postu¹⁷.

A grali w karczmach nie przygodni grajkowie. Byli to muzykanci na stałe zatrudnieni w kapelach dworskich i kościelnych — zwyczaj żywy jeszcze w dwudziestoleciu międzywojennym¹⁷.

Ten sam człowiek, który w niedzielę grał na chórze, w poniedziałek grał do obertasa.

39.7. Kontrapunkt: „lud cichy, pracowity i względnie oszczędny"

Obraz powszechnego pijaństwa, który wyłania się z literatury przedmiotu, ma w tym artykule wyraźny kontrapunkt — i to od świadka z epoki. Julian Wieniawski pisał o Konińskiem¹⁸:

Lud w Konińskiem był cichy, pracowity i względnie oszczędny. Karczmy wprawdzie miewały jeszcze dość liczną klientelę, ale w miarę rosnącej cywilizacji we wsiach, gdzie szkółki istniały, choroba pijaństwa z wolna znikała, ograniczając używanie wódki do wyjątkowych uroczystości, jak chrzciny, wesela i pogrzeby."

Zwróćmy uwagę na mechanizm, który Wieniawski wskazuje: nie kazania i nie zakazy, tylko szkoła. Tam, gdzie była szkółka, picie cofało się do obrzędu — czyli dokładnie tam, skąd wyszło.

39.8. „Karczma a szkoła" — i o czym trzeba powiedzieć wprost

Ten sam kontrast szkoły i karczmy stał się osią publicystyki antyalkoholowej początku wieku. W 1906 roku pisano¹⁹:

„[…] a cóż zobaczymy? Nie wszędzie kościółek — często drewniany, zaniedbany, który przetrwał z lepszych czasów. Tu i ówdzie w kąciku wioski stoi cichutko skromna szkółka, podobna do starej rudery, skąd dolatuje suchotnicze kaszlanie nauczyciela, który tam […] ledwie wyżyć może, przymierając nieraz z głodu i zimna. A w każdej choćby najbiedniejszej wiosce znajduje się karczma, najczęściej murowana, dobrze wyposażona, bo koło niej ogród i kilka morgów najlepszego gruntu, a stoi w najpiękniejszym miejscu, w środku wsi."

⚠️⚠️ I tu urywamy cytat świadomie. W oryginale zdanie biegnie dalej i kończy się puentą, która winę za ten stan rzeczy przypisuje wprost ludności żydowskiej. Podobny rys ma przytaczana w tym samym artykule przyśpiewka o kredycie w karczmie.

Piszemy o tym otwarcie, bo należy to do prawdy o epoce: retoryka ruchu trzeźwościowego początku XX wieku regularnie łączyła walkę z pijaństwem z językiem antyżydowskim, a arendarz bywał w niej przedstawiany nie jako dzierżawca pańskiego monopolu, lecz jako sprawca. ⚠️ Biskupski przytacza te fragmenty bez komentarza — my podajemy je w omówieniu, nie w cudzysłowie, bo cytowanie ich w całości powielałoby krzywdzący stereotyp bez żadnego zysku poznawczego.

Rzeczywistym właścicielem gorzelni, karczmy i przywileju propinacji był dwór (zob. 39.4). To dwór miał interes w tym, żeby pito więcej — i to jest ustalenie, które sam artykuł podaje kilka stron wcześniej.


Co pozostaje do zrobienia

1. K. Dorywalski, Krótka monografia miasta Ślesina, „Ziemia" 1914 — odczyt z druku; rozstrzygnie, czy piwiarni było dwie, czy trzy, i co jeszcze autor pisał o ślesińskich karczmach.

2. J. Wieniawski, Kartki z mego pamiętnika, t. 2, Warszawa 1911, s. 64–65 — pełny opis ślesińskiej karczmy z 1863 roku. To jedyny znany nam opis wnętrza.

3. Ustalić lokalizację obu karczm — jedna z nich stała, wedle relacji przytoczonej w tym samym tomie, obok rynku; drugiej nie umiemy umiejscowić.

4. Browar w parku — ustalić, kiedy powstał i kiedy przestał pracować; sprawdzić, czy zachowały się jakiekolwiek relikty fundamentów.

