📖 W tym dziale — 14 sekcji
Jeśli jeden rys uczynił Ślesin rozpoznawalnym poza powiatem, to nie prawa miejskie i nie łuk napoleoński, lecz ochweśnicy — wędrowni handlarze świętych obrazów i dewocjonaliów, a po nich handlarze gęsi i pierza — oraz ich tajny język, kmina ochweśnicka. Rzecz osobliwa: fach narodził się w sąsiednim Skulsku, a przetrwał w Ślesinie. Dziś to tutaj stoi Pomnik Ochweśnika, tutaj odbywa się Jarmark Ochweśnicki z konkursem gwary dla dzieci, i tutaj — a nie w Skulsku ani w Częstochowie, dwóch pozostałych dawnych ośrodkach — kminą wciąż ktoś mówi.
⭐ To jest ten rzadki przypadek, gdy sąsiad przejął tradycję i uratował ją przed zapomnieniem. Ten rozdział opowiada, jak do tego doszło.
Uwaga o zakresie. Sam fach — technika malowania obrazów, trasy wypraw na Wschód, ekonomia handlu, nazwiska skulskich malarzy — opisujemy szerzej przy Skulsku, bo tam jest jego kolebka. Tutaj pokazujemy to, co ślesińskie: gęsi, kminę i dzisiejszą pamięć¹.
⚠️ Dwa zdania o tym, co w tym rozdziale jest sporne. Zdanie otwierające — że fach narodził się w Skulsku — jest w literaturze przedmiotu przyjęte, ale nie dowiedzione, i w 2012 r. zakwestionowała je miejscowa badaczka. Sporna jest też sama nazwa „ochweśnik" w odniesieniu do Ślesina. Oba spory referujemy niżej w całości (3.2 i 3.2b), bo czytelnik ma prawo wiedzieć, gdzie kończy się ustalenie, a zaczyna tradycja.
3.1. Od zbójników z Wysp Zbójeckich do obraźników
Genezy tego fenomenu tradycja szuka nad Jeziorem Ślesińskim — i to nie jest przenośnia, lecz konkretne miejsce na mapie.
Na północno-zachodnim brzegu jeziora ciągnie się piaszczysta dolina usiana wzgórzami, zwanymi Wyspy Zbójeckie. Słownik geograficzny Królestwa Polskiego zapisał związaną z nimi tradycję wprost:
„Tradycya ludowa głosi, że mieli tu siedzibę rozbójnicy, napadający na podróżnych kupców — zapewne żeglarzy na tej drodze wodnej między Wartą a Wisłą. Przywódzcą ich miał być Garca al. Garczyński."²
⭐ Zwróćmy uwagę, co z tego wynika. Zbójectwo nad tym jeziorem nie było przypadkowe — żyło z przewozu towarów wodną drogą z Warty ku Gopłu i Wiśle. To ta sama droga, przy której leży Ślesin, i ta sama, którą półtora wieku później nazwano Kanałem Ślesińskim (zob. rozdział 12).
Gdy w pierwszej połowie XVIII wieku zbójectwo zaczęło upadać, dawni rozbójnicy — jak chce ta opowieść — zasilili szeregi ślesińskiego mieszczaństwa. W latach siedemdziesiątych XVIII w., po wyludnieniu okolicy, zaczęli tu napływać koloniści z Niemiec i Niderlandów, co pobudziło miejscowe rzemiosło³. Z tego przygranicznego, zubożałego, a zarazem przedsiębiorczego środowiska wyrósł nowy proceder.
⚠️ To jest tradycja, nie dokument. Zapisujemy ją jako tradycję — ale odnotowujemy, że jej geografia (przewozy wodne, przygraniczne ubóstwo, napływ kolonistów) zgadza się ze wszystkim, co skądinąd o tej okolicy wiadomo.
⚠️⚠️ Głos przeciwny: zbójcy nie byli z miasta, tylko przeciw miastu
W 2012 r. tę genezę zakwestionowała miejscowa badaczka, Elwira Jeglińska — i zrobiła to na tyle rzeczowo, że nie wolno tego przemilczeć²¹.
Jeglińska zwraca uwagę, skąd wzięła się cała konstrukcja: Wanda Budziszewska, jedyna monografistka kminy, oparła ją „głównie na przekazach ludowych (bajki i powiastki ludowe oraz nazwa Wyspy Zbójeckie)". Sama nazwa wzgórz jest więc nie dowodem, lecz jednym z ogniw legendy — a z niej wyprowadzono wniosek o początkach ślesińskiego handlu. Autorka pisze wprost, że „trudno bez poważniejszych dowodów przyjąć twierdzenie, że w połowie XVIII w. zbójnictwo zaczyna upadać, a dawni zbójnicy przechodzą w szeregi ślesińskiego mieszczaństwa"²¹.
⭐ Mocniejszy jest jednak jej argument źródłowy. Jeglińska przywołuje tekst z 1851 r. — Ślesin. Obrazek z XVIII w., drukowany w „Dzienniku Warszawskim" — i stwierdza, że „teksty XIX-wieczne jednak nie podają, by zbójcy grasujący przy szlaku byli z miastem związani; przeciwnie — uciskali je i zastraszali"²¹.
⇒ Jeśli tak, to zbójcy byli dla Ślesina plagą, a nie zaczynem. Tradycję o rozbójnikach przechodzących w mieszczaństwo trzymamy więc w tym rozdziale wyłącznie jako legendę o początku — jedną z tych, którymi miasteczka lubią tłumaczyć swoją odrębność — a nie jako ustalenie o dziejach fachu. Ten sam zastrzeżony status ma opowieść o Wyspach Zbójeckich w rozdziale 12.
3.2. Trzy ośrodki kminy: Skulsk, Ślesin, Częstochowa
Początek ochweśnictwa przypada na lata trzydzieste XIX wieku (datowanie waha się między 1832 a 1850 r.), a warsztaty malarskie w Skulsku czynne były jeszcze wcześniej — około dziesięciu pracowni w latach 1818–1825⁴. Obrazy malowano taśmowo, po kilkanaście na jednym zwoju płótna, a jeden wizerunek mógł „uchodzić" za dowolnego świętego — wystarczyło go inaczej nazwać. Stamtąd ochweśnicy ruszali obwoźnie w świat, aż na Wołyń, Podole i w głąb Rosji¹.
Żargonem porozumiewano się w trzech ośrodkach: w Skulsku, w Ślesinie i w Częstochowie; kmina liczyła od ok. 800 do 1000 wyrazów (do samego handlu wystarczało około ośmiuset)⁵.
⭐ Kierunek przejęcia podaje literatura wprost. Piotr Maluśkiewicz, opisując Ślesin, pisze o tutejszych handlarzach:
„Handlarze posługiwali się niezrozumiałym dla osób postronnych żargonem zwanym »kminą ochweśnicką«, przejętym od »ochweśników« skulskich."⁶
⇒ Fach i język przyszły więc ze Skulska — dziesięć kilometrów drogi. A zostały w Ślesinie.
To samo powtarza po latach przewodnik koniński z 2012 r.: kminę „przejęli [ślesinianie] od mieszkańców pobliskiego Skulska, których specjalnością były obrazy święte"²². Autorzy nie podają na to źródła — ale warto odnotować, że pierwszeństwo Skulska było w 2012 r. rzeczą oczywistą także dla piszących w Koninie, a więc z zewnątrz obu miasteczek.
⚠️⚠️ Hipoteza przeciwna: żargon rozwijał się w obu miasteczkach równocześnie
Elwira Jeglińska kwestionuje jednak i to. Jej zdaniem świadectwa z epoki nie potwierdzają przodującej roli Skulska w miejscowym handlu. Przywołuje dwa²¹:
- Ryszard Berwiński pisze w latach trzydziestych XIX w. o poważnym handlu bydłem prowadzonym przez Ślesin;
- Kazimierz Dorywalski w 1914 r. zaczyna opis miasteczka od zdania, że jego mieszkańcy „od bardzo dawna zajmują się handlem" — najpierw owcami, potem wołami i wieprzami, a od dwudziestu lat gęśmi.
Stąd jej wniosek: „trudno mówić o przodującej roli Skulska w miejscowym handlu na przestrzeni wieku XIX i początku wieku XX"²¹.
⭐ Drugi jej argument jest nie ze źródła, lecz z natury rzeczy — i właśnie dlatego jest mocny. Jeśli żargon powstał po to, żeby utrzymać w tajemnicy arkana rzemiosła, to trzeba wyjaśnić, jakim cudem przekazano by go mieszkańcom innego miasteczka — czyli przyszłej konkurencji. Sekretny język zawodowy z definicji nie wędruje łatwo.
⇒ Jeglińska stawia więc hipotezę rozwoju równoczesnego: kmina rozwijała się w Skulsku i w Ślesinie jednocześnie, tak jak oba miasteczka jednocześnie korzystały w XIX i na początku XX w. z rozkwitu drobnego handlu obwoźnego. Sama zastrzega, że to hipoteza — obowiązująca „przynajmniej do czasu znalezienia bardziej uzasadnionych twierdzeń"²¹.
⭐ Do jej argumentacji można dorzucić jeszcze jeden, którego ona nie używa, a który podaje Paweł Pachulski: Ślesin otrzymał prawa miejskie 20 stycznia 1358 r., a Skulsk dopiero w 1384 — dwadzieścia sześć lat później²³. Jeśli mierzyć starszeństwo ośrodka handlowego przywilejem targowym, Ślesin jest starszy.
⚠️ Jak to rozstrzygamy. Zostajemy przy wersji przyjętej w literaturze przedmiotu — że fach i żargon narodziły się w Skulsku, a ślesinianie przejęli je około połowy XIX w.¹⁸ Za tą wersją stoi jedyna monografia językowa (Budziszewska), późniejsza synteza (Wasilewska) i zgodny obieg popularny. Ale spór jest otwarty, sprzeciw pochodzi od badaczki miejscowej i opiera się na źródłach z epoki, więc zapisujemy go tu w całości. Czytelnik ma prawo wiedzieć, że pierwszeństwo Skulska jest przyjęte, a nie dowiedzione.
