ŚLESZYNOŚlesin — wersja robocza·····
Rozdział 3 · Śleszyno
📖 W tym dziale — 14 sekcji

Jeśli jeden rys uczynił Ślesin rozpoznawalnym poza powiatem, to nie prawa miejskie i nie łuk napoleoński, lecz ochweśnicy — wędrowni handlarze świętych obrazów i dewocjonaliów, a po nich handlarze gęsi i pierza — oraz ich tajny język, kmina ochweśnicka. Rzecz osobliwa: fach narodził się w sąsiednim Skulsku, a przetrwał w Ślesinie. Dziś to tutaj stoi Pomnik Ochweśnika, tutaj odbywa się Jarmark Ochweśnicki z konkursem gwary dla dzieci, i tutaj — a nie w Skulsku ani w Częstochowie, dwóch pozostałych dawnych ośrodkach — kminą wciąż ktoś mówi.

To jest ten rzadki przypadek, gdy sąsiad przejął tradycję i uratował ją przed zapomnieniem. Ten rozdział opowiada, jak do tego doszło.

Uwaga o zakresie. Sam fach — technika malowania obrazów, trasy wypraw na Wschód, ekonomia handlu, nazwiska skulskich malarzy — opisujemy szerzej przy Skulsku, bo tam jest jego kolebka. Tutaj pokazujemy to, co ślesińskie: gęsi, kminę i dzisiejszą pamięć¹.

⚠️ Dwa zdania o tym, co w tym rozdziale jest sporne. Zdanie otwierające — że fach narodził się w Skulsku — jest w literaturze przedmiotu przyjęte, ale nie dowiedzione, i w 2012 r. zakwestionowała je miejscowa badaczka. Sporna jest też sama nazwa „ochweśnik" w odniesieniu do Ślesina. Oba spory referujemy niżej w całości (3.2 i 3.2b), bo czytelnik ma prawo wiedzieć, gdzie kończy się ustalenie, a zaczyna tradycja.

3.1. Od zbójników z Wysp Zbójeckich do obraźników

Genezy tego fenomenu tradycja szuka nad Jeziorem Ślesińskim — i to nie jest przenośnia, lecz konkretne miejsce na mapie.

Na północno-zachodnim brzegu jeziora ciągnie się piaszczysta dolina usiana wzgórzami, zwanymi Wyspy Zbójeckie. Słownik geograficzny Królestwa Polskiego zapisał związaną z nimi tradycję wprost:

„Tradycya ludowa głosi, że mieli tu siedzibę rozbójnicy, napadający na podróżnych kupców — zapewne żeglarzy na tej drodze wodnej między Wartą a Wisłą. Przywódzcą ich miał być Garca al. Garczyński."²

Zwróćmy uwagę, co z tego wynika. Zbójectwo nad tym jeziorem nie było przypadkowe — żyło z przewozu towarów wodną drogą z Warty ku Gopłu i Wiśle. To ta sama droga, przy której leży Ślesin, i ta sama, którą półtora wieku później nazwano Kanałem Ślesińskim (zob. rozdział 12).

Gdy w pierwszej połowie XVIII wieku zbójectwo zaczęło upadać, dawni rozbójnicy — jak chce ta opowieść — zasilili szeregi ślesińskiego mieszczaństwa. W latach siedemdziesiątych XVIII w., po wyludnieniu okolicy, zaczęli tu napływać koloniści z Niemiec i Niderlandów, co pobudziło miejscowe rzemiosło³. Z tego przygranicznego, zubożałego, a zarazem przedsiębiorczego środowiska wyrósł nowy proceder.

⚠️ To jest tradycja, nie dokument. Zapisujemy ją jako tradycję — ale odnotowujemy, że jej geografia (przewozy wodne, przygraniczne ubóstwo, napływ kolonistów) zgadza się ze wszystkim, co skądinąd o tej okolicy wiadomo.

⚠️⚠️ Głos przeciwny: zbójcy nie byli z miasta, tylko przeciw miastu

W 2012 r. tę genezę zakwestionowała miejscowa badaczka, Elwira Jeglińska — i zrobiła to na tyle rzeczowo, że nie wolno tego przemilczeć²¹.

Jeglińska zwraca uwagę, skąd wzięła się cała konstrukcja: Wanda Budziszewska, jedyna monografistka kminy, oparła ją „głównie na przekazach ludowych (bajki i powiastki ludowe oraz nazwa Wyspy Zbójeckie)". Sama nazwa wzgórz jest więc nie dowodem, lecz jednym z ogniw legendy — a z niej wyprowadzono wniosek o początkach ślesińskiego handlu. Autorka pisze wprost, że „trudno bez poważniejszych dowodów przyjąć twierdzenie, że w połowie XVIII w. zbójnictwo zaczyna upadać, a dawni zbójnicy przechodzą w szeregi ślesińskiego mieszczaństwa"²¹.

⭐ Mocniejszy jest jednak jej argument źródłowy. Jeglińska przywołuje tekst z 1851 r. — Ślesin. Obrazek z XVIII w., drukowany w „Dzienniku Warszawskim" — i stwierdza, że „teksty XIX-wieczne jednak nie podają, by zbójcy grasujący przy szlaku byli z miastem związani; przeciwnie — uciskali je i zastraszali"²¹.

Jeśli tak, to zbójcy byli dla Ślesina plagą, a nie zaczynem. Tradycję o rozbójnikach przechodzących w mieszczaństwo trzymamy więc w tym rozdziale wyłącznie jako legendę o początku — jedną z tych, którymi miasteczka lubią tłumaczyć swoją odrębność — a nie jako ustalenie o dziejach fachu. Ten sam zastrzeżony status ma opowieść o Wyspach Zbójeckich w rozdziale 12.

3.2. Trzy ośrodki kminy: Skulsk, Ślesin, Częstochowa

Początek ochweśnictwa przypada na lata trzydzieste XIX wieku (datowanie waha się między 1832 a 1850 r.), a warsztaty malarskie w Skulsku czynne były jeszcze wcześniej — około dziesięciu pracowni w latach 1818–1825⁴. Obrazy malowano taśmowo, po kilkanaście na jednym zwoju płótna, a jeden wizerunek mógł „uchodzić" za dowolnego świętego — wystarczyło go inaczej nazwać. Stamtąd ochweśnicy ruszali obwoźnie w świat, aż na Wołyń, Podole i w głąb Rosji¹.

Żargonem porozumiewano się w trzech ośrodkach: w Skulsku, w Ślesinie i w Częstochowie; kmina liczyła od ok. 800 do 1000 wyrazów (do samego handlu wystarczało około ośmiuset)⁵.

Kierunek przejęcia podaje literatura wprost. Piotr Maluśkiewicz, opisując Ślesin, pisze o tutejszych handlarzach:

„Handlarze posługiwali się niezrozumiałym dla osób postronnych żargonem zwanym »kminą ochweśnicką«, przejętym od »ochweśników« skulskich."⁶

⇒ Fach i język przyszły więc ze Skulska — dziesięć kilometrów drogi. A zostały w Ślesinie.

To samo powtarza po latach przewodnik koniński z 2012 r.: kminę „przejęli [ślesinianie] od mieszkańców pobliskiego Skulska, których specjalnością były obrazy święte"²². Autorzy nie podają na to źródła — ale warto odnotować, że pierwszeństwo Skulska było w 2012 r. rzeczą oczywistą także dla piszących w Koninie, a więc z zewnątrz obu miasteczek.

⚠️⚠️ Hipoteza przeciwna: żargon rozwijał się w obu miasteczkach równocześnie

Elwira Jeglińska kwestionuje jednak i to. Jej zdaniem świadectwa z epoki nie potwierdzają przodującej roli Skulska w miejscowym handlu. Przywołuje dwa²¹:

Stąd jej wniosek: „trudno mówić o przodującej roli Skulska w miejscowym handlu na przestrzeni wieku XIX i początku wieku XX"²¹.

⭐ Drugi jej argument jest nie ze źródła, lecz z natury rzeczy — i właśnie dlatego jest mocny. Jeśli żargon powstał po to, żeby utrzymać w tajemnicy arkana rzemiosła, to trzeba wyjaśnić, jakim cudem przekazano by go mieszkańcom innego miasteczka — czyli przyszłej konkurencji. Sekretny język zawodowy z definicji nie wędruje łatwo.

⇒ Jeglińska stawia więc hipotezę rozwoju równoczesnego: kmina rozwijała się w Skulsku i w Ślesinie jednocześnie, tak jak oba miasteczka jednocześnie korzystały w XIX i na początku XX w. z rozkwitu drobnego handlu obwoźnego. Sama zastrzega, że to hipoteza — obowiązująca „przynajmniej do czasu znalezienia bardziej uzasadnionych twierdzeń"²¹.

⭐ Do jej argumentacji można dorzucić jeszcze jeden, którego ona nie używa, a który podaje Paweł Pachulski: Ślesin otrzymał prawa miejskie 20 stycznia 1358 r., a Skulsk dopiero w 1384 — dwadzieścia sześć lat później²³. Jeśli mierzyć starszeństwo ośrodka handlowego przywilejem targowym, Ślesin jest starszy.

⚠️ Jak to rozstrzygamy. Zostajemy przy wersji przyjętej w literaturze przedmiotu — że fach i żargon narodziły się w Skulsku, a ślesinianie przejęli je około połowy XIX w.¹⁸ Za tą wersją stoi jedyna monografia językowa (Budziszewska), późniejsza synteza (Wasilewska) i zgodny obieg popularny. Ale spór jest otwarty, sprzeciw pochodzi od badaczki miejscowej i opiera się na źródłach z epoki, więc zapisujemy go tu w całości. Czytelnik ma prawo wiedzieć, że pierwszeństwo Skulska jest przyjęte, a nie dowiedzione.