5. Gorzelnia parowa w Wąsoszach — datowanie i losy; to obiekt przemysłowy, a nie ma go w naszym rozdziale o dworach.

6. Akta propinacyjne majątków ślesińskich — jeśli się zachowały, dadzą liczby zamiast anegdot.

Przypisy

1. Jacek Biskupski, Karczma i alkohol w kulturze chłopskiej w Ślesinie i jego okolicach (od początku XIX w. do lat 30. XX w.), w: Z problematyki etnograficznej Ślesina i okolic, red. Elwira Jeglińska, Ślesin 2012, s. 39–52 — podstawa całego rozdziału; deklaracja autora o skromności źródeł pisanych i o częściowym tylko wypełnieniu luki badawczej: s. 39. Autor jest pedagogiem i mediatorem, pracownikiem Ośrodka Poradnictwa Rodzinnego i Interwencji Kryzysowej w Ślesinie. Tom wydało Towarzystwo Społeczno-Gospodarcze „Dwa Mosty" w Ślesinie, ISBN 978-83-935350-4-0. ⚠️ Odczyt z egzemplarza cyfrowego; część numerów stron odtworzona z żywej paginy.

2. Tamże, s. 40, za: K. Dorywalski, Krótka monografia miasta Ślesina, „Ziemia" 1914, nr 18, s. 277 — dwie karczmy, jeden sklep monopolowy i dwie piwiarnie w Ślesinie w początkowych latach XX w.; tamże odesłanie do J. Wieniawskiego, Kartki z mego pamiętnika, t. 2, Warszawa 1911, s. 64–65 (opis jednej z karczm odniesiony do roku 1863). ⚠️ Rozbieżność w obrębie tego samego tomu: P. Gołdyn, Tygiel prowincjonalny, czyli życie codzienne mieszkańców Ślesina w II RP, tamże, s. [134], powołując się na tego samego Dorywalskiego, podaje „dwie karczmy, trzy piwiarnie i jeden [sklep monopolowy]". Rozstrzygnie odczyt „Ziemi" z druku.

3. Biskupski, dz. cyt., s. 40, za: M. Szczepaniak, Karczma, wieś, dwór, Warszawa 1977, s. 103 — jedna karczma na 1,8 wsi w powiecie konińskim pod koniec XVIII w.; tamże (s. 40) uwaga autora o położeniu Ślesina na szlakach handlowych i o rolniczym charakterze miasteczka jako warunkach sprzyjających karczmom.

4. Tamże, s. 40–41 — opis budynku karczmy (izby noclegowe, stajnia z wozownią) oraz cytat z J. J. Kauscha o polskich zajazdach. Tamże przytoczenie opisu karczmy z Pana Tadeusza Adama Mickiewicza jako obrazu literackiego, do którego autor porównuje realia okolicy.

5. Tamże, s. [43], za: O. Kolberg, Lud… Kaliskie, Kraków 1890, s. 41 — piwo z browarów krajowych jako napój mieszczan, kalteszon (kalte Schale) w ogródkach miejskich, durletka jako nazwa piwa grzanego „w Konińskiem", gorzałka u włościan i piwo w dni uroczyste i weselne.

6. Biskupski, dz. cyt., s. [43] — opłacalność produkcji alkoholu w Królestwie Polskim; gorzelnia w Gosławicach i jej produkcja w 1878 r. (za Słownikiem geograficznym Królestwa Polskiego, t. 2, s. 741); gorzelnia parowa w Wąsoszach; browar w Ślesinie należący do właścicieli majątku Wąsosze, podupadły w dwudziestoleciu, na terenie obecnego parku; kilkanaście rodzajów piwa produkowanych w Koninie u progu XX w. ⚠️ Jednostkę przy liczbie 2 535 223 podajemy tak, jak stoi w tekście („stopni okowity"); w kopii, którą czytaliśmy, oznaczenie jest zniekształcone.

7. J. Kmieć, Mniejszość żydowska w Ślesinie w okresie okupacji niemieckiej 1939–1945, w: tymże tomie, s. 9–26, s. [19] — stary zrujnowany browar należący do właścicieli majątku Wąsosze, wyburzony przez Niemców, i budowa altany oraz stołów w obecnym parku przez żydowskich robotników przymusowych.

8. Biskupski, dz. cyt., s. [43–44] — interes właścicieli dóbr posiadających własne gorzelnie i karczmy w podniesieniu spożycia; gorzałka na kredyt i cytowane formuły ograniczające jego wysokość.