3.2b. ⭐⭐ „Ochweśnicy" czy „agaciarze"? Spór o nazwę
Ten sam tekst Jeglińskiej z 2012 r. stawia pytanie dalej idące niż spór o kolebkę: czy słowo „ochweśnik" w ogóle wolno odnosić do Ślesina²¹.
Rdzeń zarzutu. Budziszewska definiuje „ochweśnika" jako przedstawiciela grupy zawodowej zajmującej się w powiecie konińskim handlem obrazami („ochwestami"), podając jako synonim skiciok. Ale zaraz potem stosuje ten sam termin do handlarzy skulskich i ślesińskich. Jeglińska uważa to za niespójność wewnętrzną: skoro definicja mówi o obrazach, to nazwa należy się tym, którzy obrazami handlowali — a byli to, jej zdaniem, wyłącznie mieszkańcy Skulska. O ślesinianach pisze wprost: „Inaczej przedstawiała się sytuacja ślesinian, którzy nigdy nie zajmowali się sprzedażą obrazów"²¹.
Pięć argumentów, które podaje.
1. Niespójność definicji. Termin zdefiniowany przez towar (obrazy) zostaje rozciągnięty na ludzi handlujących czym innym.
2. Faktografia zawodowa. Obrazy wytwarzali i sprzedawali skulszczanie (później także sprowadzane z większych miast oleodruki); interes ten podupadł po I wojnie i po zniesieniu granicy rosyjsko-pruskiej. Ślesin zajmował się skupem i wywozem żywca.
3. Świadectwo przezwisk. Mieszkańcy obu miasteczek odczuwali swoją odrębność, a okolica ujmowała ją w przydomkach: szopkarz to mieszkaniec Kleczewa (od wyrobu szopek), żurol — mieszkaniec Kazimierza Biskupiego, a w Skulsku „pierzak" oznacza ślesinianina²¹.
4. Wspólna kultura jest starsza od handlu. Obrzędowość doroczna, kuchnia, tańce, śpiewy, przesądy i lecznictwo ludowe są w Skulsku i Ślesinie podobne, bo oba miasteczka leżą na granicy etnograficznej Kujaw Borowych i Wielkopolski — ale te same rysy ma Kleczew i Sompolno, a ukształtowały się na długo przed handlem obrazami i gęśmi. Nazywanie ich „kulturą ochweśnicką" jest więc nadużyciem²¹.
5. Różny typ transakcji. Skulsk sprzedawał własny wyrób; Ślesin najpierw skupował, a dopiero potem sprzedawał. To dwie różne umiejętności i dwa różne zachowania w sytuacji handlowej — jedna nazwa zaciera realną różnicę.
Co proponuje w zamian. Dla ślesinian — własne słowo z ich własnego żargonu: „agaciarz", czyli handlarz gęśmi (od agata 'gęś'; ogólnopolsko: obraźnik i gęsiarz). Zamiast jednej „kultury ochweśnickiej" — dwie: „obraźnicka" („ochweśnicka") i „gęsiarska" („agaciarska"). A jeśli już szukać terminu wspólnego, to takiego, który odwołuje się do miejsca, nie do przedmiotu handlu: „kultura wędrownych kupców z okolic Skulska i Ślesina", a dla języka — „żargon wędrownych przekupniów ze Skulska i Ślesina"²¹.
⭐⭐⭐ Kontrargument, który leży w jej własnym tekście
Cały wniosek terminologiczny wisi na jednym zdaniu: że ślesinianie nigdy nie handlowali obrazami. Otóż kilka stron dalej Jeglińska cytuje w całości Dorywalskiego z 1914 r. — i cytat ten mówi coś dokładnie przeciwnego²¹:
„W zimie po skończeniu »gęsiarki« biedniejsza część ludności zajmuje się handlem wędrownym, roznosząc po całym kraju przedmioty codziennego użytku, galanterię chłopską, elementarze, obrazy świętych i książki do nabożeństwa; inni znowu skupują po okolicy kury i kaczki i przez komorę celną w Słupcy wywożą za granicę."
⚠️ Autorka przytacza to zdanie bez komentarza — nie zauważając, że przeczy ono jej własnej tezie. A przeczy wprost i w jedynym punkcie, który ma znaczenie: świadek z epoki, ten sam, na którego ona się powołuje w innych sprawach, zapisał w 1914 r., że biedniejsi ślesinianie roznosili po kraju obrazy świętych i książki do nabożeństwa. Czyli robili to samo, co ochweśnicy skulscy.
⇒ Stąd wniosek, który uważamy za rozstrzygający dla całego rozdziału: agaciarz i ochweśnik to była ta sama osoba w dwóch porach roku. Latem i jesienią pędził gęsi, zimą — gdy „gęsiarka" się kończyła — brał na plecy skrzynkę z obrazami i szedł w kraj. To nie były dwa fachy uprawiane przez dwa miasteczka, tylko jeden fach wędrowny z sezonowym cyklem towaru. Rozróżnienie, którego domaga się Jeglińska, jest rozróżnieniem między lipcem a styczniem w życiu tego samego człowieka.
⭐ Warto dodać, że spór ten wzmacnia rozdział, a nie osłabia. Terminologia „ochweśnicka" jest w tej okolicy tak zrośnięta z tożsamością — pomnik, jarmark, konkurs gwary, nazwa restauracji — że głos podważający ją od środka, wygłoszony przez badaczkę miejscową, ma wartość sam w sobie. Pokazuje, że nazwy tej nikt nigdy nie zbadał, tylko ją odziedziczono.
3.3. ⭐ Ślesińska specjalność: gęsi
Tu zaczyna się to, co w tej historii jest już wyłącznie ślesińskie.
W XIX wieku mieszkańcy miasteczka w coraz większym stopniu zajmowali się handlem. Osiem jarmarków rocznie połączonych było ze spędem bydła. I wtedy właśnie:
„Specjalnością Ślesina stała się w końcu XIX w. również hodowla gęsi, które sprzedawano w niedalekim zaborze pruskim."⁶
To zdanie tłumaczy wszystko. Ślesin leżał kilkanaście kilometrów od kordonu — a po drugiej stronie był rynek zamożniejszy i chłonny. Handel obwoźny dewocjonaliami i handel drobiem to w tych warunkach nie dwa różne zajęcia, lecz dwa towary tego samego wędrownego rzemiosła. Po odzyskaniu niepodległości nic się w tym nie zmieniło: w 1921 r. część mieszkańców „nadal trudniła się handlem, sprzedawano głównie trzodę chlewną i gęsi"⁶.
⭐⭐ A teraz dowód, że to nie było zajęcie doraźne — tylko gałąź fachu z własnym terminem technicznym. W słowniku kminy figuruje słowo:
agaćarka — handel gęśmi (od agata / jagata — gęś)⁷
Kmina miała osobne słowo na handel gęsiami. To znaczy, że handel drobiem i pierzem uprawiano wtedy, gdy język jeszcze żył — a więc w XIX wieku, równolegle z obrazami. Powojenna przemiana ochweśników w „pierzaków" i „gęsiarzy" ze Ślesina przestaje przez to być zwrotem: okazuje się przesunięciem ciężaru w obrębie tego samego rzemiosła wędrownego⁸.
⇒ I stąd bierze się przezwisko, które mieszkańcy Ślesina noszą do dziś: „gęsiarze".
⭐ Że oba zajęcia były jednym fachem, a nie dwoma, potwierdza literatura naukowa — i to powołując się wprost na źródło ślesińskie. Jolanta Wasilewska, opisując ochweśników, pisze: „sprzedawali różańce, szkaplerze, modlitewniki, elementarze, a także świeckie obrazy, przedmioty codziennego użytku, równocześnie ochweśnicy prowadzili skup pierza, drobiu (głównie gęsi) oraz bydła i trzody chlewnej" — a przypis odsyła do monografii Ślesina Dorywalskiego z 1914 roku¹⁸. Ta sama ręka niosła obraz święty i skupowała gęś.
⭐⭐ Skala: milion gęsi rocznie
Dopiero liczby pokazują, o jakim zjawisku tu mowa. Dorywalski, opisując miasteczko w 1914 r., podaje²¹:
„Sezon jego rozpoczyna się w połowie maja i trwa do połowy listopada. Na początku sezonu skup gęsi odbywa się w guberni kaliskiej […] przenosi się na gubernie sąsiednie. Wywóz gęsi do Prus odbywa się przez komory celne w Słupcy, Szczypiornie, Aleksandrowie i Grajewie. Przez sezon kupcy Ślesina wysyłają za granicę około miliona gęsi, przedstawiających wartość 1 500 000 rubli."
Milion sztuk rocznie za półtora miliona rubli — z miasteczka liczącego wtedy niespełna tysiąc siedemset mieszkańców. Żeby tę liczbę unaocznić, Paweł Pachulski zestawia ją z obrotem stołecznym: w tym samym czasie warszawska giełda towarowa sprzedawała rocznie około 3,5 miliona gęsi²³.
⇒ Ślesin obracał ilością rzędu jednej trzeciej rocznego obrotu warszawskiej giełdy. To nie był handel lokalny z odrobiną eksportu; to była gałąź handlu zagranicznego prowadzona przez kilkadziesiąt rodzin z jednego miasteczka.
⭐ Miarę społeczną podają informatorzy Jeglińskiej: „około jednej czwartej ludności miasteczka zajmowała się tzw. gęsiarką"²¹. Co czwarty ślesinianin żył z gęsi.
Zasięg skupu i trasy. Budziszewska wylicza obszary, po których jeździli skupujący: Poznańskie, Kielecczyzna, Krakowskie, okolice Suwałk, Wileńszczyzna, Podole i Wołyń. Dalej zaczynała się logistyka, która dziś wygląda nieprawdopodobnie²¹:
„Ponieważ linia kolejowa między Kutnem a Strzałkowem została przeprowadzona dopiero po pierwszej wojnie światowej, gęsi pieszo odbywały wędrówki od Kutna do Strzałkowa lub do Skalmierzyc koło Kalisza. Dalej wieziono je pociągiem przez Poznań i Zbąszyń do Niemiec, do Frankfurtu i Strasburga."
Stado szło pieszo przez pół Wielkopolski, a kończyło w Strasburgu.