3.2b. ⭐⭐ „Ochweśnicy" czy „agaciarze"? Spór o nazwę

Ten sam tekst Jeglińskiej z 2012 r. stawia pytanie dalej idące niż spór o kolebkę: czy słowo „ochweśnik" w ogóle wolno odnosić do Ślesina²¹.

Rdzeń zarzutu. Budziszewska definiuje „ochweśnika" jako przedstawiciela grupy zawodowej zajmującej się w powiecie konińskim handlem obrazami („ochwestami"), podając jako synonim skiciok. Ale zaraz potem stosuje ten sam termin do handlarzy skulskich i ślesińskich. Jeglińska uważa to za niespójność wewnętrzną: skoro definicja mówi o obrazach, to nazwa należy się tym, którzy obrazami handlowali — a byli to, jej zdaniem, wyłącznie mieszkańcy Skulska. O ślesinianach pisze wprost: „Inaczej przedstawiała się sytuacja ślesinian, którzy nigdy nie zajmowali się sprzedażą obrazów"²¹.

Pięć argumentów, które podaje.

1. Niespójność definicji. Termin zdefiniowany przez towar (obrazy) zostaje rozciągnięty na ludzi handlujących czym innym.

2. Faktografia zawodowa. Obrazy wytwarzali i sprzedawali skulszczanie (później także sprowadzane z większych miast oleodruki); interes ten podupadł po I wojnie i po zniesieniu granicy rosyjsko-pruskiej. Ślesin zajmował się skupem i wywozem żywca.

3. Świadectwo przezwisk. Mieszkańcy obu miasteczek odczuwali swoją odrębność, a okolica ujmowała ją w przydomkach: szopkarz to mieszkaniec Kleczewa (od wyrobu szopek), żurol — mieszkaniec Kazimierza Biskupiego, a w Skulsku „pierzak" oznacza ślesinianina²¹.

4. Wspólna kultura jest starsza od handlu. Obrzędowość doroczna, kuchnia, tańce, śpiewy, przesądy i lecznictwo ludowe są w Skulsku i Ślesinie podobne, bo oba miasteczka leżą na granicy etnograficznej Kujaw Borowych i Wielkopolski — ale te same rysy ma Kleczew i Sompolno, a ukształtowały się na długo przed handlem obrazami i gęśmi. Nazywanie ich „kulturą ochweśnicką" jest więc nadużyciem²¹.

5. Różny typ transakcji. Skulsk sprzedawał własny wyrób; Ślesin najpierw skupował, a dopiero potem sprzedawał. To dwie różne umiejętności i dwa różne zachowania w sytuacji handlowej — jedna nazwa zaciera realną różnicę.

Co proponuje w zamian. Dla ślesinian — własne słowo z ich własnego żargonu: „agaciarz", czyli handlarz gęśmi (od agata 'gęś'; ogólnopolsko: obraźnik i gęsiarz). Zamiast jednej „kultury ochweśnickiej" — dwie: „obraźnicka" („ochweśnicka") i „gęsiarska" („agaciarska"). A jeśli już szukać terminu wspólnego, to takiego, który odwołuje się do miejsca, nie do przedmiotu handlu: „kultura wędrownych kupców z okolic Skulska i Ślesina", a dla języka — „żargon wędrownych przekupniów ze Skulska i Ślesina"²¹.

⭐⭐⭐ Kontrargument, który leży w jej własnym tekście

Cały wniosek terminologiczny wisi na jednym zdaniu: że ślesinianie nigdy nie handlowali obrazami. Otóż kilka stron dalej Jeglińska cytuje w całości Dorywalskiego z 1914 r. — i cytat ten mówi coś dokładnie przeciwnego²¹:

„W zimie po skończeniu »gęsiarki« biedniejsza część ludności zajmuje się handlem wędrownym, roznosząc po całym kraju przedmioty codziennego użytku, galanterię chłopską, elementarze, obrazy świętych i książki do nabożeństwa; inni znowu skupują po okolicy kury i kaczki i przez komorę celną w Słupcy wywożą za granicę."

⚠️ Autorka przytacza to zdanie bez komentarza — nie zauważając, że przeczy ono jej własnej tezie. A przeczy wprost i w jedynym punkcie, który ma znaczenie: świadek z epoki, ten sam, na którego ona się powołuje w innych sprawach, zapisał w 1914 r., że biedniejsi ślesinianie roznosili po kraju obrazy świętych i książki do nabożeństwa. Czyli robili to samo, co ochweśnicy skulscy.

Stąd wniosek, który uważamy za rozstrzygający dla całego rozdziału: agaciarz i ochweśnik to była ta sama osoba w dwóch porach roku. Latem i jesienią pędził gęsi, zimą — gdy „gęsiarka" się kończyła — brał na plecy skrzynkę z obrazami i szedł w kraj. To nie były dwa fachy uprawiane przez dwa miasteczka, tylko jeden fach wędrowny z sezonowym cyklem towaru. Rozróżnienie, którego domaga się Jeglińska, jest rozróżnieniem między lipcem a styczniem w życiu tego samego człowieka.

⭐ Warto dodać, że spór ten wzmacnia rozdział, a nie osłabia. Terminologia „ochweśnicka" jest w tej okolicy tak zrośnięta z tożsamością — pomnik, jarmark, konkurs gwary, nazwa restauracji — że głos podważający ją od środka, wygłoszony przez badaczkę miejscową, ma wartość sam w sobie. Pokazuje, że nazwy tej nikt nigdy nie zbadał, tylko ją odziedziczono.

3.3. ⭐ Ślesińska specjalność: gęsi

Tu zaczyna się to, co w tej historii jest już wyłącznie ślesińskie.

W XIX wieku mieszkańcy miasteczka w coraz większym stopniu zajmowali się handlem. Osiem jarmarków rocznie połączonych było ze spędem bydła. I wtedy właśnie:

Specjalnością Ślesina stała się w końcu XIX w. również hodowla gęsi, które sprzedawano w niedalekim zaborze pruskim."⁶

To zdanie tłumaczy wszystko. Ślesin leżał kilkanaście kilometrów od kordonu — a po drugiej stronie był rynek zamożniejszy i chłonny. Handel obwoźny dewocjonaliami i handel drobiem to w tych warunkach nie dwa różne zajęcia, lecz dwa towary tego samego wędrownego rzemiosła. Po odzyskaniu niepodległości nic się w tym nie zmieniło: w 1921 r. część mieszkańców „nadal trudniła się handlem, sprzedawano głównie trzodę chlewną i gęsi"⁶.

⭐⭐ A teraz dowód, że to nie było zajęcie doraźne — tylko gałąź fachu z własnym terminem technicznym. W słowniku kminy figuruje słowo:

agaćarkahandel gęśmi (od agata / jagata — gęś)⁷

Kmina miała osobne słowo na handel gęsiami. To znaczy, że handel drobiem i pierzem uprawiano wtedy, gdy język jeszcze żył — a więc w XIX wieku, równolegle z obrazami. Powojenna przemiana ochweśników w „pierzaków" i „gęsiarzy" ze Ślesina przestaje przez to być zwrotem: okazuje się przesunięciem ciężaru w obrębie tego samego rzemiosła wędrownego⁸.

⇒ I stąd bierze się przezwisko, które mieszkańcy Ślesina noszą do dziś: „gęsiarze".

⭐ Że oba zajęcia były jednym fachem, a nie dwoma, potwierdza literatura naukowa — i to powołując się wprost na źródło ślesińskie. Jolanta Wasilewska, opisując ochweśników, pisze: „sprzedawali różańce, szkaplerze, modlitewniki, elementarze, a także świeckie obrazy, przedmioty codziennego użytku, równocześnie ochweśnicy prowadzili skup pierza, drobiu (głównie gęsi) oraz bydła i trzody chlewnej" — a przypis odsyła do monografii Ślesina Dorywalskiego z 1914 roku¹⁸. Ta sama ręka niosła obraz święty i skupowała gęś.

⭐⭐ Skala: milion gęsi rocznie

Dopiero liczby pokazują, o jakim zjawisku tu mowa. Dorywalski, opisując miasteczko w 1914 r., podaje²¹:

„Sezon jego rozpoczyna się w połowie maja i trwa do połowy listopada. Na początku sezonu skup gęsi odbywa się w guberni kaliskiej […] przenosi się na gubernie sąsiednie. Wywóz gęsi do Prus odbywa się przez komory celne w Słupcy, Szczypiornie, Aleksandrowie i Grajewie. Przez sezon kupcy Ślesina wysyłają za granicę około miliona gęsi, przedstawiających wartość 1 500 000 rubli."

Milion sztuk rocznie za półtora miliona rubli — z miasteczka liczącego wtedy niespełna tysiąc siedemset mieszkańców. Żeby tę liczbę unaocznić, Paweł Pachulski zestawia ją z obrotem stołecznym: w tym samym czasie warszawska giełda towarowa sprzedawała rocznie około 3,5 miliona gęsi²³.

Ślesin obracał ilością rzędu jednej trzeciej rocznego obrotu warszawskiej giełdy. To nie był handel lokalny z odrobiną eksportu; to była gałąź handlu zagranicznego prowadzona przez kilkadziesiąt rodzin z jednego miasteczka.

⭐ Miarę społeczną podają informatorzy Jeglińskiej: „około jednej czwartej ludności miasteczka zajmowała się tzw. gęsiarką"²¹. Co czwarty ślesinianin żył z gęsi.

Zasięg skupu i trasy. Budziszewska wylicza obszary, po których jeździli skupujący: Poznańskie, Kielecczyzna, Krakowskie, okolice Suwałk, Wileńszczyzna, Podole i Wołyń. Dalej zaczynała się logistyka, która dziś wygląda nieprawdopodobnie²¹:

„Ponieważ linia kolejowa między Kutnem a Strzałkowem została przeprowadzona dopiero po pierwszej wojnie światowej, gęsi pieszo odbywały wędrówki od Kutna do Strzałkowa lub do Skalmierzyc koło Kalisza. Dalej wieziono je pociągiem przez Poznań i Zbąszyń do Niemiec, do Frankfurtu i Strasburga."