9. Tamże, s. [44–45] — utrzymywanie się społeczności Ślesina z handlu bydłem przez cały wiek XIX; cytat z publicystyki 1906 r. o życzeniu szczęścia kupującemu i o wydeptanej drodze do karczmy.

10. Tamże, s. 40 i [45] — obserwacja autora, że okoliczne sklepy mięsne w dwudziestoleciu międzywojennym po części spełniały rolę karczem, wraz z cytowanymi zwyczajami. Podstawą są relacje dwóch świadków ze Ślesina, oznaczonych przez autora nazwiskami; ze względu na to, że są to informatorzy badań z 2012 r., przywołujemy ich tylko jako S. Sz. i J. D. Relacje w zbiorach prywatnych redaktorki tomu.

11. Tamże, s. 47, za: O. Kolberg, Lud… Kaliskie — obrzęd pochrzcinowy odniesiony wprost do okolic Skulska, Kleczewa i Konina: czernina i kapusta z grochem zakrapiane wódką, kosztowanie gorzałki przez dziecko w karczmie.

12. Tamże, s. [46–47] — wesele „na trzy tańce" w karczmie, poczęstunek pogrzebowy dla uczestników i dla ubogich.

13. Tamże, s. [47–48], za: opowiadaniami Anieli Milewskiej, pod koniec XIX w. właścicielki majątku Mikorzyn (Opowiadanie starej wieśniaczki, „Kaliszanin" 1889, nr 26), oraz za O. Kolbergiem (cytat „W Popielec przyjeżdżają baby po młodą mężatkę […]. Od Konina, Pyzdr") — „przyjęcie młodożeńcowej" w Popielec, wywożenie nowo zaślubionych mężatek na wózku z karczmy i wykup alkoholem; odrębny tryb wykupu dziedziczki (alkohol stawiany na dziedzińcu, bez wychodzenia do karczmy).

14. Tamże, s. [48], za: O. Kolbergiem — uczta mężatek w karczmie nazajutrz po Popielcu, tańce „na wysoki len" i „na wielki owies", skoki przez pień ustawiony na środku izby dla urodzaju lnu i owsa.

15. Tamże, s. 48–50, za: O. Kolbergiem — podkoziołek jako uroczystość znana w Wielkopolsce i części Kujaw, w tym w Ślesinie: beczka z talerzem przed graczami we wtorek mięsopustny, opłata wnoszona przez dziewczyny „wybrane do przodku", taniec będący „zwyczajnym obertasem"; tamże opis mokrego dyngusu.

16. Tamże, s. [50] — wkupywanie się „wilka" (parobka uczącego się kosić) w grono kosiarzy na początku żniw; „wieniec" jako uroczystość całej gromady, zaczynająca się przed dworem i przenosząca do karczmy, gdzie trwała „niejednokrotnie do rana". Tamże relacja Mieczysława Jałowieckiego, dziedzica w jednym z majątków Kaliskiego w dwudziestoleciu, o piciu podczas przerw w żniwach.

17. Tamże, s. [50–51], w części o muzyce za: W. Zientarski, Przyczynki z archiwaliów gnieźnieńskich, „Z Dziejów Muzyki Polskiej" 1969, z. 13, s. 18 — zabawy przez cały rok z wyjątkiem Adwentu i Wielkiego Postu; grywanie po karczmach przez muzykantów zatrudnionych na stałe w kapelach dworskich i kościelnych, zwyczaj żywy jeszcze w międzywojniu.

18. Tamże, s. [51–52], za: J. Wieniawski, Kartki z mego pamiętnika, t. 1, s. 92–93 — charakterystyka ludu konińskiego i cofanie się pijaństwa we wsiach ze szkółkami.

19. Tamże, s. [45–46], za: J. K. Trzeciak, Karczma a szkoła, „Wyzwolenie" 1906, nr 1 — cytowany fragment o szkółce i karczmie. ⚠️ Dalszy ciąg zdania oraz przytaczana w tym samym miejscu przyśpiewka o kredycie w karczmie mają wyraźny rys antysemicki; Biskupski przytacza je bez komentarza, my ich nie cytujemy i ograniczamy się do omówienia. Pozostała publicystyka tego rocznika („Wyzwolenie" 1906, nr 2 i 10: Alkoholizm na wsi, Młodzież i alkohol, Zbrodnie przeciw młodemu pokoleniu) — tamże.

← Ewangelicy i olędrzyGwara ślesińska →