⭐ Datą graniczną całego cyklu był 11 listopada — św. Marcin. Tego dnia bito gęś i wróżono z niej zimę; Kolberg zapisał tę wróżbę dla Kujaw szczegółowo: kość piersiowa biała zapowiadała zimę suchą i stałą, sinawa lub czerwona — słotną, biała u góry a czerwona od spodu — pierwszą połowę zimy suchą, drugą słotną, a „w cętki" — zimę burzliwą i śnieżną²⁴.
⭐⭐⭐ Liczba, która pokazuje, że mężczyzn nie było w domu
Jest jeden ślad, który z tego wędrownego trybu życia zrobił rzecz mierzalną. Przewodnik po Guberni Kaliskiej podaje dla roku 1912 rozbicie mieszkańców osady Ślesin według płci¹⁹:
Ślesin: 724 mężczyzn, 946 kobiet, razem 1670 osób.
Na stu mężczyzn przypada tu sto trzydzieści kobiet. Nadwyżka dwustu dwudziestu dwóch kobiet w miasteczku liczącym niespełna tysiąc siedemset osób nie jest błędem statystycznym — bo w sąsiednim Skulsku, liczącym tyle samo mieszkańców, proporcja jest niemal wyrównana: 752 mężczyzn na 811 kobiet¹⁹.
⇒ Najprostsze wytłumaczenie jest ślesińskie: spis zastał w domu głównie kobiety, bo mężczyźni byli w drodze. Gęsiarka trwała od maja do listopada i prowadzono ją po sąsiednich guberniach; handel wędrowny zimą oznaczał, że „na umówiony czas obierali sobie punkt zborny", a „na wiosnę powracali do domu"¹⁸. Do tego dochodzi przedwojenna emigracja zarobkowa.
⚠️ To jest poszlaka, nie dowód — spisu ludności nie da się przesłuchać o powody. Ale jest to jedyny twardy, liczbowy ślad ślesińskiego wędrownictwa, jaki udało się nam znaleźć, i wart osobnego zdania. Wszystko, co dotąd wiedzieliśmy o ochweśnikach i gęsiarzach, pochodziło z opisów; to pochodzi z tabeli.
3.3a. ⭐⭐⭐ Gęsiarka od środka — jak to robiono
Wszystko powyższe to opis z zewnątrz: liczby, trasy, komory celne. Jest jednak jeden tekst, który opisuje ten fach od wewnątrz — i to z przekazu rodzinnego. W 2012 r. ogłosił go Paweł Pachulski, wnuk ślesińskiego gęsiarza, opierając się na tym, co zapamiętał od dziadka²³. Dzięki niemu mamy nie tylko technologię, ale i żywe słownictwo kminy przypisane do konkretnych czynności — czego nie daje żaden słownik.
Zasada pierwsza: kupcy ślesińscy handlowali nie w Ślesinie, tylko poza nim. Miasteczko było bazą i miejscem rozliczeń, nie rynkiem. Towar kupowano w obcych powiatach i sprzedawano za granicą.
Spółki. Od ostatnich dziesięcioleci XIX w. ślesińscy kupcy — nazywani szlirowcami — łączyli kapitał i zawiązywali spółki zwane party. Właściciele party zatrudniali poganiaczy: robotników wyspecjalizowanych w pracy przy gęsiach, czyli przy jagatach²³.
Ekwipunek wyprawy — i tu kmina wchodzi w każdy przedmiot²³:
| W kminie | Co to znaczy |
|---|---|
| połoki | wozy kryte plandekami na pałąkach — magazyn i miejsce do spania |
| trojana | zapas paszy i żywności na całą wyprawę |
| sumer | chleb |
| wielbno | mleko |
| stypury | słonina |
| pyntowy | suszona kiełbasa |
| kuntor z kirom | butelka wódki |
Bichur. Najbardziej charakterystyczne narzędzie fachu: drewniana laska poganiacza z żelaznym prętem wygiętym w literę S, zakończonym metalową kulką. Zakładało się ją gęsi wokół szyi, żeby wyjąć ze stada sztukę zmęczoną, chorą albo kulejącą — takie przekładano potem na wozy²³.
Przemarsz. Główne stado mogło liczyć kilka tysięcy sztuk i pokonywało kilkanaście kilometrów dziennie. Unikano głównych dróg i osiedli. Postoje wybierano przy mikry dyli (stawach) albo knowany dyli (strumieniach). Wieczorem, przy ognisku, właściciel party wyjmował kuntor z kirom; jeśli któraś gęś złamała po drodze nogę, pieczono ją w glinie²³.
Cykl roczny. Skup zaczynał się zaraz po okresie lęgowym, około połowy czerwca; sprzedaż musiała się zakończyć do 11 listopada. Po przypędzeniu do Ślesina gęsi zostawały na okolicznych łąkach jeszcze przez kolejne miesiące. Gotowe do sprzedaży bywały pod koniec października — wtedy miały największą wagę i „odpowiednią ilość tak cennego i bardzo poszukiwanego tłuszczu"; potem ruszały już tylko mniejsze stada, po kilkaset sztuk²³.
Skubanie. Co mniej więcej siedem tygodni odbywały się jorafki — skubanki. Zajmowały się tym kielby (kobiety), trzymając gęś między kolanami i wyskubując pióra z brzucha, szyi i piersi. Część pierza zostawała na użytek własny albo w rozliczeniu za pracę, reszta szła na sprzedaż. Pierze z łaniatych jagatów, czyli gęsi polskich, było szczególnie cenione — dzięki niewielkiej wilgotności i chłodnemu klimatowi ma, jak pisze autor, „wyjątkową gęstość i sprężystość"²³.
⭐ Zima. Gdy stada odeszły, zaczynał się drugi sezon — domowy. Kobiety spotykały się, żeby jorać pirne (drzeć pierze); przy tej pracy szły opowieści, plotki i tryniawy, czyli zabawy taneczne wraz z tym, co przy tańcach bywa. Gospodyni podawała wino, nierzadko zapraszała grajka. Mężczyźni grali w karty — „w szczególności w preferansa", bardzo popularnego w pierwszym trzydziestoleciu XX wieku. A wszystko to miało swój cel praktyczny: żadna szanująca się ślesińska karyga (panna) nie mogła się ominiaczyć (wyjść za mąż) bez puchowej wyprawy²³.
⭐⭐⭐ Siwrani — zwiadowcy, którzy psuli cenę
Najciekawszy element tej organizacji to instytucja siwranych — i jest to, o ile wiadomo, jedyny opisany przykład zorganizowanego wywiadu handlowego w tej okolicy²³.
Kilka dni przed taborem ruszało z Ślesina dwóch ludzi, zwanych umyślnymi albo siwranymi. Oficjalnie jechali uprzedzić klientów o nadejściu kupców. W rzeczywistości mieli zbadać, ile gęsi jest w okolicy i jakiej jakości — a przy okazji zbić cenę, zanim przyjdą właściwi kupujący.
Objeżdżali folwarki podając się za kupców i systematycznie wybrzydzali. Gęsi były u nich mikre (małe), treglowe (kulawe), pirne nie za pose (słabo opierzone), a nawet schalałe — rzekomo chore. Przy takiej ocenie proponowali ceny o połowę niższe od godziwych i odjeżdżali. Gdy po kilku dniach przyjeżdżał tabor z prawdziwymi kupcami, sprzedawcy — jak pisze autor — „byli wręcz szczęśliwi, że mogą sprzedać gęsi za trochę lepszą cenę"²³.
⭐ Strój siwranego opisany jest w całości w kminie — i ten jeden akapit mówi o tym języku więcej niż niejeden słownik²³:
belachny hert z krawatkom — biała koszula z krawatem · laniata — marynarka · stygi wzute w opuchy glansowane — spodnie wpuszczone w buty z wysokimi cholewami · na głowie konioła (modna czapka) albo dyńczach (kapelusz)
Ubierali się więc jak ludzie majętni, bo mieli uchodzić za kupców z miasta. A że rozmawiali między sobą kminą, „niejednokrotnie uważani byli za obcokrajowców"²³.
⭐⭐⭐ Zdanie, które padło przy transakcji
Z tego samego przekazu pochodzi drugi po Dorywalskim zapis żywej kminy w sytuacji handlowej — i w przeciwieństwie do tamtego jest to dialog, z odbiorem przez osobę postronną²³.
Sytuacja: kupcy oglądają stado w folwarku. Starszy mówi do młodszego:
„Zlipuj no skiciu, lugomy bite jagaty, wsiackie styklajom klawe"
Tłumaczenie: „No zobacz, chłopcze, bierzemy te gęsi, bo wszystkie są ładne."
Właścicielka folwarku, nie rozumiejąc ani słowa, wyłapuje z tego coś na kształt polszczyzny — i odpowiada w popłochu: „Nie, panowie, nie kulawe. Tylko wczoraj je trochę pies pogonił." Po czym sama obniża cenę. Stado, opulone za mikre chopki (kupione za nieduże pieniądze), opuszcza folwark²³.
⭐ To jest kmina pokazana przy pracy — nie jako ciekawostka słownikowa, lecz jako narzędzie, które w ciągu jednej wymiany zdań przyniosło kupcom zysk. Rozłóżmy je na części:
| Wyraz | Znaczenie |
|---|---|
| zlipuj | zobacz, popatrz |
| skicia | chłopiec, młodszy towarzysz (por. skiciok) |
| lugać | brać, kupować |
| bite | te |
| jagaty | gęsi |
| wsiackie | wszystkie |
| styklać | być, wyglądać |
| klawe | ładne, dobre |
| opulić | kupić |
| chopki | pieniądze |
| mikre | małe, niewielkie |
⇒ Dziewięć wyrazów w jednym zdaniu, z czego ani jeden nie jest zrozumiały dla postronnego — a zdanie mimo to brzmi z polska i nie budzi podejrzeń, że mówi się umyślnie niezrozumiale. O to właśnie w tym języku chodziło.
3.3b. ⭐⭐ Mit o podkuwaniu gęsi — i jak go obalono
Jeśli o Ślesinie wie się poza powiatem jedną rzecz, to zwykle tę: że pędzone stąd gęsi „podkuwano". Opowieść jest zawsze ta sama — ptaki przepędzano przez rozgrzany lepik albo smołę, a potem przez drobny piasek (w innej wersji: przez pierze), żeby na łapkach powstała twarda podeszwa chroniąca przed otarciami w czasie długiego marszu.