Stado szło pieszo przez pół Wielkopolski, a kończyło w Strasburgu.

⭐ Datą graniczną całego cyklu był 11 listopada — św. Marcin. Tego dnia bito gęś i wróżono z niej zimę; Kolberg zapisał tę wróżbę dla Kujaw szczegółowo: kość piersiowa biała zapowiadała zimę suchą i stałą, sinawa lub czerwona — słotną, biała u góry a czerwona od spodu — pierwszą połowę zimy suchą, drugą słotną, a „w cętki" — zimę burzliwą i śnieżną²⁴.

⭐⭐⭐ Liczba, która pokazuje, że mężczyzn nie było w domu

Jest jeden ślad, który z tego wędrownego trybu życia zrobił rzecz mierzalną. Przewodnik po Guberni Kaliskiej podaje dla roku 1912 rozbicie mieszkańców osady Ślesin według płci¹⁹:

Ślesin: 724 mężczyzn, 946 kobiet, razem 1670 osób.

Na stu mężczyzn przypada tu sto trzydzieści kobiet. Nadwyżka dwustu dwudziestu dwóch kobiet w miasteczku liczącym niespełna tysiąc siedemset osób nie jest błędem statystycznym — bo w sąsiednim Skulsku, liczącym tyle samo mieszkańców, proporcja jest niemal wyrównana: 752 mężczyzn na 811 kobiet¹⁹.

Najprostsze wytłumaczenie jest ślesińskie: spis zastał w domu głównie kobiety, bo mężczyźni byli w drodze. Gęsiarka trwała od maja do listopada i prowadzono ją po sąsiednich guberniach; handel wędrowny zimą oznaczał, że „na umówiony czas obierali sobie punkt zborny", a „na wiosnę powracali do domu"¹⁸. Do tego dochodzi przedwojenna emigracja zarobkowa.

⚠️ To jest poszlaka, nie dowód — spisu ludności nie da się przesłuchać o powody. Ale jest to jedyny twardy, liczbowy ślad ślesińskiego wędrownictwa, jaki udało się nam znaleźć, i wart osobnego zdania. Wszystko, co dotąd wiedzieliśmy o ochweśnikach i gęsiarzach, pochodziło z opisów; to pochodzi z tabeli.

3.3a. ⭐⭐⭐ Gęsiarka od środka — jak to robiono

Wszystko powyższe to opis z zewnątrz: liczby, trasy, komory celne. Jest jednak jeden tekst, który opisuje ten fach od wewnątrz — i to z przekazu rodzinnego. W 2012 r. ogłosił go Paweł Pachulski, wnuk ślesińskiego gęsiarza, opierając się na tym, co zapamiętał od dziadka²³. Dzięki niemu mamy nie tylko technologię, ale i żywe słownictwo kminy przypisane do konkretnych czynności — czego nie daje żaden słownik.

Zasada pierwsza: kupcy ślesińscy handlowali nie w Ślesinie, tylko poza nim. Miasteczko było bazą i miejscem rozliczeń, nie rynkiem. Towar kupowano w obcych powiatach i sprzedawano za granicą.

Spółki. Od ostatnich dziesięcioleci XIX w. ślesińscy kupcy — nazywani szlirowcami — łączyli kapitał i zawiązywali spółki zwane party. Właściciele party zatrudniali poganiaczy: robotników wyspecjalizowanych w pracy przy gęsiach, czyli przy jagatach²³.

Ekwipunek wyprawy — i tu kmina wchodzi w każdy przedmiot²³:

W kminieCo to znaczy
połokiwozy kryte plandekami na pałąkach — magazyn i miejsce do spania
trojanazapas paszy i żywności na całą wyprawę
sumerchleb
wielbnomleko
stypurysłonina
pyntowysuszona kiełbasa
kuntor z kirombutelka wódki

Bichur. Najbardziej charakterystyczne narzędzie fachu: drewniana laska poganiacza z żelaznym prętem wygiętym w literę S, zakończonym metalową kulką. Zakładało się ją gęsi wokół szyi, żeby wyjąć ze stada sztukę zmęczoną, chorą albo kulejącą — takie przekładano potem na wozy²³.

Przemarsz. Główne stado mogło liczyć kilka tysięcy sztuk i pokonywało kilkanaście kilometrów dziennie. Unikano głównych dróg i osiedli. Postoje wybierano przy mikry dyli (stawach) albo knowany dyli (strumieniach). Wieczorem, przy ognisku, właściciel party wyjmował kuntor z kirom; jeśli któraś gęś złamała po drodze nogę, pieczono ją w glinie²³.

Cykl roczny. Skup zaczynał się zaraz po okresie lęgowym, około połowy czerwca; sprzedaż musiała się zakończyć do 11 listopada. Po przypędzeniu do Ślesina gęsi zostawały na okolicznych łąkach jeszcze przez kolejne miesiące. Gotowe do sprzedaży bywały pod koniec października — wtedy miały największą wagę i „odpowiednią ilość tak cennego i bardzo poszukiwanego tłuszczu"; potem ruszały już tylko mniejsze stada, po kilkaset sztuk²³.

Skubanie. Co mniej więcej siedem tygodni odbywały się jorafki — skubanki. Zajmowały się tym kielby (kobiety), trzymając gęś między kolanami i wyskubując pióra z brzucha, szyi i piersi. Część pierza zostawała na użytek własny albo w rozliczeniu za pracę, reszta szła na sprzedaż. Pierze z łaniatych jagatów, czyli gęsi polskich, było szczególnie cenione — dzięki niewielkiej wilgotności i chłodnemu klimatowi ma, jak pisze autor, „wyjątkową gęstość i sprężystość"²³.

Zima. Gdy stada odeszły, zaczynał się drugi sezon — domowy. Kobiety spotykały się, żeby jorać pirne (drzeć pierze); przy tej pracy szły opowieści, plotki i tryniawy, czyli zabawy taneczne wraz z tym, co przy tańcach bywa. Gospodyni podawała wino, nierzadko zapraszała grajka. Mężczyźni grali w karty — „w szczególności w preferansa", bardzo popularnego w pierwszym trzydziestoleciu XX wieku. A wszystko to miało swój cel praktyczny: żadna szanująca się ślesińska karyga (panna) nie mogła się ominiaczyć (wyjść za mąż) bez puchowej wyprawy²³.

⭐⭐⭐ Siwrani — zwiadowcy, którzy psuli cenę

Najciekawszy element tej organizacji to instytucja siwranych — i jest to, o ile wiadomo, jedyny opisany przykład zorganizowanego wywiadu handlowego w tej okolicy²³.

Kilka dni przed taborem ruszało z Ślesina dwóch ludzi, zwanych umyślnymi albo siwranymi. Oficjalnie jechali uprzedzić klientów o nadejściu kupców. W rzeczywistości mieli zbadać, ile gęsi jest w okolicy i jakiej jakości — a przy okazji zbić cenę, zanim przyjdą właściwi kupujący.

Objeżdżali folwarki podając się za kupców i systematycznie wybrzydzali. Gęsi były u nich mikre (małe), treglowe (kulawe), pirne nie za pose (słabo opierzone), a nawet schalałe — rzekomo chore. Przy takiej ocenie proponowali ceny o połowę niższe od godziwych i odjeżdżali. Gdy po kilku dniach przyjeżdżał tabor z prawdziwymi kupcami, sprzedawcy — jak pisze autor — „byli wręcz szczęśliwi, że mogą sprzedać gęsi za trochę lepszą cenę"²³.

Strój siwranego opisany jest w całości w kminie — i ten jeden akapit mówi o tym języku więcej niż niejeden słownik²³:

belachny hert z krawatkom — biała koszula z krawatem · laniata — marynarka · stygi wzute w opuchy glansowane — spodnie wpuszczone w buty z wysokimi cholewami · na głowie konioła (modna czapka) albo dyńczach (kapelusz)

Ubierali się więc jak ludzie majętni, bo mieli uchodzić za kupców z miasta. A że rozmawiali między sobą kminą, „niejednokrotnie uważani byli za obcokrajowców"²³.

⭐⭐⭐ Zdanie, które padło przy transakcji

Z tego samego przekazu pochodzi drugi po Dorywalskim zapis żywej kminy w sytuacji handlowej — i w przeciwieństwie do tamtego jest to dialog, z odbiorem przez osobę postronną²³.

Sytuacja: kupcy oglądają stado w folwarku. Starszy mówi do młodszego:

„Zlipuj no skiciu, lugomy bite jagaty, wsiackie styklajom klawe"

Tłumaczenie: „No zobacz, chłopcze, bierzemy te gęsi, bo wszystkie są ładne."

Właścicielka folwarku, nie rozumiejąc ani słowa, wyłapuje z tego coś na kształt polszczyzny — i odpowiada w popłochu: „Nie, panowie, nie kulawe. Tylko wczoraj je trochę pies pogonił." Po czym sama obniża cenę. Stado, opulone za mikre chopki (kupione za nieduże pieniądze), opuszcza folwark²³.

To jest kmina pokazana przy pracy — nie jako ciekawostka słownikowa, lecz jako narzędzie, które w ciągu jednej wymiany zdań przyniosło kupcom zysk. Rozłóżmy je na części:

WyrazZnaczenie
zlipujzobacz, popatrz
skiciachłopiec, młodszy towarzysz (por. skiciok)
lugaćbrać, kupować
bitete
jagatygęsi
wsiackiewszystkie
styklaćbyć, wyglądać
klaweładne, dobre
opulićkupić
chopkipieniądze
mikremałe, niewielkie

⇒ Dziewięć wyrazów w jednym zdaniu, z czego ani jeden nie jest zrozumiały dla postronnego — a zdanie mimo to brzmi z polska i nie budzi podejrzeń, że mówi się umyślnie niezrozumiale. O to właśnie w tym języku chodziło.