Wersję tę drukuje m.in. Księga rozmaitości wielkopolskich z 2006 r.²⁵, a w 2012 r. powtórzył ją przewodnik koniński²²:
„Szykując ptaki do długich, zyskownych przemarszów na ziemie zaboru pruskiego, »podkuwano« je. »Podkuwanie« gęsi polegało na tym, że ptaki przeganiano przez kałuże roztopionej smoły i pierze."
⭐⭐ A teraz świadectwo z wnętrza fachu. Paweł Pachulski, opisawszy tę samą procedurę, ucina rzecz jednym zdaniem²³:
„Ale naprawdę gęsi nigdy nie podkuwano. To tylko mit, legenda."
Jego uzasadnienie jest techniczne i przekonujące. Po pierwsze, smoła oblepiająca nóżkę uniemożliwiłaby zwijanie palców śródstopia przy unoszeniu nogi — a bez tego ruchu ptak po prostu nie idzie. Po drugie, każde przyklejone ziarnko piasku „uwierałoby i raniło gęsią stopę niczym kamyk w bucie". Zabieg, który miał chronić przed otarciami, byłby więc najpewniejszym sposobem okulawienia całego stada²³.
⭐ Skąd zatem mit? Autor stawia hipotezę, która pasuje do wszystkiego, co o tym fachu wiadomo: mógł to być sposób walki z konkurencją. Kto rozpuszczał wieść o cudownym zabiegu, ten albo odstraszał naśladowców kosztami, albo zwyczajnie zmyślał — a dziaknąć kit, czyli okłamać, wprowadzić w błąd, „to również nieodłączny element handlu w tamtych czasach"²³.
⇒ Zapisujemy więc podkuwanie gęsi jako legendę zawodową, a nie technikę. Jest ona przy tym legendą pouczającą: opowiada nie o tym, jak pędzono gęsi, tylko o tym, jak ten fach sam o sobie opowiadał.
3.3c. ⭐⭐⭐ Przydomki czternastu rodów kupieckich
Jest w ślesińskim handlu zjawisko, które wygląda jak przeniesienie obyczaju szlacheckiego do miasteczkowego mieszczaństwa — i jest zarazem gotowym kluczem dla genealoga²³.
„W dziewiętnastowiecznym Ślesinie przedstawiciele najstarszych rodów, zajmujący się handlem, posiadali bardzo wysoką pozycję społeczną. Dla podkreślenia tej pozycji do nazwisk rodowych dodawano przydomki. Przywilej posiadania przydomków, przekazywany w pokoleniach tylko w linii męskiej, był zarezerwowany jedynie dla tych ślesińskich rodów, które w tym czasie zajmowały się wyłącznie handlem."
Trzy rzeczy w tym zdaniu są istotne. Przydomek był dziedziczny, przechodził wyłącznie po mieczu, i nie należał się każdemu — tylko rodom żyjącym z handlu i z niczego więcej. Stąd bierze się miejscowy podział społeczny na „swoich" i „ogony", czyli obcych, nowo osiadłych przybyszów²³.
Czternaście rodów i ich przydomki (wykaz za Budziszewską, przytoczony przez Pachulskiego)²³:
| Nazwisko | Przydomek (przydomki) |
|---|---|
| Pachulski | Pikun |
| Muzykiewicz | Łapka, Kucyk, Macher |
| Dorywalski | Kita, Golec |
| Ściński | Dychol, Siwy |
| Ślesiński | Buzoi, Gucia |
| Kopański | Kozok |
| Wiśniewski | Mechu |
| Olkiewicz | Duda |
| Wagner | Bogol |
| Goiński | Gojor |
| Szmidt | Czorny |
| Multański | Guldon, Hajek |
| Stawicki | Dryzda |
| Lewandowski | Korowro, Budynek |
⭐ Dlaczego to jest ważne dla szukających przodków. W miasteczku, w którym żyje kilkanaście rodzin Muzykiewiczów i kilkanaście Lewandowskich, przydomek jest jedynym praktycznym sposobem odróżnienia gałęzi — a skoro przechodził w linii męskiej, wyznacza gałąź dokładnie tak, jak wyznacza ją nazwisko. Jeśli w księgach metrykalnych, w księgach ludności albo w ogłoszeniach prasowych pojawia się przy nazwisku przezwisko, nie jest to kaprys pisarza, tylko element identyfikacji rodowej. Ślesińskie rody kupieckie rozgałęzione są tu widoczne gołym okiem: trzy gałęzie Muzykiewiczów, po dwie Dorywalskich, Ścińskich, Ślesińskich, Multańskich i Lewandowskich.
⇒ Zob. rozdział 8 („Genealogia ziemi ślesińskiej"), gdzie ten wykaz jest punktem wyjścia do rozplątywania rodzin kupieckich.
3.4. Kmina: język zrobiony po to, żeby klient nie zrozumiał ceny
Hermetyczne środowisko wędrownych handlarzy, długo obcujących z rozmaitymi narodami, wytworzyło własny żargon zawodowy — po to, by porozumiewać się między sobą w obecności klienta w sposób dla niego niezrozumiały. Sama nazwa pochodzi z jego wnętrza: kminić znaczy 'mówić', kmina — 'mowa'⁹.
Rdzeniem całej gwary jest słowo ochwest 'święty obraz' — stąd ochweśnik. Głębszym źródłem jest zapewne argot rosyjskich wędrownych przekupniów zwanych ofenami, u których ochwest znaczyło właśnie tyle⁹.
Żargon powstał w pierwszej połowie XIX wieku na bazie rodzimej polszczyzny, wzbogaconej słowami przejętymi z innych żargonów: polskiego złodziejskiego, zawodowego ruskiego i częściowo czeskiego. Przez nie trafiły do niego — często zniekształcone — wyrazy albańskie, bułgarskie, cygańskie, greckie, hebrajskie, litewskie, łacińskie, niemieckie, rosyjskie, ukraińskie, białoruskie, tureckie i jidysz, a nawet pojedyncze włoskie i francuskie¹⁰.
⭐⭐ Ile czego jest w kminie — druga, dokładniejsza kwantyfikacja
Powyższe wyliczenie jest jakościowe: mówi, co w kminie jest, ale nie ile. Taki rachunek przeprowadziła dopiero Joanna Walczyk w pracy magisterskiej opartej na własnych badaniach terenowych w Ślesinie; wyniki przytacza Jeglińska²¹:
| Pochodzenie | Udział |
|---|---|
| socjolekty polskie (żargon złodziejski, głównie lubelski; gwara warszawska) | 29,5 % |
| geneza wschodniosłowiańska (rosyjski, ukraiński, żargon ofeni, lebijski, lubecki) | 26,5 % |
| pochodzenie nieustalone | 8 % |
| gwary polszczyzny (m.in. okolic Ślesina) | 4 % |
| niemiecki | 2,5 % |
| jidysz | 2 % |
| łacina | 1 % |
| czeski | 0,5 % |
⭐ Dwie liczby rzucają się w oczy. Po pierwsze, żargon złodziejski i żargony wschodnie razem dają ponad połowę słownictwa — kmina nie była więc tworem ex nihilo, tylko przede wszystkim kompilacją cudzych języków tajnych. Po drugie, wkład miejscowej gwary jest znikomy (4 %): ludzie, którzy nią mówili, w codziennym życiu mówili gwarą ślesińską, ale do fachu brali słowa z zewnątrz — właśnie dlatego, że miejscowe byłyby zrozumiałe.
Jak to tłumaczy Jeglińska. Niemieckiego i jidysz kupcy mogli się nauczyć na miejscu — Ślesin był miasteczkiem trzech wyznań; łaciny — z kościoła; czeszczyzna weszła przez polski żargon złodziejski, bo kontaktów z Czechami żaden informator nie potwierdza. Reszta, ta największa część wschodnia, odpowiada kierunkowi handlu na Kresy Wschodnie²¹.
⚠️ Zestawmy to z rachunkiem, który mamy dotąd — ogólnym „około 70 % z żargonu złodziejskiego" za Budziszewską. Obie liczby nie są sprzeczne, jeśli przez „żargon złodziejski" rozumieć łącznie socjolekty polskie i wschodnie (u Walczyk 56 %) wraz z tym, co nieustalone. Ale Walczyk rozdziela to, co u Budziszewskiej było zlepione — i dopiero u niej widać, że udział wschodni jest niemal równy polskiemu.
⭐⭐ Najcenniejszy zapis żywej kminy, jaki mamy, pochodzi ze ŚLESINA. Zanotował go Dorywalski — ten sam, który w 1914 r. ogłosił pierwszą monografię miasteczka:
„Skićuyna, manusa i mancy ńe śivro biteras, čy psyiardoli. Psulili manusovi, że vyiardoliu posy kumat du Šuanuf. Psulili mankimu, że vyiardoliu aż na uarnóšnym Dylke. Bitam zakuovali (…)"
Tłumaczenie: „Koleżko, mój ojciec wyjechał i ja nie wiem teraz, czy przyjedzie. Mówili mi, że wyjechał daleko do Rosji. Mówili mi, że wyjechał aż nad Morze Czarne. Tam zarabiali (…)"¹¹
⚠️ Zapis jest fonetyczny i uproszczony — kmina nigdy nie była językiem pisanym, tylko słyszanym, więc ten sam wyraz różni notujący oddawali różnie. Już Stanisław Górka odnotował w 1901 r. ze zdziwieniem pogłoskę, że „istnieje podobno nawet obraźnickie specjalne pismo, ale do niego trudno dotrzeć" — do żadnego takiego pisma nikt nigdy nie dotarł¹².
⭐⭐ Jest jeszcze drugi tekst z tego samego zbioru — i jest to itinerarium ślesińskiego handlarza, podane jego własnymi ustami¹⁸:
„…Suavuta, f kelcu Žytumižu, f kelcu Pouonnem, f kelcu Šyputufka, f kelcu Proskuruf, f kelcu Žvagel, f kelcu f Kovlu, f kelcu v Rožyšču…"
Tłumaczenie: „Poszedłem na handel. Tam handlowałem dużo w Rosji, w mieście Sławuta, w mieście Żytomierz, w mieście Połonnem, w mieście Szepetówka, w mieście Proskurów, w mieście Zwiahel, w mieście Kowlu, w mieście Rożyszczu…"
Osiem miast Wołynia i Podola wymienionych jednym tchem, a pierwszy tekst dokłada do nich Morze Czarne. Zasięg wypraw przestaje być ogólnikiem — to konkretna trasa: Kowel i Rożyszcze na Wołyniu, potem Sławuta, Zwiahel (Nowogród Wołyński), Połonne, Szepetówka, Żytomierz, Proskurów już ku Podolu.