3.3b. ⭐⭐ Mit o podkuwaniu gęsi — i jak go obalono

Jeśli o Ślesinie wie się poza powiatem jedną rzecz, to zwykle tę: że pędzone stąd gęsi „podkuwano". Opowieść jest zawsze ta sama — ptaki przepędzano przez rozgrzany lepik albo smołę, a potem przez drobny piasek (w innej wersji: przez pierze), żeby na łapkach powstała twarda podeszwa chroniąca przed otarciami w czasie długiego marszu.

Wersję tę drukuje m.in. Księga rozmaitości wielkopolskich z 2006 r.²⁵, a w 2012 r. powtórzył ją przewodnik koniński²²:

„Szykując ptaki do długich, zyskownych przemarszów na ziemie zaboru pruskiego, »podkuwano« je. »Podkuwanie« gęsi polegało na tym, że ptaki przeganiano przez kałuże roztopionej smoły i pierze."

⭐⭐ A teraz świadectwo z wnętrza fachu. Paweł Pachulski, opisawszy tę samą procedurę, ucina rzecz jednym zdaniem²³:

Ale naprawdę gęsi nigdy nie podkuwano. To tylko mit, legenda."

Jego uzasadnienie jest techniczne i przekonujące. Po pierwsze, smoła oblepiająca nóżkę uniemożliwiłaby zwijanie palców śródstopia przy unoszeniu nogi — a bez tego ruchu ptak po prostu nie idzie. Po drugie, każde przyklejone ziarnko piasku „uwierałoby i raniło gęsią stopę niczym kamyk w bucie". Zabieg, który miał chronić przed otarciami, byłby więc najpewniejszym sposobem okulawienia całego stada²³.

Skąd zatem mit? Autor stawia hipotezę, która pasuje do wszystkiego, co o tym fachu wiadomo: mógł to być sposób walki z konkurencją. Kto rozpuszczał wieść o cudownym zabiegu, ten albo odstraszał naśladowców kosztami, albo zwyczajnie zmyślał — a dziaknąć kit, czyli okłamać, wprowadzić w błąd, „to również nieodłączny element handlu w tamtych czasach"²³.

⇒ Zapisujemy więc podkuwanie gęsi jako legendę zawodową, a nie technikę. Jest ona przy tym legendą pouczającą: opowiada nie o tym, jak pędzono gęsi, tylko o tym, jak ten fach sam o sobie opowiadał.

3.3c. ⭐⭐⭐ Przydomki czternastu rodów kupieckich

Jest w ślesińskim handlu zjawisko, które wygląda jak przeniesienie obyczaju szlacheckiego do miasteczkowego mieszczaństwa — i jest zarazem gotowym kluczem dla genealoga²³.

„W dziewiętnastowiecznym Ślesinie przedstawiciele najstarszych rodów, zajmujący się handlem, posiadali bardzo wysoką pozycję społeczną. Dla podkreślenia tej pozycji do nazwisk rodowych dodawano przydomki. Przywilej posiadania przydomków, przekazywany w pokoleniach tylko w linii męskiej, był zarezerwowany jedynie dla tych ślesińskich rodów, które w tym czasie zajmowały się wyłącznie handlem."

Trzy rzeczy w tym zdaniu są istotne. Przydomek był dziedziczny, przechodził wyłącznie po mieczu, i nie należał się każdemu — tylko rodom żyjącym z handlu i z niczego więcej. Stąd bierze się miejscowy podział społeczny na „swoich" i „ogony", czyli obcych, nowo osiadłych przybyszów²³.

Czternaście rodów i ich przydomki (wykaz za Budziszewską, przytoczony przez Pachulskiego)²³:

NazwiskoPrzydomek (przydomki)
PachulskiPikun
MuzykiewiczŁapka, Kucyk, Macher
DorywalskiKita, Golec
ŚcińskiDychol, Siwy
ŚlesińskiBuzoi, Gucia
KopańskiKozok
WiśniewskiMechu
OlkiewiczDuda
WagnerBogol
GoińskiGojor
SzmidtCzorny
MultańskiGuldon, Hajek
StawickiDryzda
LewandowskiKorowro, Budynek

Dlaczego to jest ważne dla szukających przodków. W miasteczku, w którym żyje kilkanaście rodzin Muzykiewiczów i kilkanaście Lewandowskich, przydomek jest jedynym praktycznym sposobem odróżnienia gałęzi — a skoro przechodził w linii męskiej, wyznacza gałąź dokładnie tak, jak wyznacza ją nazwisko. Jeśli w księgach metrykalnych, w księgach ludności albo w ogłoszeniach prasowych pojawia się przy nazwisku przezwisko, nie jest to kaprys pisarza, tylko element identyfikacji rodowej. Ślesińskie rody kupieckie rozgałęzione są tu widoczne gołym okiem: trzy gałęzie Muzykiewiczów, po dwie Dorywalskich, Ścińskich, Ślesińskich, Multańskich i Lewandowskich.

⇒ Zob. rozdział 8 („Genealogia ziemi ślesińskiej"), gdzie ten wykaz jest punktem wyjścia do rozplątywania rodzin kupieckich.

3.4. Kmina: język zrobiony po to, żeby klient nie zrozumiał ceny

Hermetyczne środowisko wędrownych handlarzy, długo obcujących z rozmaitymi narodami, wytworzyło własny żargon zawodowy — po to, by porozumiewać się między sobą w obecności klienta w sposób dla niego niezrozumiały. Sama nazwa pochodzi z jego wnętrza: kminić znaczy 'mówić', kmina — 'mowa'⁹.

Rdzeniem całej gwary jest słowo ochwest 'święty obraz' — stąd ochweśnik. Głębszym źródłem jest zapewne argot rosyjskich wędrownych przekupniów zwanych ofenami, u których ochwest znaczyło właśnie tyle⁹.

Żargon powstał w pierwszej połowie XIX wieku na bazie rodzimej polszczyzny, wzbogaconej słowami przejętymi z innych żargonów: polskiego złodziejskiego, zawodowego ruskiego i częściowo czeskiego. Przez nie trafiły do niego — często zniekształcone — wyrazy albańskie, bułgarskie, cygańskie, greckie, hebrajskie, litewskie, łacińskie, niemieckie, rosyjskie, ukraińskie, białoruskie, tureckie i jidysz, a nawet pojedyncze włoskie i francuskie¹⁰.

⭐⭐ Ile czego jest w kminie — druga, dokładniejsza kwantyfikacja

Powyższe wyliczenie jest jakościowe: mówi, co w kminie jest, ale nie ile. Taki rachunek przeprowadziła dopiero Joanna Walczyk w pracy magisterskiej opartej na własnych badaniach terenowych w Ślesinie; wyniki przytacza Jeglińska²¹:

PochodzenieUdział
socjolekty polskie (żargon złodziejski, głównie lubelski; gwara warszawska)29,5 %
geneza wschodniosłowiańska (rosyjski, ukraiński, żargon ofeni, lebijski, lubecki)26,5 %
pochodzenie nieustalone8 %
gwary polszczyzny (m.in. okolic Ślesina)4 %
niemiecki2,5 %
jidysz2 %
łacina1 %
czeski0,5 %

Dwie liczby rzucają się w oczy. Po pierwsze, żargon złodziejski i żargony wschodnie razem dają ponad połowę słownictwa — kmina nie była więc tworem ex nihilo, tylko przede wszystkim kompilacją cudzych języków tajnych. Po drugie, wkład miejscowej gwary jest znikomy (4 %): ludzie, którzy nią mówili, w codziennym życiu mówili gwarą ślesińską, ale do fachu brali słowa z zewnątrz — właśnie dlatego, że miejscowe byłyby zrozumiałe.

Jak to tłumaczy Jeglińska. Niemieckiego i jidysz kupcy mogli się nauczyć na miejscu — Ślesin był miasteczkiem trzech wyznań; łaciny — z kościoła; czeszczyzna weszła przez polski żargon złodziejski, bo kontaktów z Czechami żaden informator nie potwierdza. Reszta, ta największa część wschodnia, odpowiada kierunkowi handlu na Kresy Wschodnie²¹.

⚠️ Zestawmy to z rachunkiem, który mamy dotąd — ogólnym „około 70 % z żargonu złodziejskiego" za Budziszewską. Obie liczby nie są sprzeczne, jeśli przez „żargon złodziejski" rozumieć łącznie socjolekty polskie i wschodnie (u Walczyk 56 %) wraz z tym, co nieustalone. Ale Walczyk rozdziela to, co u Budziszewskiej było zlepione — i dopiero u niej widać, że udział wschodni jest niemal równy polskiemu.

⭐⭐ Najcenniejszy zapis żywej kminy, jaki mamy, pochodzi ze ŚLESINA. Zanotował go Dorywalski — ten sam, który w 1914 r. ogłosił pierwszą monografię miasteczka:

„Skićuyna, manusa i mancy ńe śivro biteras, čy psyiardoli. Psulili manusovi, że vyiardoliu posy kumat du Šuanuf. Psulili mankimu, że vyiardoliu aż na uarnóšnym Dylke. Bitam zakuovali (…)"

Tłumaczenie: „Koleżko, mój ojciec wyjechał i ja nie wiem teraz, czy przyjedzie. Mówili mi, że wyjechał daleko do Rosji. Mówili mi, że wyjechał aż nad Morze Czarne. Tam zarabiali (…)"¹¹

⚠️ Zapis jest fonetyczny i uproszczony — kmina nigdy nie była językiem pisanym, tylko słyszanym, więc ten sam wyraz różni notujący oddawali różnie. Już Stanisław Górka odnotował w 1901 r. ze zdziwieniem pogłoskę, że „istnieje podobno nawet obraźnickie specjalne pismo, ale do niego trudno dotrzeć" — do żadnego takiego pisma nikt nigdy nie dotarł¹².

⭐⭐ Jest jeszcze drugi tekst z tego samego zbioru — i jest to itinerarium ślesińskiego handlarza, podane jego własnymi ustami¹⁸:

„…Suavuta, f kelcu Žytumižu, f kelcu Pouonnem, f kelcu Šyputufka, f kelcu Proskuruf, f kelcu Žvagel, f kelcu f Kovlu, f kelcu v Rožyšču…"

Tłumaczenie: „Poszedłem na handel. Tam handlowałem dużo w Rosji, w mieście Sławuta, w mieście Żytomierz, w mieście Połonnem, w mieście Szepetówka, w mieście Proskurów, w mieście Zwiahel, w mieście Kowlu, w mieście Rożyszczu…"

Osiem miast Wołynia i Podola wymienionych jednym tchem, a pierwszy tekst dokłada do nich Morze Czarne. Zasięg wypraw przestaje być ogólnikiem — to konkretna trasa: Kowel i Rożyszcze na Wołyniu, potem Sławuta, Zwiahel (Nowogród Wołyński), Połonne, Szepetówka, Żytomierz, Proskurów już ku Podolu.

Jak to było zorganizowane. Nie byli to luźni wędrowcy. „Na umówiony czas obierali sobie punkt zborny np. w Białymstoku, gdzie schodzili się, rozrachowywali z głównym przedsiębiorcą, znowu napełniali swoje skrzynki, znowu rozchodzili się — i tak przez całą zimę. Na wiosnę powracali do domu"¹⁸. Za wędrówką stała więc struktura hurtowa: dostawca towaru, punkt zborny, rozliczenie, nowy załadunek.

⚠️ I rzecz, o której warto powiedzieć, bo należy do prawdy o tym fachu. Przed pierwszą wojną ochweśnicy dołożyli do towaru tak zwaną „medycynę": „leki przemycali przez granicę z Niemiec i sprzedawali zawsze we dwóch, ponieważ jeden udawał lekarza, a drugi aptekarza. Zdarzało się, że zamiast lekarstwa sprzedawali zabarwioną wodę lub inne podrobione preparaty"¹⁸. Zdarzało się też — pisze ta sama autorka — że chodząc do unitów, „udawali księży katolickich i nawet udzielali sakramentów"¹⁸. Handel obwoźny bywał oszustwem i nie ma powodu tego przemilczać.

Jak to wyglądało od strony rzemiosła. Do tego obrazu Jeglińska dołożyła w 2012 r. materiał z wywiadów ze ślesińskimi informatorami — rzeczy, których u Budziszewskiej nie ma i których nie dałoby się wymyślić²¹:

Ten ostatni punkt jest ważny i trochę koryguje obraz naciągacza. Kto wraca w to samo miejsce co roku, nie może sprzedawać wyłącznie zabarwionej wody — zostałby tam przy drugiej wizycie rozpoznany. Handel obwoźny mieścił w sobie i oszustwo, i długoletnią relację handlową; jedno nie wyklucza drugiego.

⚠️ Uwaga o pisowni: najczęściej wymieniany specyfik — krople ziołowe zwane ekspelerem — występuje u Budziszewskiej jako „epingfong", a w innych przekazach w formach zbliżonych. To normalne przy języku wyłącznie mówionym²¹.

Obrona dobrego imienia. Jeglińska notuje na koniec rzecz, którą warto powtórzyć. Słyszała, jak mowę kupców ze Skulska i Ślesina nazywa się „żargonem złodziejskim" — i ostrzega przed utożsamianiem tych ludzi ze światem przestępczym. Właściwy powód tajności podaje za Joanną Walczyk: „dla tych handlarzy równie ważnym powodem do tego, aby strzec tajności języka była chęć utrzymania wykonywanego zawodu w sekrecie […] każde rzemiosło dąży do zapewnienia tajemnicy swoim arkanom techniki"²¹.

⇒ Kmina nie była językiem przestępców, tylko tajemnicą cechową — taką samą, jaką każdy rzemieślnik osłaniał swój warsztat. Że przy okazji nadawała się do oszukiwania klienta, to inna sprawa; nadaje się do tego każde narzędzie handlu.

⚠️ Wynik negatywny, dla porządku. Oskar Kolberg, który w tomie Kaliskie z 1890 r. wielokrotnie notuje materiał „około Kleczewa, Ślesina", o kminie ani o ochweśnikach nie pisze ani słowa²⁰. Gwarowe zapisy ślesińskie u Kolberga dotyczą zwykłej mowy ludowej (np. „o-o-nacz się" — 'weź inne suknie, bielsze'), nie żargonu handlarzy. Największy polski etnograf XIX wieku przeszedł obok tego zjawiska, nie zauważywszy go.

3.5. Słowniczek kminy (wybór)

⚠️ Skąd te słowa. Poniższy wybór pochodzi ze słowniczka spisanego przez Stanisława Górkę (1901) oraz z monografii językowej Wandy Budziszewskiej Żargon ochweśnicki (Łódź 1957) — jedynego naukowego opracowania tej gwary. Wybór i pogrupowanie tematyczne są nasze; pełne słowniki liczą po kilkaset haseł¹³.

Po polskuW kminiePo polskuW kminie
obrazochwestmówićkminić
obraźnikochweśnikpieniądzefołekta / folekta
BógDeuspićkirzyć
Matka BoskaDeusznicawódkakira
ksiądzwasielachlebsumer
książkawasielkajeśćtroić
łyżkawiesłospaćkimać
chłopłochumarłyschalony
pangabrychŻydgudłaj, kożor
kobietaskrabaNiemieckormel
dziewczynakarygaRosjanin, strażnikszuł
karczmarzkapelnikzłodziejandrus
miastokielewieśhora
drogastragadom, chałupachaza
końhołotpisaćgrypsać
kolej żelaznajazdołkazegarekcykowa

Świat handlarza w kilkunastu słowach. rafka — pudło na obrazy · szafir — papier, szafirek — rubel · przepalić — sprzedać · płatosić, wybulić — płacić · hopki — grosze · rusin — złotówka · kłowić — robić, kłowianka — robota · złok — jarmark · ⭐ bujofkawaga (od „bujania", czyli oszukiwania — trudno o zwięźlejszy komentarz do etyki straganu).

Zagrożenie: lamor — policjant · lamorniaposterunek policji · szuł — strażnik · zrywać — uciekać · zajugać — ukraść. ⇒ Osobne słowo na sam posterunek mówi o tym fachu więcej niż niejeden opis.

Zwierzęta i handel: skieł — pies · cyga — koza · kierkut — świnia · drapicha — kura · głuszka — kaczka · ⭐ jagata / agata — gęś, agaćarka — handel gęśmi · bernardyn — indyk · psułownik — rybak · wielbno — mleko, wielbrzycha — krowa.

Świat i droga:Łaniata — Polska · ⭐ Wataśja — Warszawa · kiele — miasto · hora — wieś · gawór — dwór · łoks — las · dylka — woda · kurton — łódka · straga — droga.

Poza pracą:tryńać — tańczyć, tryńanka — zabawa. Kmina to słownik pracy: towar, pieniądz, sacrum, policja, droga. Hasła spoza tej sfery są w niej rzadkie — a tu mamy dwa, i to na taniec. Ochweśnicy nie tylko handlowali w drodze; bawili się w niej też, i mieli na to własne słowo.

Liczebniki mają regułę. Podstawą jest dziakonos 'dziesięć', a dziesiątki tworzy się przez proste przedrostkowanie liczebnikiem jedności: dwinadziakonos = 20, pinteradziakonos = 50, dziewiędradziakonos = 90; jedności dokleja się z tyłu (dwinadziakonos pintera = 25). Setka wyłamuje się z porządku i zdradza pochodzenie: sotni to po prostu rosyjskie сотня¹⁴.

⇒ To nie był zlepek przypadkowych słów na postrach klienta, tylko działający system — ktoś, kto nim mówił, mógł podać każdą cenę tak, żeby kupujący nie zrozumiał ani grosza.

⭐⭐ Słownictwo gęsiarki — hasła, których nie ma w dawnych słownikach

Słowniki Górki (1901) i Budziszewskiej (1957) spisywano od strony obrazów. Tymczasem druga gałąź fachu — gęsiarka — miała własną, bogatą terminologię, której te słowniki prawie nie notują. Poniższe hasła pochodzą z relacji rodzinnej Pawła Pachulskiego i w większości są nowe wobec obu dawnych zbiorów²³.

⚠️ Pisownia. Autor podaje te słowa w uproszczonym zapisie fonetycznym i określa je jako „określenia w żargonie wędrownych kupców z okolic Skulska i Ślesina". Kmina nigdy nie była językiem pisanym, więc form tych nie należy traktować jak ortografii.

Ludzie fachu: szlirowcy — kupcy łączący kapitał · ślirowiec — handlarz gęśmi (forma z opisu miejskiej rzeźby) · siwrani / siwrane — kupcy-zwiadowcy, „umyślni" · kielby — kobiety skubiące gęsi · skicia — chłopiec, młodszy towarzysz · karyga — panna.

Organizacja i droga: party — spółki handlowe · połoki — kryte wozy · trojana — zapas żywności · knajać w strage / knajać w rosę — iść w drogę (rosa jest tu odpowiednikiem podhalańskiego redyku) · mikry dyli — stawy · knowany dyli — strumienie.

Jedzenie i picie w drodze: sumer — chleb · wielbno — mleko · stypury — słonina · pyntowy — suszona kiełbasa · kuntor z kirom — butelka wódki.

Towar i ocena towaru: jagaty / agaty — gęsi · łaniate jagaty — gęsi polskie · mikre — małe · treglowe — kulawe · pirne nie za pose — słabo opierzone · schalałe — chore · bichur — laska poganiacza z hakiem w kształcie litery S.