⭐ Jak to było zorganizowane. Nie byli to luźni wędrowcy. „Na umówiony czas obierali sobie punkt zborny np. w Białymstoku, gdzie schodzili się, rozrachowywali z głównym przedsiębiorcą, znowu napełniali swoje skrzynki, znowu rozchodzili się — i tak przez całą zimę. Na wiosnę powracali do domu"¹⁸. Za wędrówką stała więc struktura hurtowa: dostawca towaru, punkt zborny, rozliczenie, nowy załadunek.
⚠️ I rzecz, o której warto powiedzieć, bo należy do prawdy o tym fachu. Przed pierwszą wojną ochweśnicy dołożyli do towaru tak zwaną „medycynę": „leki przemycali przez granicę z Niemiec i sprzedawali zawsze we dwóch, ponieważ jeden udawał lekarza, a drugi aptekarza. Zdarzało się, że zamiast lekarstwa sprzedawali zabarwioną wodę lub inne podrobione preparaty"¹⁸. Zdarzało się też — pisze ta sama autorka — że chodząc do unitów, „udawali księży katolickich i nawet udzielali sakramentów"¹⁸. Handel obwoźny bywał oszustwem i nie ma powodu tego przemilczać.
⭐ Jak to wyglądało od strony rzemiosła. Do tego obrazu Jeglińska dołożyła w 2012 r. materiał z wywiadów ze ślesińskimi informatorami — rzeczy, których u Budziszewskiej nie ma i których nie dałoby się wymyślić²¹:
- handlarze „medycyną" wyjątkowo dbali o schludny wygląd — bez tego nikt nie uwierzyłby w lekarza ani w aptekarza;
- wędrowali co najmniej we dwóch, ze względów bezpieczeństwa, a nie tylko dla podziału ról;
- nie wozili ze sobą całego zestawu leków, lecz zamawiali przesyłki na adres poczty w umówionym miasteczku, które było ich „bazą wypadową" — czyli mieli logistykę, a nie kram na plecach;
- w samej sprzedaży „sporo było sztuki aktorskiej, bowiem ten sam »lek« służył na kaszel i problemy jelitowe; był podawany jako środek antykoncepcyjny lub przeciwnie — umożliwiający poczęcie potomstwa";
- sprzedaż nie była jednorazowa — do określonych wiosek wracano, więc budowano zaufanie odbiorców.
Ten ostatni punkt jest ważny i trochę koryguje obraz naciągacza. Kto wraca w to samo miejsce co roku, nie może sprzedawać wyłącznie zabarwionej wody — zostałby tam przy drugiej wizycie rozpoznany. Handel obwoźny mieścił w sobie i oszustwo, i długoletnią relację handlową; jedno nie wyklucza drugiego.
⚠️ Uwaga o pisowni: najczęściej wymieniany specyfik — krople ziołowe zwane ekspelerem — występuje u Budziszewskiej jako „epingfong", a w innych przekazach w formach zbliżonych. To normalne przy języku wyłącznie mówionym²¹.
⭐ Obrona dobrego imienia. Jeglińska notuje na koniec rzecz, którą warto powtórzyć. Słyszała, jak mowę kupców ze Skulska i Ślesina nazywa się „żargonem złodziejskim" — i ostrzega przed utożsamianiem tych ludzi ze światem przestępczym. Właściwy powód tajności podaje za Joanną Walczyk: „dla tych handlarzy równie ważnym powodem do tego, aby strzec tajności języka była chęć utrzymania wykonywanego zawodu w sekrecie […] każde rzemiosło dąży do zapewnienia tajemnicy swoim arkanom techniki"²¹.
⇒ Kmina nie była językiem przestępców, tylko tajemnicą cechową — taką samą, jaką każdy rzemieślnik osłaniał swój warsztat. Że przy okazji nadawała się do oszukiwania klienta, to inna sprawa; nadaje się do tego każde narzędzie handlu.
⚠️ Wynik negatywny, dla porządku. Oskar Kolberg, który w tomie Kaliskie z 1890 r. wielokrotnie notuje materiał „około Kleczewa, Ślesina", o kminie ani o ochweśnikach nie pisze ani słowa²⁰. Gwarowe zapisy ślesińskie u Kolberga dotyczą zwykłej mowy ludowej (np. „o-o-nacz się" — 'weź inne suknie, bielsze'), nie żargonu handlarzy. Największy polski etnograf XIX wieku przeszedł obok tego zjawiska, nie zauważywszy go.
3.5. Słowniczek kminy (wybór)
⚠️ Skąd te słowa. Poniższy wybór pochodzi ze słowniczka spisanego przez Stanisława Górkę (1901) oraz z monografii językowej Wandy Budziszewskiej Żargon ochweśnicki (Łódź 1957) — jedynego naukowego opracowania tej gwary. Wybór i pogrupowanie tematyczne są nasze; pełne słowniki liczą po kilkaset haseł¹³.
| Po polsku | W kminie | Po polsku | W kminie | |
|---|---|---|---|---|
| obraz | ochwest | mówić | kminić | |
| obraźnik | ochweśnik | pieniądze | fołekta / folekta | |
| Bóg | Deus | pić | kirzyć | |
| Matka Boska | Deusznica | wódka | kira | |
| ksiądz | wasiela | chleb | sumer | |
| książka | wasielka | jeść | troić | |
| łyżka | wiesło | spać | kimać | |
| chłop | łoch | umarły | schalony | |
| pan | gabrych | Żyd | gudłaj, kożor | |
| kobieta | skraba | Niemiec | kormel | |
| dziewczyna | karyga | Rosjanin, strażnik | szuł | |
| karczmarz | kapelnik | złodziej | andrus | |
| miasto | kiele | wieś | hora | |
| droga | straga | dom, chałupa | chaza | |
| koń | hołot | pisać | grypsać | |
| kolej żelazna | jazdołka | zegarek | cykowa |
Świat handlarza w kilkunastu słowach. rafka — pudło na obrazy · szafir — papier, szafirek — rubel · przepalić — sprzedać · płatosić, wybulić — płacić · hopki — grosze · rusin — złotówka · kłowić — robić, kłowianka — robota · złok — jarmark · ⭐ bujofka — waga (od „bujania", czyli oszukiwania — trudno o zwięźlejszy komentarz do etyki straganu).
Zagrożenie: lamor — policjant · lamornia — posterunek policji · szuł — strażnik · zrywać — uciekać · zajugać — ukraść. ⇒ Osobne słowo na sam posterunek mówi o tym fachu więcej niż niejeden opis.
Zwierzęta i handel: skieł — pies · cyga — koza · kierkut — świnia · drapicha — kura · głuszka — kaczka · ⭐ jagata / agata — gęś, agaćarka — handel gęśmi · bernardyn — indyk · psułownik — rybak · wielbno — mleko, wielbrzycha — krowa.
Świat i droga: ⭐ Łaniata — Polska · ⭐ Wataśja — Warszawa · kiele — miasto · hora — wieś · gawór — dwór · łoks — las · dylka — woda · kurton — łódka · straga — droga.
Poza pracą: ⭐ tryńać — tańczyć, tryńanka — zabawa. Kmina to słownik pracy: towar, pieniądz, sacrum, policja, droga. Hasła spoza tej sfery są w niej rzadkie — a tu mamy dwa, i to na taniec. Ochweśnicy nie tylko handlowali w drodze; bawili się w niej też, i mieli na to własne słowo.
⭐ Liczebniki mają regułę. Podstawą jest dziakonos 'dziesięć', a dziesiątki tworzy się przez proste przedrostkowanie liczebnikiem jedności: dwinadziakonos = 20, pinteradziakonos = 50, dziewiędradziakonos = 90; jedności dokleja się z tyłu (dwinadziakonos pintera = 25). Setka wyłamuje się z porządku i zdradza pochodzenie: sotni to po prostu rosyjskie сотня¹⁴.
⇒ To nie był zlepek przypadkowych słów na postrach klienta, tylko działający system — ktoś, kto nim mówił, mógł podać każdą cenę tak, żeby kupujący nie zrozumiał ani grosza.
⭐⭐ Słownictwo gęsiarki — hasła, których nie ma w dawnych słownikach
Słowniki Górki (1901) i Budziszewskiej (1957) spisywano od strony obrazów. Tymczasem druga gałąź fachu — gęsiarka — miała własną, bogatą terminologię, której te słowniki prawie nie notują. Poniższe hasła pochodzą z relacji rodzinnej Pawła Pachulskiego i w większości są nowe wobec obu dawnych zbiorów²³.
⚠️ Pisownia. Autor podaje te słowa w uproszczonym zapisie fonetycznym i określa je jako „określenia w żargonie wędrownych kupców z okolic Skulska i Ślesina". Kmina nigdy nie była językiem pisanym, więc form tych nie należy traktować jak ortografii.
Ludzie fachu: szlirowcy — kupcy łączący kapitał · ślirowiec — handlarz gęśmi (forma z opisu miejskiej rzeźby) · siwrani / siwrane — kupcy-zwiadowcy, „umyślni" · kielby — kobiety skubiące gęsi · skicia — chłopiec, młodszy towarzysz · karyga — panna.
Organizacja i droga: party — spółki handlowe · połoki — kryte wozy · trojana — zapas żywności · knajać w strage / knajać w rosę — iść w drogę (rosa jest tu odpowiednikiem podhalańskiego redyku) · mikry dyli — stawy · knowany dyli — strumienie.
Jedzenie i picie w drodze: sumer — chleb · wielbno — mleko · stypury — słonina · pyntowy — suszona kiełbasa · kuntor z kirom — butelka wódki.
Towar i ocena towaru: jagaty / agaty — gęsi · łaniate jagaty — gęsi polskie · mikre — małe · treglowe — kulawe · pirne nie za pose — słabo opierzone · schalałe — chore · bichur — laska poganiacza z hakiem w kształcie litery S.