Transakcja: lugać — brać, kupować · opulić — kupić · chopki — pieniądze · styklać — być, wyglądać · klawe — ładne, dobre · zlipuj — zobacz · bite — te · wsiackie — wszystkie · ⭐ dziaknąć kit — okłamać, wprowadzić w błąd.

Praca i zabawa w domu: jorafki — skubanki · jorać pirne — drzeć pierze · tryniawy — zabawy taneczne · ominiaczyć się — wyjść za mąż · meziacha — handel lekami, „medycyna".

Słowniczek z przewodnika konińskiego (2012)

Osiemnaście haseł ogłoszonych w ramce popularnego przewodnika po Koninie i okolicach — z zapisem, w którym redakcja użyła v zamiast w. Wartość tej listy polega nie na nowości (większość haseł znają dawne słowniki), lecz na tym, że pokazuje, które słowa uchodziły w 2012 r. za wizytówkę kminy²²:

AGATA — gęś · BOKSUFKA — bułka · CYKOVA — zegar · DRAPIHA — kura · DYNKA — chmura · GANC — papieros · GRYPSAĆ — pisać · KIĆ — więzienie · KAPELA — karczma · KOPSANA — bójka, wojna · LAMOR — policjant, urzędnik · LURA — kawa · PENTOVA — kiełbasa · POMPA — deszcz · SKOPOK — zając · SKRABA — żona, kobieta · TORFA — kaszanka · VATAHA — Warszawa.

⭐ Dziewięć z nich jest nowych wobec naszego wyboru: boksufka, dynka, ganc, kić, kopsana, lura, pompa, skopok i torfa. Reszta powtarza hasła znane od Górki i Budziszewskiej, czasem w innym brzmieniu (drapicha / drapiha, cykowa / cykova, Wataśja / Vataha).

3.6. Po wojnie: „pierzaki"

Zmiany polityczne i gospodarcze po II wojnie światowej zakończyły klasyczne ochweśnictwo, ale odziedziczony „zmysł handlowy" nie pozwolił mieszkańcom zapomnieć o profesji ojców i dziadów. W latach sześćdziesiątych XX wieku nowi ochweśnicy ruszyli znów w kraj — tym razem po stary produkt: pierze. Jako agenci gminnych spółdzielni handlowali nim na wielką skalę, przez co sąsiedzi nazywali ich „pierzakami" (a mieszkańców Ślesina do dziś — „gęsiarzami")⁸.

I to właśnie wśród ślesińskich „pierzaków" najlepiej zachowała się kmina. Choć wiele słów uległo zapomnieniu, część można jeszcze usłyszeć — z rzadka — w sklepie, na ulicy, w restauracji, zwłaszcza z ust starszych (ale i młodszych) mężczyzn. Wielu z nich prowadzi własne zapiski i słowniki, żeby ocalić resztki tego słownictwa¹⁵.

W ten sposób najbardziej „skulska" ze skulskich osobliwości przetrwała — przeniesiona kilka kilometrów dalej, do Ślesina, gdzie żywa duma z odrębnej tradycji strzeże dziś tego, co w samym Skulsku i w Częstochowie już niemal zaginęło¹⁶.

⭐ Skąd się wzięło słowo „pierzak"

Jeglińska uściśla, kto ukuł to przezwisko: „pierzak" jest terminem nowszym, od czasów II wojny, i znanym w Skulsku jako określenie ślesinianina²¹. Nie jest to więc nazwa własna ani określenie ogólnopolskie, tylko przezwisko sąsiedzkie z drugiej strony — nadane przez tych, od których Ślesin ten fach ponoć przejął.

⭐ Należy przy tym do całej serii, którą miasteczka tej okolicy obdzielały się wzajemnie²¹:

PrzezwiskoKogo oznaczaSkąd
pierzakmieszkaniec Ślesinaod handlu pierzem
szopkarzmieszkaniec Kleczewaod wyrobu szopek bożonarodzeniowych
żurolmieszkaniec Kazimierza Biskupiegood żuru — synonim biedaka

⇒ Te trzy słowa to mapa lokalnych specjalności zapisana w docinkach. Każde z nich bierze się z tego, z czego dane miasteczko żyło albo z czego było ubogie; i każde jest dowodem, że sąsiedzi doskonale wiedzieli, kto się czym zajmuje. Jeglińska przywołuje je zresztą jako argument w sporze o nazwę (zob. 3.2b): skoro okolica rozróżniała pierzaka od obraźnika, to i badacz powinien.

⚠️⚠️ Jak kmina umarła: zakaz w szkole

Najczęściej powtarzane wyjaśnienie zaniku kminy jest ogólnikowe — „zmiany polityczne i gospodarcze". Tymczasem przewodnik z 2012 r. zapisał świadectwo starszych mieszkańców, które podaje konkretny mechanizm i konkretną datę²²:

„Jak wspominają starsi mieszkańcy Ślesina, jeszcze w pierwszych latach po II wojnie światowej, kiedy jako dzieci zaczynali naukę w szkole, w sposób naturalny używali wyrażeń ochweśnickich. Sprawiało to ogromny problem nauczycielom. Ostatecznie [doszło do] zakazu używania kminy w szkole, a [uczniowie], którzy wyłamywali się z zakazu, byli w różny sposób karani."

To jest datowanie zaniku na lata czterdzieste i pięćdziesiąte XX w. — i wskazanie sprawcy. Nie rynek zabił kminę, tylko szkoła. Dzieci ślesińskich kupców przychodziły do pierwszej klasy mówiąc mieszaniną polszczyzny i żargonu ojców; nauczyciele, zapewne nietutejsi, uznali to za wadę mowy do wykorzenienia — i wykorzenili. Pokolenie, które karano za kminę w ławce, nie przekazało jej własnym dzieciom.

⇒ Warto zestawić to z liczbą, jaką za Pachulskim przytaczają ci sami autorzy: na przełomie XIX i XX wieku „tylko w Ślesinie i Skulsku kminą ohfeśnicką biegle posługiwało się około 1000 osób"²². Tysiąc mówiących wtedy — około ośmiu dziś. Dwa pokolenia szkoły wystarczyły.

3.7. Dziś: pomnik, jarmark i konkurs gwary

Pamięć o ochweśnikach jest w Ślesinie świadomie pielęgnowana — i to odróżnia miasteczko od wszystkich sąsiadów.

⚠️ Ale trzeba powiedzieć i to. Czynnych „mówców" jest już tylko garstka — szacuje się, że kminą włada dziś w Ślesinie około ośmiu osób¹⁷. Tym cenniejsza jest każda praca nad jej spisaniem, i tym pilniejsza.

⭐ Kmina na rynku: rzeźba, fontanna, tablica

Stan z 2012 r. opisali autorzy przewodnika konińskiego — i jest to opis miasta, które postanowiło uczynić z żargonu swój znak firmowy²²:

⭐ Rzeźba jest o tyle znacząca, że upamiętnia nie obraźnika, lecz gęsiarza — a więc dokładnie tę gałąź fachu, o którą toczy się spór terminologiczny z 3.2b. Miasto, stawiając pomnik, samo rozstrzygnęło, kim byli jego ochweśnicy.

„Styklowa nad dylą". W ostatni weekend lipca odbywa się nad jeziorem impreza o tej nazwie: dwa dni regat żeglarskich, zawodów wędkarskich, turniejów i występów²². ⚠️ Autorzy przewodnika nazwy nie tłumaczą — a jest to fraza kminy. Znane hasła pozwalają ją rozłożyć: dyla to w słowniku kminy woda (por. mikry dyli 'stawy', knowany dyli 'strumienie'), a styklać — być, wyglądać, dziać się. Odczytanie „zabawa nad wodą" jest więc naszą propozycją, nie ustaleniem; do rozstrzygnięcia potrzebny byłby zapis od kogoś, kto tę nazwę wymyślił.

Ciągłość gospodarcza. Gęsi już się w Ślesinie nie pędzi, ale fach nie zniknął: w 2012 r. w mieście i okolicy działało kilkanaście firm zajmujących się skupem pierza oraz produkcją kołder i poduszek²². Jak podsumowuje Pachulski: „chociaż nie sprzedaje się już dzisiaj gęsi w Ślesinie, to handel pierzem nadal pozostaje źródłem utrzymania dla wielu ślesińskich przedsiębiorców"²³.

Kmina w filmie. W ślesińskiej oberży swój pierwszy film dokumentalny — pod tytułem „Brakujące słowo" — nakręcił aktor i poeta Krzysztof Pieczyński²².

⚠️ Rzecz, którą trzeba powiedzieć uczciwie. Cała dzisiejsza frazeologia „ochweśnicka" — „kuchnia ochweśnicka", Festiwal Kuchni Ochweśnickiej, restauracja pod tą nazwą — jest, jak zauważa Jeglińska, „dziełem ostatnich dziesięcioleci". Termin wszedł do obiegu przez strategię rozwoju lokalnej grupy działania na lata 2009–2015 i folder wydany przez miejscowy ośrodek kultury²¹. Nie znaczy to, że potrawy są wymyślone — znaczy, że nazwa jest nowa, a nie odziedziczona, i że dziewiętnastowieczni ochweśnicy nigdy o żadnej „kuchni ochweśnickiej" nie słyszeli.

3.7a. ⭐ Kuchnia: co jadano w mieście gęsi

Skoro o kuchni mowa — warto zapisać, co pod tą nową nazwą figuruje, bo same potrawy i ich nazwy są stare i gwarowe. Przewodnik z 2012 r. wylicza z ślesińskich festiwali kuchni regionalnej²²:

„owijonki" · czarnina (zupa z krwi, najczęściej gęsiej) · „pyrzoki" · „gąby" · „sypunka" — kiszka ziemniaczana · „pyrczok" — placek ziemniaczany · „obsypanka".