Transakcja: lugać — brać, kupować · opulić — kupić · chopki — pieniądze · styklać — być, wyglądać · klawe — ładne, dobre · zlipuj — zobacz · bite — te · wsiackie — wszystkie · ⭐ dziaknąć kit — okłamać, wprowadzić w błąd.
Praca i zabawa w domu: jorafki — skubanki · jorać pirne — drzeć pierze · tryniawy — zabawy taneczne · ominiaczyć się — wyjść za mąż · meziacha — handel lekami, „medycyna".
Słowniczek z przewodnika konińskiego (2012)
Osiemnaście haseł ogłoszonych w ramce popularnego przewodnika po Koninie i okolicach — z zapisem, w którym redakcja użyła v zamiast w. Wartość tej listy polega nie na nowości (większość haseł znają dawne słowniki), lecz na tym, że pokazuje, które słowa uchodziły w 2012 r. za wizytówkę kminy²²:
AGATA — gęś · BOKSUFKA — bułka · CYKOVA — zegar · DRAPIHA — kura · DYNKA — chmura · GANC — papieros · GRYPSAĆ — pisać · KIĆ — więzienie · KAPELA — karczma · KOPSANA — bójka, wojna · LAMOR — policjant, urzędnik · LURA — kawa · PENTOVA — kiełbasa · POMPA — deszcz · SKOPOK — zając · SKRABA — żona, kobieta · TORFA — kaszanka · VATAHA — Warszawa.
⭐ Dziewięć z nich jest nowych wobec naszego wyboru: boksufka, dynka, ganc, kić, kopsana, lura, pompa, skopok i torfa. Reszta powtarza hasła znane od Górki i Budziszewskiej, czasem w innym brzmieniu (drapicha / drapiha, cykowa / cykova, Wataśja / Vataha).
3.6. Po wojnie: „pierzaki"
Zmiany polityczne i gospodarcze po II wojnie światowej zakończyły klasyczne ochweśnictwo, ale odziedziczony „zmysł handlowy" nie pozwolił mieszkańcom zapomnieć o profesji ojców i dziadów. W latach sześćdziesiątych XX wieku nowi ochweśnicy ruszyli znów w kraj — tym razem po stary produkt: pierze. Jako agenci gminnych spółdzielni handlowali nim na wielką skalę, przez co sąsiedzi nazywali ich „pierzakami" (a mieszkańców Ślesina do dziś — „gęsiarzami")⁸.
⭐ I to właśnie wśród ślesińskich „pierzaków" najlepiej zachowała się kmina. Choć wiele słów uległo zapomnieniu, część można jeszcze usłyszeć — z rzadka — w sklepie, na ulicy, w restauracji, zwłaszcza z ust starszych (ale i młodszych) mężczyzn. Wielu z nich prowadzi własne zapiski i słowniki, żeby ocalić resztki tego słownictwa¹⁵.
W ten sposób najbardziej „skulska" ze skulskich osobliwości przetrwała — przeniesiona kilka kilometrów dalej, do Ślesina, gdzie żywa duma z odrębnej tradycji strzeże dziś tego, co w samym Skulsku i w Częstochowie już niemal zaginęło¹⁶.
⭐ Skąd się wzięło słowo „pierzak"
Jeglińska uściśla, kto ukuł to przezwisko: „pierzak" jest terminem nowszym, od czasów II wojny, i znanym w Skulsku jako określenie ślesinianina²¹. Nie jest to więc nazwa własna ani określenie ogólnopolskie, tylko przezwisko sąsiedzkie z drugiej strony — nadane przez tych, od których Ślesin ten fach ponoć przejął.
⭐ Należy przy tym do całej serii, którą miasteczka tej okolicy obdzielały się wzajemnie²¹:
| Przezwisko | Kogo oznacza | Skąd |
|---|---|---|
| pierzak | mieszkaniec Ślesina | od handlu pierzem |
| szopkarz | mieszkaniec Kleczewa | od wyrobu szopek bożonarodzeniowych |
| żurol | mieszkaniec Kazimierza Biskupiego | od żuru — synonim biedaka |
⇒ Te trzy słowa to mapa lokalnych specjalności zapisana w docinkach. Każde z nich bierze się z tego, z czego dane miasteczko żyło albo z czego było ubogie; i każde jest dowodem, że sąsiedzi doskonale wiedzieli, kto się czym zajmuje. Jeglińska przywołuje je zresztą jako argument w sporze o nazwę (zob. 3.2b): skoro okolica rozróżniała pierzaka od obraźnika, to i badacz powinien.
⚠️⚠️ Jak kmina umarła: zakaz w szkole
Najczęściej powtarzane wyjaśnienie zaniku kminy jest ogólnikowe — „zmiany polityczne i gospodarcze". Tymczasem przewodnik z 2012 r. zapisał świadectwo starszych mieszkańców, które podaje konkretny mechanizm i konkretną datę²²:
„Jak wspominają starsi mieszkańcy Ślesina, jeszcze w pierwszych latach po II wojnie światowej, kiedy jako dzieci zaczynali naukę w szkole, w sposób naturalny używali wyrażeń ochweśnickich. Sprawiało to ogromny problem nauczycielom. Ostatecznie [doszło do] zakazu używania kminy w szkole, a [uczniowie], którzy wyłamywali się z zakazu, byli w różny sposób karani."
⭐ To jest datowanie zaniku na lata czterdzieste i pięćdziesiąte XX w. — i wskazanie sprawcy. Nie rynek zabił kminę, tylko szkoła. Dzieci ślesińskich kupców przychodziły do pierwszej klasy mówiąc mieszaniną polszczyzny i żargonu ojców; nauczyciele, zapewne nietutejsi, uznali to za wadę mowy do wykorzenienia — i wykorzenili. Pokolenie, które karano za kminę w ławce, nie przekazało jej własnym dzieciom.
⇒ Warto zestawić to z liczbą, jaką za Pachulskim przytaczają ci sami autorzy: na przełomie XIX i XX wieku „tylko w Ślesinie i Skulsku kminą ohfeśnicką biegle posługiwało się około 1000 osób"²². Tysiąc mówiących wtedy — około ośmiu dziś. Dwa pokolenia szkoły wystarczyły.
3.7. Dziś: pomnik, jarmark i konkurs gwary
Pamięć o ochweśnikach jest w Ślesinie świadomie pielęgnowana — i to odróżnia miasteczko od wszystkich sąsiadów.
- ⭐ Stanął tu Pomnik Ochweśnika, upamiętniający dziewiętnastowiecznych handlarzy dewocjonaliami.
- Co roku odbywa się Jarmark Ochweśnicki — z festiwalem dań regionalnych „kuchni ochweśnickiej", prezentacjami historii miasta i konkursem gwary ochweśnickiej dla dzieci i młodzieży szkolnej. Edycja trzynasta przypadła na 28 września 2025 r.
- Jak mówi burmistrz Ślesina: „kultywujemy tradycję związaną z gwarą ochweśnicką; niektórzy mówią tak biegle, że nic byśmy nie zrozumieli"¹⁷.
⚠️ Ale trzeba powiedzieć i to. Czynnych „mówców" jest już tylko garstka — szacuje się, że kminą włada dziś w Ślesinie około ośmiu osób¹⁷. Tym cenniejsza jest każda praca nad jej spisaniem, i tym pilniejsza.
⭐ Kmina na rynku: rzeźba, fontanna, tablica
Stan z 2012 r. opisali autorzy przewodnika konińskiego — i jest to opis miasta, które postanowiło uczynić z żargonu swój znak firmowy²²:
- na rynku stanęła rzeźba mężczyzny z gęsią pod pachą i kijem do poganiania — czyli ochweśnika-ślirowca, handlarza gęśmi; jej autorem jest Wiesław Koronowski;
- tuż obok — fontanna z gęsią;
- na skraju rynku tablica informacyjna z napisami w języku polskim i ochweśnickim.
⭐ Rzeźba jest o tyle znacząca, że upamiętnia nie obraźnika, lecz gęsiarza — a więc dokładnie tę gałąź fachu, o którą toczy się spór terminologiczny z 3.2b. Miasto, stawiając pomnik, samo rozstrzygnęło, kim byli jego ochweśnicy.
„Styklowa nad dylą". W ostatni weekend lipca odbywa się nad jeziorem impreza o tej nazwie: dwa dni regat żeglarskich, zawodów wędkarskich, turniejów i występów²². ⚠️ Autorzy przewodnika nazwy nie tłumaczą — a jest to fraza kminy. Znane hasła pozwalają ją rozłożyć: dyla to w słowniku kminy woda (por. mikry dyli 'stawy', knowany dyli 'strumienie'), a styklać — być, wyglądać, dziać się. Odczytanie „zabawa nad wodą" jest więc naszą propozycją, nie ustaleniem; do rozstrzygnięcia potrzebny byłby zapis od kogoś, kto tę nazwę wymyślił.
Ciągłość gospodarcza. Gęsi już się w Ślesinie nie pędzi, ale fach nie zniknął: w 2012 r. w mieście i okolicy działało kilkanaście firm zajmujących się skupem pierza oraz produkcją kołder i poduszek²². Jak podsumowuje Pachulski: „chociaż nie sprzedaje się już dzisiaj gęsi w Ślesinie, to handel pierzem nadal pozostaje źródłem utrzymania dla wielu ślesińskich przedsiębiorców"²³.
⭐ Kmina w filmie. W ślesińskiej oberży swój pierwszy film dokumentalny — pod tytułem „Brakujące słowo" — nakręcił aktor i poeta Krzysztof Pieczyński²².
⚠️ Rzecz, którą trzeba powiedzieć uczciwie. Cała dzisiejsza frazeologia „ochweśnicka" — „kuchnia ochweśnicka", Festiwal Kuchni Ochweśnickiej, restauracja pod tą nazwą — jest, jak zauważa Jeglińska, „dziełem ostatnich dziesięcioleci". Termin wszedł do obiegu przez strategię rozwoju lokalnej grupy działania na lata 2009–2015 i folder wydany przez miejscowy ośrodek kultury²¹. Nie znaczy to, że potrawy są wymyślone — znaczy, że nazwa jest nowa, a nie odziedziczona, i że dziewiętnastowieczni ochweśnicy nigdy o żadnej „kuchni ochweśnickiej" nie słyszeli.