Osobno stoi danie roku: gęś ślesińska pieczona na listopadowej imprezie pod hasłem „Na Marcina najlepsza jest gęsina"²². To bezpośrednie przedłużenie cyklu opisanego w 3.3a — sprzedaż gęsi kończyła się 11 listopada, więc to, co zostawało, trafiało na stół.

⭐ Nazwy te nie należą do kminy, tylko do gwary ślesińskiej — i tam trzeba ich szukać. Słownik gwary spisany przez Józefa Chojnackiego notuje m.in. pyrczok 'tarte ziemniaki upieczone na blasze' (z wariantem gniecyniok) oraz pantówki 'ziemniaki'²⁶. ⇒ Zob. rozdział 40 („Gwara ślesińska"), gdzie słownik ten jest omówiony w całości.


Co pozostaje do zrobienia

1. Dorywalski, Krótka monografia miasta Ślesina, „Ziemia" 1914 nr 18 i 20 — jedyne przedwojenne całościowe ujęcie dziejów miasta, a zarazem źródło najstarszego zapisu ślesińskiej kminy oraz zdania o obrazach świętych roznoszonych zimą przez ślesinian. Dostępne cyfrowo (Wielkopolska Biblioteka Cyfrowa). Odczytać w całości — cytują je wszyscy, nikt nie przedrukowuje w pełni.

2. W. Budziszewska, Żargon ochweśnicki, Łódź 1957 — jedyna monografia językowa; antykwariat albo wypożyczenie międzybiblioteczne. Autorzy tomu z 2012 r. cytują z niej strony 5, 15–23, 64–69.

3. P. Pachulski, Słowa nie pochodzą znikąd, Ślesin 2007 — osobna książeczka o kminie, wydana lokalnie; najpełniejszy znany zbiór po Budziszewskiej.

4. J. Walczyk, praca magisterska o słownictwie żargonu ochweśnickiego (maszynopis) — jedyne źródło rozkładu etymologicznego z 3.4.

5. Ślesin. Obrazek z XVIII w., „Dziennik Warszawski" 1851, nr 70–71, 73–75 — źródło, na którym opiera się teza o zbójcach wrogich miastu (3.1). Nieznane nam dotąd, a dotyczy wprost Ślesina.

6. E. Błażejewska, Gwara ochweśnicka, Warszawa 1972 — praca magisterska, dotąd nie w ręku.

7. Wywiady z ostatnimi mówiącymi. Nagrania + transkrypcja. To jest rzecz do zrobienia teraz, nie później.

8. Prywatne zapiski „pierzaków" — wielu prowadziło własne słowniki; warto je zebrać, zanim rozejdą się po rodzinach.

9. Film „Brakujące słowo" — pierwszy dokument Krzysztofa Pieczyńskiego, nakręcony w Ślesinie; ustalić rok i dostępność.

Przypisy

1. Podstawa tego rozdziału: S. Górka, Skulscy „ochweśnicy", „Wisła. Miesięcznik geograficzny i etnograficzny" t. XV (1901), z. I, s. 1–7 (pierwszy opis fachu i pierwszy słowniczek kminy) oraz J. Wasilewska, Ochweśnik. Handlarz dewocjonaliów, „Archiwa, Biblioteki i Muzea Kościelne" t. 108 (2017 [wyd. 2018]), s. 319–328 (synteza późniejszej literatury; tekst dostępny bezpłatnie, DOI 10.31743/abmk.12536). Artykuł ten opisuje handlarzy „in Skulsk and Ślesin as well as their surroundings" — to materiał wspólny dla obu miasteczek. Pełny opis fachu (technika malowania „taśmowego", trasy na Wschód, ekonomia wypraw, nazwiska malarzy skulskich, zmierzch rzemiosła wobec oleodruku): opracowanie własne, zob. Skulina, rozdział 3 („Ochweśnicy i kmina ochweśnicka").

2. Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, t. X, hasło „Slesińskie al. Sleszyńskie (jezioro)", s. 762–763 — Wyspy Zbójeckie, tradycja o rozbójnikach napadających na kupców na drodze wodnej między Wartą a Wisłą, przywódca „Garca al. Garczyński". Egzemplarz cyfrowy z warstwą OCR (Polona; kopia pełnotekstowa także w archive.org). ⚠️ Cytat podano za warstwą tekstową — przed publikacją sprawdzić na skanie.

3. J. Wasilewska, Ochweśnik… (jak w przyp. 1), s. 320, za: S. Weymann, Zagadnienie dróg w Wielkopolsce od X do XVIII w., „Przegląd Zachodni" 2/1953, s. 225, oraz K. Dorywalski, Krótka monografia miasta Ślesina, „Ziemia" R. 5 (1914), nr 18 i 20.

4. J. Wasilewska, Ochweśnik…, s. 320 (datowanie początku ochweśnictwa na lata 30. XIX w., przedział 1832–1850); P. Maluśkiewicz, Województwo konińskie. Szkic monograficzny, Warszawa–Poznań 1983, s. 273–274 (hasło Skulsk) — około dziesięciu warsztatów malarskich czynnych w latach 1818–1825, zbyt obrazów głównie we wschodnim Królestwie i na Białorusi, przejście na tańsze druki w 2. połowie XIX w., kmina licząca ponad 700 słów.

5. J. Wasilewska, Ochweśnik…, s. 323, za: W. Budziszewska, Żargon ochweśnicki, Łódź 1957, s. 15 — trzy ośrodki (Skulsk, Ślesin, Częstochowa) i objętość słownictwa.

6. P. Maluśkiewicz, Województwo konińskie. Szkic monograficzny, hasło ŚLESIN, s. 297–299 — osiem jarmarków rocznie ze spędem bydła; hodowla gęsi jako specjalność Ślesina od końca XIX w. i sprzedaż w zaborze pruskim; handel trzodą i gęśmi po 1921 r.; cytat o kminie „przejętej od »ochweśników« skulskich (patrz — Skulsk)". Odczyt własny z druku, 2026. ⚠️ Przewodnik popularny, bez przypisów — dane liczbowe i daty wymagają weryfikacji w źródłach.

7. Hasło agaćarka — 'handel gęśmi' (od agata, jagata — gęś): W. Budziszewska, Żargon ochweśnicki, Łódź 1957, w przedruku słowniczka u T. Jaskulskiego (zob. przyp. 13). Komentarz i wniosek o ciągłości handlu drobiem — opracowanie własne, zob. Skulina, rozdział 3, 3.5.

8. J. Wasilewska, Ochweśnik…, s. 322 (powojenni „pierzarze"/„gęsiarze"; za: G. Piasecki, Kultura „ochweśnicka").

9. Tamże, s. 320, 322 — etymologia (ochwest ← ros. obwiesznik; głębiej: argot ofenów), kminić 'mówić', kmina 'mowa'.

10. Tamże, s. 322–323, za: K. Szymoniak, W królestwie ochweśników, „Nurt" 1/257 (1987), s. 8–13.

11. Zapis Dorywalskiego ze Ślesina, cyt. za: J. Wasilewska, Ochweśnik…, s. 323, za: W. Budziszewska, Żargon ochweśnicki, Łódź 1957, s. 67–68. Zapis fonetyczny uproszczony. Autor zapisu jest zarazem autorem Krótkiej monografii miasta Ślesina („Ziemia" 1914, nr 18 i 20).

12. S. Górka, Skulscy „ochweśnicy", „Wisła" XV (1901), s. 4: „Istnieje podobno nawet obraźnickie specjalne pismo, ale do niego trudno dotrzeć". Tamże uwaga o trudności zebrania gwary — rzemieślnicy niechętnie dzielili się jej znajomością.

13. Słowniczek: S. Górka, Skulscy „ochweśnicy", „Wisła" XV (1901), s. 4–7 (pisownia oryginalna Górki; przedruk u J. Wasilewskiej, s. 324–326) oraz W. Budziszewska, Żargon ochweśnicki, Łódź 1957, w przedruku T. Jaskulskiego, Historia i legendy skulskie, Konin–Skulsk (Setidava — Wydawnictwo Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Zofii Urbanowskiej w Koninie, współwyd. Gmina Skulsk), ISBN 978-83-67258-07-4, s. 65–70, oraz tenże, Historia Skulska i okolic do 1945 r., Konin 2010, s. 103 — cytowane za uprzejmą zgodą Autora, któremu serdecznie dziękujemy. Wybór haseł i pogrupowanie tematyczne — nasze; zob. Skulina, rozdział 3, 3.7. ⚠️ Między zapisem Górki (1901) a Budziszewskiej (1957) występują drobne różnice brzmienia (fołekta / folekta, dwinia / dwina, pientra / pintera, gudłaj / Gudlaj, łopciuchy / łapciuchy) — naturalne przy języku, który nigdy nie był pisany, tylko słyszany.

14. Budowa liczebników — słowniczek W. Budziszewskiej w przedruku jak w przyp. 13. Obserwacja o systemowym charakterze tej budowy: opracowanie własne, zob. Skulina, rozdział 3, 3.7. Do sprawdzenia u Budziszewskiej w oryginale, czy autorka opisuje tę regułę wprost.

15. J. Wasilewska, Ochweśnik…, s. 323–324.

16. Tamże, s. 323, przyp. 23 — w Częstochowie żargon zaginął, najlepiej zachował się w Ślesinie.

17. Relacje współczesne: portale regionalne (LM.pl, „Przegląd Koniński") o Jarmarku Ochweśnickim, konkursie gwary i „kuchni ochweśnickiej"; serwis Urzędu Miasta i Gminy Ślesin (Pomnik Ochweśnika, kolejne edycje jarmarku — XIII edycja 28 IX 2025); szacunek ok. ośmiu czynnych „mówców" — reportaże prasowe (m.in. „Polityka"). Cytat burmistrza Ślesina za portalem LM.pl. Do uzupełnienia o dokładne daty i numery publikacji przy ostatecznej redakcji.