3.7a. ⭐ Kuchnia: co jadano w mieście gęsi
Skoro o kuchni mowa — warto zapisać, co pod tą nową nazwą figuruje, bo same potrawy i ich nazwy są stare i gwarowe. Przewodnik z 2012 r. wylicza z ślesińskich festiwali kuchni regionalnej²²:
„owijonki" · czarnina (zupa z krwi, najczęściej gęsiej) · „pyrzoki" · „gąby" · „sypunka" — kiszka ziemniaczana · „pyrczok" — placek ziemniaczany · „obsypanka".
Osobno stoi danie roku: gęś ślesińska pieczona na listopadowej imprezie pod hasłem „Na Marcina najlepsza jest gęsina"²². To bezpośrednie przedłużenie cyklu opisanego w 3.3a — sprzedaż gęsi kończyła się 11 listopada, więc to, co zostawało, trafiało na stół.
⭐ Nazwy te nie należą do kminy, tylko do gwary ślesińskiej — i tam trzeba ich szukać. Słownik gwary spisany przez Józefa Chojnackiego notuje m.in. pyrczok 'tarte ziemniaki upieczone na blasze' (z wariantem gniecyniok) oraz pantówki 'ziemniaki'²⁶. ⇒ Zob. rozdział 40 („Gwara ślesińska"), gdzie słownik ten jest omówiony w całości.
Co pozostaje do zrobienia
1. Dorywalski, Krótka monografia miasta Ślesina, „Ziemia" 1914 nr 18 i 20 — jedyne przedwojenne całościowe ujęcie dziejów miasta, a zarazem źródło najstarszego zapisu ślesińskiej kminy oraz zdania o obrazach świętych roznoszonych zimą przez ślesinian. Dostępne cyfrowo (Wielkopolska Biblioteka Cyfrowa). Odczytać w całości — cytują je wszyscy, nikt nie przedrukowuje w pełni.
2. W. Budziszewska, Żargon ochweśnicki, Łódź 1957 — jedyna monografia językowa; antykwariat albo wypożyczenie międzybiblioteczne. Autorzy tomu z 2012 r. cytują z niej strony 5, 15–23, 64–69.
3. P. Pachulski, Słowa nie pochodzą znikąd, Ślesin 2007 — osobna książeczka o kminie, wydana lokalnie; najpełniejszy znany zbiór po Budziszewskiej.
4. J. Walczyk, praca magisterska o słownictwie żargonu ochweśnickiego (maszynopis) — jedyne źródło rozkładu etymologicznego z 3.4.
5. Ślesin. Obrazek z XVIII w., „Dziennik Warszawski" 1851, nr 70–71, 73–75 — źródło, na którym opiera się teza o zbójcach wrogich miastu (3.1). Nieznane nam dotąd, a dotyczy wprost Ślesina.
6. E. Błażejewska, Gwara ochweśnicka, Warszawa 1972 — praca magisterska, dotąd nie w ręku.
7. Wywiady z ostatnimi mówiącymi. Nagrania + transkrypcja. To jest rzecz do zrobienia teraz, nie później.
8. Prywatne zapiski „pierzaków" — wielu prowadziło własne słowniki; warto je zebrać, zanim rozejdą się po rodzinach.
9. Film „Brakujące słowo" — pierwszy dokument Krzysztofa Pieczyńskiego, nakręcony w Ślesinie; ustalić rok i dostępność.
Przypisy
1. Podstawa tego rozdziału: S. Górka, Skulscy „ochweśnicy", „Wisła. Miesięcznik geograficzny i etnograficzny" t. XV (1901), z. I, s. 1–7 (pierwszy opis fachu i pierwszy słowniczek kminy) oraz J. Wasilewska, Ochweśnik. Handlarz dewocjonaliów, „Archiwa, Biblioteki i Muzea Kościelne" t. 108 (2017 [wyd. 2018]), s. 319–328 (synteza późniejszej literatury; tekst dostępny bezpłatnie, DOI 10.31743/abmk.12536). Artykuł ten opisuje handlarzy „in Skulsk and Ślesin as well as their surroundings" — to materiał wspólny dla obu miasteczek. Pełny opis fachu (technika malowania „taśmowego", trasy na Wschód, ekonomia wypraw, nazwiska malarzy skulskich, zmierzch rzemiosła wobec oleodruku): opracowanie własne, zob. Skulina, rozdział 3 („Ochweśnicy i kmina ochweśnicka").
2. Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, t. X, hasło „Slesińskie al. Sleszyńskie (jezioro)", s. 762–763 — Wyspy Zbójeckie, tradycja o rozbójnikach napadających na kupców na drodze wodnej między Wartą a Wisłą, przywódca „Garca al. Garczyński". Egzemplarz cyfrowy z warstwą OCR (Polona; kopia pełnotekstowa także w archive.org). ⚠️ Cytat podano za warstwą tekstową — przed publikacją sprawdzić na skanie.
3. J. Wasilewska, Ochweśnik… (jak w przyp. 1), s. 320, za: S. Weymann, Zagadnienie dróg w Wielkopolsce od X do XVIII w., „Przegląd Zachodni" 2/1953, s. 225, oraz K. Dorywalski, Krótka monografia miasta Ślesina, „Ziemia" R. 5 (1914), nr 18 i 20.
4. J. Wasilewska, Ochweśnik…, s. 320 (datowanie początku ochweśnictwa na lata 30. XIX w., przedział 1832–1850); P. Maluśkiewicz, Województwo konińskie. Szkic monograficzny, Warszawa–Poznań 1983, s. 273–274 (hasło Skulsk) — około dziesięciu warsztatów malarskich czynnych w latach 1818–1825, zbyt obrazów głównie we wschodnim Królestwie i na Białorusi, przejście na tańsze druki w 2. połowie XIX w., kmina licząca ponad 700 słów.
5. J. Wasilewska, Ochweśnik…, s. 323, za: W. Budziszewska, Żargon ochweśnicki, Łódź 1957, s. 15 — trzy ośrodki (Skulsk, Ślesin, Częstochowa) i objętość słownictwa.
6. P. Maluśkiewicz, Województwo konińskie. Szkic monograficzny, hasło ŚLESIN, s. 297–299 — osiem jarmarków rocznie ze spędem bydła; hodowla gęsi jako specjalność Ślesina od końca XIX w. i sprzedaż w zaborze pruskim; handel trzodą i gęśmi po 1921 r.; cytat o kminie „przejętej od »ochweśników« skulskich (patrz — Skulsk)". Odczyt własny z druku, 2026. ⚠️ Przewodnik popularny, bez przypisów — dane liczbowe i daty wymagają weryfikacji w źródłach.
7. Hasło agaćarka — 'handel gęśmi' (od agata, jagata — gęś): W. Budziszewska, Żargon ochweśnicki, Łódź 1957, w przedruku słowniczka u T. Jaskulskiego (zob. przyp. 13). Komentarz i wniosek o ciągłości handlu drobiem — opracowanie własne, zob. Skulina, rozdział 3, 3.5.
8. J. Wasilewska, Ochweśnik…, s. 322 (powojenni „pierzarze"/„gęsiarze"; za: G. Piasecki, Kultura „ochweśnicka").
9. Tamże, s. 320, 322 — etymologia (ochwest ← ros. obwiesznik; głębiej: argot ofenów), kminić 'mówić', kmina 'mowa'.
10. Tamże, s. 322–323, za: K. Szymoniak, W królestwie ochweśników, „Nurt" 1/257 (1987), s. 8–13.
11. Zapis Dorywalskiego ze Ślesina, cyt. za: J. Wasilewska, Ochweśnik…, s. 323, za: W. Budziszewska, Żargon ochweśnicki, Łódź 1957, s. 67–68. Zapis fonetyczny uproszczony. Autor zapisu jest zarazem autorem Krótkiej monografii miasta Ślesina („Ziemia" 1914, nr 18 i 20).
12. S. Górka, Skulscy „ochweśnicy", „Wisła" XV (1901), s. 4: „Istnieje podobno nawet obraźnickie specjalne pismo, ale do niego trudno dotrzeć". Tamże uwaga o trudności zebrania gwary — rzemieślnicy niechętnie dzielili się jej znajomością.
13. Słowniczek: S. Górka, Skulscy „ochweśnicy", „Wisła" XV (1901), s. 4–7 (pisownia oryginalna Górki; przedruk u J. Wasilewskiej, s. 324–326) oraz W. Budziszewska, Żargon ochweśnicki, Łódź 1957, w przedruku T. Jaskulskiego, Historia i legendy skulskie, Konin–Skulsk (Setidava — Wydawnictwo Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Zofii Urbanowskiej w Koninie, współwyd. Gmina Skulsk), ISBN 978-83-67258-07-4, s. 65–70, oraz tenże, Historia Skulska i okolic do 1945 r., Konin 2010, s. 103 — cytowane za uprzejmą zgodą Autora, któremu serdecznie dziękujemy. Wybór haseł i pogrupowanie tematyczne — nasze; zob. Skulina, rozdział 3, 3.7. ⚠️ Między zapisem Górki (1901) a Budziszewskiej (1957) występują drobne różnice brzmienia (fołekta / folekta, dwinia / dwina, pientra / pintera, gudłaj / Gudlaj, łopciuchy / łapciuchy) — naturalne przy języku, który nigdy nie był pisany, tylko słyszany.
14. Budowa liczebników — słowniczek W. Budziszewskiej w przedruku jak w przyp. 13. Obserwacja o systemowym charakterze tej budowy: opracowanie własne, zob. Skulina, rozdział 3, 3.7. Do sprawdzenia u Budziszewskiej w oryginale, czy autorka opisuje tę regułę wprost.
15. J. Wasilewska, Ochweśnik…, s. 323–324.
16. Tamże, s. 323, przyp. 23 — w Częstochowie żargon zaginął, najlepiej zachował się w Ślesinie.
17. Relacje współczesne: portale regionalne (LM.pl, „Przegląd Koniński") o Jarmarku Ochweśnickim, konkursie gwary i „kuchni ochweśnickiej"; serwis Urzędu Miasta i Gminy Ślesin (Pomnik Ochweśnika, kolejne edycje jarmarku — XIII edycja 28 IX 2025); szacunek ok. ośmiu czynnych „mówców" — reportaże prasowe (m.in. „Polityka"). Cytat burmistrza Ślesina za portalem LM.pl. Do uzupełnienia o dokładne daty i numery publikacji przy ostatecznej redakcji.
18. J. Wasilewska, Ochweśnik… (jak w przyp. 1) — odczyt całości artykułu, 15 IX 2026. Stamtąd: skup pierza, drobiu (głównie gęsi), bydła i trzody jako równoległe zajęcie ochweśników, s. 321, z przypisem autorki do K. Dorywalskiego, Krótkiej monografii miasta Ślesina, „Ziemia" 5 (1914) nr 18, s. 276; drugi tekst w kminie (itinerarium wołyńsko-podolskie), s. 323, za: W. Budziszewska, Żargon ochweśnicki, Łódź 1957, s. 67–68; punkt zborny w Białymstoku i rozliczenia z „głównym przedsiębiorcą", zimowy cykl handlu i powrót na wiosnę, s. 322, za: E. Kozieł, Wspomnienia wędrownego kramarza, Poznań 1975, s. 149; „medycyna" przemycana z Niemiec i sprzedawana we dwóch, s. 322; podszywanie się pod księży u unitów, s. 321. ⚠️ Sama autorka nie stawia Ślesina przed Skulskiem jako kolebki fachu — mimo że wymienia go pierwszego w zdaniu otwierającym, dalej pisze wprost, że „początek ochweśnictwa w Skulsku przypada na lata 30. XIX wieku", a „ślesiniacy przejęli bardzo szybko ten żargon od ochweśników skulskich w połowie XIX wieku". Kierunek przejęcia przyjęty w tym rozdziale jest więc z nią zgodny.
19. „Przewodnik po Guberni Kaliskiej z kolorowaną szczegółową mapą miast, osad, wsi…", cz. 1, [1912], tabela „Ludność w osadach" (rubryki: mężczyzn, kobiet, ogółem; ludności stałej, niestałej; prawosławnych, rzymsko-katolików, maryawitów, ewangelików, Żydów). Ślesin: 724 / 946 / 1670; Skulsk: 752 / 811 / 1563. Egzemplarz cyfrowy z warstwą tekstową, Polona; odczyt 15 IX 2026. Interpretacja nadwyżki kobiet jako śladu wędrownego trybu życia — opracowanie własne; ⚠️ podajemy ją jako hipotezę, bo spis powodów nieobecności nie rejestrował.
20. O. Kolberg, Lud… Serya XXIII. Kaliskie, cz. I, Kraków 1890 — przeszukanie całego tomu po hasłach „kmina", „ochweś", „obraźnik": zero trafień. Zapisy gwarowe lokalizowane „około Kleczewa, Ślesina" (m.in. „o-o-nacz się") dotyczą mowy ludowej, nie żargonu handlarzy. Egzemplarz cyfrowy z warstwą OCR, Polona; odczyt 15 IX 2026.
21. E. Jeglińska, „Ochweśnicy" czy „agaciarze"? — kilka słów o nazewnictwie w świetle tradycji handlowych kupców ze Skulska i Ślesina, w: Z problematyki etnograficznej Ślesina i okolic, red. E. Jeglińska, Towarzystwo Społeczno-Gospodarcze „Dwa Mosty", Ślesin 2012, s. 78–91. Stamtąd: krytyka genezy zbójeckiej i odesłanie do Ślesin. Obrazek z XVIII w., „Dziennik Warszawski" 1851, nr 70–71, 73–75 (s. 80); definicja „ochweśnika" u Budziszewskiej i zarzut niespójności (s. 78–79); zdanie „ślesinianie nigdy nie zajmowali się sprzedażą obrazów" (s. 79); przezwiska sąsiedzkie „szopkarz", „żurol", „pierzak" (s. 81); argument o wspólnocie kulturowej pogranicza Kujaw Borowych i Wielkopolski (s. 82); datowanie żargonu u Budziszewskiej i kontrargumenty z Berwińskiego i Dorywalskiego oraz hipoteza rozwoju równoczesnego (s. 83–85); podważenie danych Budziszewskiej o spółce warszawskiej i targ bydlęcy (s. 86); cytat Dorywalskiego o gęsiarce, komorach celnych i milionie gęsi oraz o zimowym roznoszeniu obrazów świętych (s. 85, 87); „około jednej czwartej ludności miasteczka" przy gęsiarce (s. 87); „medycyna" — materiał z wywiadów 2012 i wariant „epingfong" (s. 87–89); rozkład etymologiczny słownictwa za J. Walczyk (s. 89–90, za maszynopisem pracy magisterskiej w posiadaniu autorki); obrona przed określeniem „żargon złodziejski" (s. 90); przypis 1 o współczesnej frazeologii „kuchni ochweśnickiej" (s. 78). ⚠️ Odczyt z egzemplarza cyfrowego; paginacja częściowo odtworzona z żywej paginy. Sprzeczność wewnętrzna artykułu (teza o obrazach kontra cytat z Dorywalskiego na s. 87) — obserwacja własna.
22. P. Maluśkiewicz, J. Wiśniewski, Konin, Licheń Stary, Ślesin. Przewodnik, Firma Księgarska MAWI, Konin 2012, hasło ŚLESIN, s. 168–177. Stamtąd: kmina „przejęta od mieszkańców pobliskiego Skulska, których specjalnością były obrazy święte" oraz liczba ok. 1000 mówiących na przełomie XIX i XX w. za P. Pachulskim (s. 171); opis „podkuwania" gęsi przez kałuże roztopionej smoły i pierze (s. 170–171); świadectwo o zakazie używania kminy w szkole i karaniu uczniów (s. 171); słowniczek osiemnastu haseł w ramce „CIEKAWE" (s. 172); rzeźba ochweśnika-ślirowca dłuta Wiesława Koronowskiego, fontanna z gęsią i tablica z napisami po polsku i po ochweśnicku, kilkanaście firm skupu pierza (s. 174); impreza „Styklowa nad dylą" w ostatni weekend lipca (s. 9, 176); potrawy festiwali kuchni regionalnej — „owijonki", czarnina, „pyrzoki", „gąby", „sypunka", „pyrczok", „obsypanka", gęś ślesińska, hasło „Na Marcina najlepsza jest gęsina" (s. 177); film dokumentalny „Brakujące słowo" Krzysztofa Pieczyńskiego nakręcony w ślesińskiej oberży (s. 180). ⚠️ Przewodnik popularny, bez jednego przypisu; wartość ma jako datowane świadectwo obiegu z 2012 r. i jako zapis żywej kultury, nie jako źródło. Odczyt z egzemplarza cyfrowego, miejscami uszkodzonego — cytaty sprawdzone, uzupełnienia w nawiasach kwadratowych. Odczytanie nazwy „Styklowa nad dylą" jako „zabawa nad wodą" — propozycja własna, oparta na hasłach dyla 'woda' i styklać 'być, wyglądać'; autorzy nazwy nie tłumaczą.
23. P. Pachulski, Gęsiarka, czyli kilka słów na temat tradycji handlowych w Ślesinie w pierwszym trzydziestoleciu XX w., w: Z problematyki etnograficznej Ślesina i okolic, red. E. Jeglińska, Ślesin 2012, s. 155–166. Podstawą tekstu jest przekaz rodzinny — relacje Teofila Pachulskiego (1901–1990), pracującego przy gęsiach w spółce swojego ojca Wojciecha Pachulskiego i Teodora Borczyńskiego, oraz Wacława Pachulskiego (1909–1980), handlującego w tej samej spółce do 1937 r. Stamtąd: daty lokacji miast okolicy, w tym prawa miejskie Ślesina 20 I 1358 i Skulska 1384 (s. 155–156, za Kodeksem dyplomatycznym Wielkopolski t. 3, nr 1370); charakterystyka mentalności handlowej za Dorywalskim (s. 157); przydomki czternastu rodów kupieckich i podział na „swoich" i „ogony" (s. 158, wykaz za W. Budziszewską, Żargon ochweśnicki, Łódź 1957, s. 23); spółki party, szlirowcy, poganiacze i ekwipunek wyprawy (s. 158–159); siwrani — zwiadowcy, ich metoda i strój opisany w kminie (s. 159–160); anegdota z żywym zdaniem „Zlipuj no skiciu, lugomy bite jagaty, wsiackie styklajom klawe" (s. 160–161); przemarsz stada, bichur, postoje przy mikry i knowany dyli (s. 161); obalenie mitu o podkuwaniu gęsi wraz z uzasadnieniem anatomicznym (s. 161–162); cykl roczny skupu i sprzedaży (s. 162); jorafki, kielby, pierze z łaniatych jagatów (s. 163); zestawienie z obrotem warszawskiej giełdy towarowej ok. 3,5 mln sztuk rocznie (s. 164, za: K. Bosacka, Matka gęsia kołudzka, „Wysokie Obcasy"); zima — jorać pirne, tryniawy, preferans, karyga, ominiaczyć się (s. 165); podsumowanie o handlu pierzem (s. 166). ⚠️ Słownictwo podane przez autora w uproszczonej pisowni fonetycznej; odczyt z egzemplarza cyfrowego, paginacja częściowo odtworzona.
24. O. Kolberg, Lud… Serya XVII: Kujawy, cz. II, Kraków 1884, s. 139 — wróżenie zimy z kości piersiowej gęsi zabitej 11 listopada; cytowane za: P. Pachulski, Gęsiarka… (jak w przyp. 23), s. 164.
25. M. J. Januszkiewicz, A. Pleskaczyński, Księga rozmaitości wielkopolskich, Poznań 2006, s. 135 — wersja mitu o podkuwaniu gęsi; wskazana jako źródło obiegowe przez P. Pachulskiego, Gęsiarka… (jak w przyp. 23), s. 161. Nie sprawdzone z autopsji — podajemy za Pachulskim.
26. J. Chojnacki, Gwara ślesińska, w: Z problematyki etnograficznej Ślesina i okolic, red. E. Jeglińska, Ślesin 2012, s. 168–191 — hasła pyrczok, gniecyniok, pantówki w słowniku gwary (s. 178–188). Pełne omówienie: zob. rozdział 40.