18. J. Wasilewska, Ochweśnik… (jak w przyp. 1) — odczyt całości artykułu, 15 IX 2026. Stamtąd: skup pierza, drobiu (głównie gęsi), bydła i trzody jako równoległe zajęcie ochweśników, s. 321, z przypisem autorki do K. Dorywalskiego, Krótkiej monografii miasta Ślesina, „Ziemia" 5 (1914) nr 18, s. 276; drugi tekst w kminie (itinerarium wołyńsko-podolskie), s. 323, za: W. Budziszewska, Żargon ochweśnicki, Łódź 1957, s. 67–68; punkt zborny w Białymstoku i rozliczenia z „głównym przedsiębiorcą", zimowy cykl handlu i powrót na wiosnę, s. 322, za: E. Kozieł, Wspomnienia wędrownego kramarza, Poznań 1975, s. 149; „medycyna" przemycana z Niemiec i sprzedawana we dwóch, s. 322; podszywanie się pod księży u unitów, s. 321. ⚠️ Sama autorka nie stawia Ślesina przed Skulskiem jako kolebki fachu — mimo że wymienia go pierwszego w zdaniu otwierającym, dalej pisze wprost, że „początek ochweśnictwa w Skulsku przypada na lata 30. XIX wieku", a „ślesiniacy przejęli bardzo szybko ten żargon od ochweśników skulskich w połowie XIX wieku". Kierunek przejęcia przyjęty w tym rozdziale jest więc z nią zgodny.

19. „Przewodnik po Guberni Kaliskiej z kolorowaną szczegółową mapą miast, osad, wsi…", cz. 1, [1912], tabela „Ludność w osadach" (rubryki: mężczyzn, kobiet, ogółem; ludności stałej, niestałej; prawosławnych, rzymsko-katolików, maryawitów, ewangelików, Żydów). Ślesin: 724 / 946 / 1670; Skulsk: 752 / 811 / 1563. Egzemplarz cyfrowy z warstwą tekstową, Polona; odczyt 15 IX 2026. Interpretacja nadwyżki kobiet jako śladu wędrownego trybu życia — opracowanie własne; ⚠️ podajemy ją jako hipotezę, bo spis powodów nieobecności nie rejestrował.

20. O. Kolberg, Lud… Serya XXIII. Kaliskie, cz. I, Kraków 1890 — przeszukanie całego tomu po hasłach „kmina", „ochweś", „obraźnik": zero trafień. Zapisy gwarowe lokalizowane „około Kleczewa, Ślesina" (m.in. „o-o-nacz się") dotyczą mowy ludowej, nie żargonu handlarzy. Egzemplarz cyfrowy z warstwą OCR, Polona; odczyt 15 IX 2026.

21. E. Jeglińska, „Ochweśnicy" czy „agaciarze"? — kilka słów o nazewnictwie w świetle tradycji handlowych kupców ze Skulska i Ślesina, w: Z problematyki etnograficznej Ślesina i okolic, red. E. Jeglińska, Towarzystwo Społeczno-Gospodarcze „Dwa Mosty", Ślesin 2012, s. 78–91. Stamtąd: krytyka genezy zbójeckiej i odesłanie do Ślesin. Obrazek z XVIII w., „Dziennik Warszawski" 1851, nr 70–71, 73–75 (s. 80); definicja „ochweśnika" u Budziszewskiej i zarzut niespójności (s. 78–79); zdanie „ślesinianie nigdy nie zajmowali się sprzedażą obrazów" (s. 79); przezwiska sąsiedzkie „szopkarz", „żurol", „pierzak" (s. 81); argument o wspólnocie kulturowej pogranicza Kujaw Borowych i Wielkopolski (s. 82); datowanie żargonu u Budziszewskiej i kontrargumenty z Berwińskiego i Dorywalskiego oraz hipoteza rozwoju równoczesnego (s. 83–85); podważenie danych Budziszewskiej o spółce warszawskiej i targ bydlęcy (s. 86); cytat Dorywalskiego o gęsiarce, komorach celnych i milionie gęsi oraz o zimowym roznoszeniu obrazów świętych (s. 85, 87); „około jednej czwartej ludności miasteczka" przy gęsiarce (s. 87); „medycyna" — materiał z wywiadów 2012 i wariant „epingfong" (s. 87–89); rozkład etymologiczny słownictwa za J. Walczyk (s. 89–90, za maszynopisem pracy magisterskiej w posiadaniu autorki); obrona przed określeniem „żargon złodziejski" (s. 90); przypis 1 o współczesnej frazeologii „kuchni ochweśnickiej" (s. 78). ⚠️ Odczyt z egzemplarza cyfrowego; paginacja częściowo odtworzona z żywej paginy. Sprzeczność wewnętrzna artykułu (teza o obrazach kontra cytat z Dorywalskiego na s. 87) — obserwacja własna.

22. P. Maluśkiewicz, J. Wiśniewski, Konin, Licheń Stary, Ślesin. Przewodnik, Firma Księgarska MAWI, Konin 2012, hasło ŚLESIN, s. 168–177. Stamtąd: kmina „przejęta od mieszkańców pobliskiego Skulska, których specjalnością były obrazy święte" oraz liczba ok. 1000 mówiących na przełomie XIX i XX w. za P. Pachulskim (s. 171); opis „podkuwania" gęsi przez kałuże roztopionej smoły i pierze (s. 170–171); świadectwo o zakazie używania kminy w szkole i karaniu uczniów (s. 171); słowniczek osiemnastu haseł w ramce „CIEKAWE" (s. 172); rzeźba ochweśnika-ślirowca dłuta Wiesława Koronowskiego, fontanna z gęsią i tablica z napisami po polsku i po ochweśnicku, kilkanaście firm skupu pierza (s. 174); impreza „Styklowa nad dylą" w ostatni weekend lipca (s. 9, 176); potrawy festiwali kuchni regionalnej — „owijonki", czarnina, „pyrzoki", „gąby", „sypunka", „pyrczok", „obsypanka", gęś ślesińska, hasło „Na Marcina najlepsza jest gęsina" (s. 177); film dokumentalny „Brakujące słowo" Krzysztofa Pieczyńskiego nakręcony w ślesińskiej oberży (s. 180). ⚠️ Przewodnik popularny, bez jednego przypisu; wartość ma jako datowane świadectwo obiegu z 2012 r. i jako zapis żywej kultury, nie jako źródło. Odczyt z egzemplarza cyfrowego, miejscami uszkodzonego — cytaty sprawdzone, uzupełnienia w nawiasach kwadratowych. Odczytanie nazwy „Styklowa nad dylą" jako „zabawa nad wodą" — propozycja własna, oparta na hasłach dyla 'woda' i styklać 'być, wyglądać'; autorzy nazwy nie tłumaczą.

23. P. Pachulski, Gęsiarka, czyli kilka słów na temat tradycji handlowych w Ślesinie w pierwszym trzydziestoleciu XX w., w: Z problematyki etnograficznej Ślesina i okolic, red. E. Jeglińska, Ślesin 2012, s. 155–166. Podstawą tekstu jest przekaz rodzinny — relacje Teofila Pachulskiego (1901–1990), pracującego przy gęsiach w spółce swojego ojca Wojciecha Pachulskiego i Teodora Borczyńskiego, oraz Wacława Pachulskiego (1909–1980), handlującego w tej samej spółce do 1937 r. Stamtąd: daty lokacji miast okolicy, w tym prawa miejskie Ślesina 20 I 1358 i Skulska 1384 (s. 155–156, za Kodeksem dyplomatycznym Wielkopolski t. 3, nr 1370); charakterystyka mentalności handlowej za Dorywalskim (s. 157); przydomki czternastu rodów kupieckich i podział na „swoich" i „ogony" (s. 158, wykaz za W. Budziszewską, Żargon ochweśnicki, Łódź 1957, s. 23); spółki party, szlirowcy, poganiacze i ekwipunek wyprawy (s. 158–159); siwrani — zwiadowcy, ich metoda i strój opisany w kminie (s. 159–160); anegdota z żywym zdaniem „Zlipuj no skiciu, lugomy bite jagaty, wsiackie styklajom klawe" (s. 160–161); przemarsz stada, bichur, postoje przy mikry i knowany dyli (s. 161); obalenie mitu o podkuwaniu gęsi wraz z uzasadnieniem anatomicznym (s. 161–162); cykl roczny skupu i sprzedaży (s. 162); jorafki, kielby, pierze z łaniatych jagatów (s. 163); zestawienie z obrotem warszawskiej giełdy towarowej ok. 3,5 mln sztuk rocznie (s. 164, za: K. Bosacka, Matka gęsia kołudzka, „Wysokie Obcasy"); zima — jorać pirne, tryniawy, preferans, karyga, ominiaczyć się (s. 165); podsumowanie o handlu pierzem (s. 166). ⚠️ Słownictwo podane przez autora w uproszczonej pisowni fonetycznej; odczyt z egzemplarza cyfrowego, paginacja częściowo odtworzona.

24. O. Kolberg, Lud… Serya XVII: Kujawy, cz. II, Kraków 1884, s. 139 — wróżenie zimy z kości piersiowej gęsi zabitej 11 listopada; cytowane za: P. Pachulski, Gęsiarka… (jak w przyp. 23), s. 164.

25. M. J. Januszkiewicz, A. Pleskaczyński, Księga rozmaitości wielkopolskich, Poznań 2006, s. 135 — wersja mitu o podkuwaniu gęsi; wskazana jako źródło obiegowe przez P. Pachulskiego, Gęsiarka… (jak w przyp. 23), s. 161. Nie sprawdzone z autopsji — podajemy za Pachulskim.

26. J. Chojnacki, Gwara ślesińska, w: Z problematyki etnograficznej Ślesina i okolic, red. E. Jeglińska, Ślesin 2012, s. 168–191 — hasła pyrczok, gniecyniok, pantówki w słowniku gwary (s. 178–188). Pełne omówienie: zob. rozdział 40.

← HistoriaRody i dwory →